poniedziałek, 31 marca 2014

Co tygodniowy przegląd komórkowy- Uwaga DUUŻO zdjęć




to jedyne zdjęcie na którym przypomina mnie, gdy byłam mała;D

miała baba koguta:D

yyy namiot?

"Nikosia zrób minę":D



tzw zdjęcie z góry:D


biegniemy...

...na śłizgawkę

z głową w chmurach:)

ejj TY

Mamusia moja:D


udało się w sh za 5 zł:D



pobieramy energię:)


tam obok była dziewczynka:)

zakupy:)

Nikosia rwie towar;)

dwa razy zjechała z tej rury, reszte czasu spędziła na oglądaniu jak dzieciaki zjeżdżają. Była wniebowzięta:)



moja wioska:)

cienie:)

na odchodne jeszcze fotka


spacer z Sonią.. ale zarosła, fryzjer się kłania


uwielbia się kąpać:)

kolacja


zobaczyłą Chłopczyka:D

raj dla Nikosi- kamyczki

jak widzi ten ogródek to aż piszczy:D

;)


sobota, 29 marca 2014

Taka sytuacja...

       Kojarzycie tą reklamę, w której kobitka wpuszcza do kuchni kota i psa po to by mąż zgodził się na remont? Miałam dziś baaardzo podobnie! Z tym, że bez szans na remont!

czwartek, 27 marca 2014

A gdzie są Twoi przyjaciele?

       Pewnie nie zaskoczę Was tezą, że macierzyństwo a szczególnie jego początek weryfikuje obecnych przyjaciół i znajomych. Często dzieję się tak, że ich 90% ulatnia się w jakiś magiczny sposób z życia matki. Matka i jej dziecko są nudni jak flaki z olejem. Nie pójdą na imprezę, do kina, nie czytają książek, nie randkują, nie znają najświeższych ploteczek. Ot zwykłe szare życie usłane..kupą!

środa, 26 marca 2014

Chora matka + chore dziecko = ARMAGEDON

   Czytałam, słuchałam i widziałam, że wszędzie wokół mnie chorzy. Chory ojciec, chora matka, chora nawet jest sąsiadka. No i nie mogłyśmy się wyłamać... Zaczęło się od mojej matki a potem jak po łańcuszku..
Męczymy się z Nikosią okrutnie. Choć ona chyba lepiej się ma niż ja, bo bawi się, śmieje i ma energię by mnie krótko mówiąc zajechać. Siedzimy same od trzech dni, bo moja mama jakoś co dzień ma inne zajęcia popołudniu i nie zawitała do nas(a do 15 pracuje)... Tak więc mój cel dopóki nie wyzdrowiejemy to:JAKOŚ PRZETRWAĆ!
Wiecie ja raczej nie przeklinam, a już przy dziecku wogóle.No właśnie...wczoraj dopołudnia tak mi dawała czadu, że czułam jakby tykała we mnie bomba zegarowa no i cisnęłam "kurwą" ze dwa razy. Nie, nie czuje się przez to złą matką:D Wyobraźcie to sobie: ja z lejącym i nieprzestającym katarem, z czerwonymi oczami, nosem, bordowymi ustami, gorączką i mokrym kaszlem próbuje cokolwiek zdziałać- jakiś obiad- a tu ciągle "łeeee łeeeee". Uhhh... Dziś lepiej. Gdy tylko Nikosia śpi, ja również się kładę.
Wczoraj  M słysząc jak źle się czuję i jaki mam podły nastrój powiedział " spróbuj być choć trochę pogodna- to Ci pomoże". Nosz rewelacja!! Odpowiedziałam mu, żeby spędził z Nikosią choć jeden dzień będąc chorym to zobaczymy jaki wtedy będzie pogodny. I tu mi zabił ćwieka i wygrał zawody, bo oburzony skwitował, żebym się z nim zamieniła to wtedy pogadamy. Uhmmm.. Wszystko jasne. Moja opieka nad dzieckiem to dla niego pryszcz. Bułka z masłem. Ehh... :(
Kończę moi kochani te wypociny, bo męczy mnie gorączka, oczy szczypią. Wybaczcie mało elokwentny post.

Buziaki i życzcie nam zdrowia!!

poniedziałek, 24 marca 2014

IDŹ GŁĄBIE NA STUDIA!

               Kiedyś studia to był pewnik dla świetnej pracy. Student miał perspektywy, był inteligentny, obyty wzbudzał szacunek. Student to był KTOŚ. Teraz jest inaczej...   Dyplom nie zawsze jest miarą wiedzy, którą absolwent zdobył.*
źródło

czwartek, 20 marca 2014

W co się bawić z póltoraroczniakiem?? Garść pomysłów na kreatywne spędzanie czasu z dzieckiem.

   
źródło



      Pamiętacie moi Kochani, że jakiś czas temu postanowiłam, że będę kreatywnie spędzać czas z moim dzieckiem? Nie rzucam słów na wiatr. Realizację celu rozpoczęłam od przekopania internetu w poszukiwaniu inspiracji. Okazało się, że jest tych pomysłów sporo. Sporządziłam listę tych zabaw i każdego dnia realizowałyśmy ją punkt po punkcie. Niektóre były strzałem w dziesiątkę, inne okazały się kompletną klapą. Jesteście ciekawe, co znalazło się na mojej "kreatywnej" liście?

środa, 19 marca 2014

Gdy nie umiesz mówić "kocham"...

     







             Każdy z nas został wychowany wedle jakiegoś schematu... Jedni byli ciągle rozpieszczani a inni traktowani od małego na zimno, trochę jak mali-dorośli. Ja należę do tej drugiej grupy- niestety.
 Nie mówiono mi "kocham Cię", bo te słowa były tabu. Oznaczały słabość i były zarezerwowane wyłącznie dla filmów romantycznych. Nie przytulano, nie czytano bajek do snu. Ot, rodzić ma zapewnić dziecku dach nad głową, pożywienie, ubiór. Uczucia? No przecież to są oznaki miłości rodzicielskiej. Inne dzieci tego nie mają. Mam doceniać trzy posiłki dziennie- w tym jeden ciepły! Mam szanować mamę i tatę za nową parę jeansów. Mam dziękować za łóżko, biurko. Mam wielkie szczęście, że moi rodzice tak o mnie dbają. Szczerze to długo się nad tym stanem rzeczy nie zastanawiałam. Przyjęłam tą atmosferę w domu jako coś oczywistego, naturalnego... To, że mój tata jest alkoholikiem i mieszkał ze mną aż do uzyskania przeze mnie pełnoletności wcale nie ułatwiało. Bolało to zimno, ten chłód, ale...czy ja jedna tak mam? Dopiero z czasem zaczęłam się buntować (na różne dziwne i niebezpieczne sposoby). Postanowiłam sobie, że ja nie będę oschła, że będę ciepła, serdeczna dla swoich bliskich. Uhmm...
      Pierwszy poważny związek zweryfikował moje postanowienia. Okazało się, że mam problem z wyrażaniem uczuć. Duży problem. Gdy miałam powiedzieć komuś, że go kocham gula rosła w gardle a na twarz wypływał rumieniec. Wstydziłam się tego powiedzieć. Czułam to, ale nie umiałam tego powiedzieć- dwóch słów, kilka liter, które za cholerę nie chciały wyjść z moich ust. Kiedy jakoś udało mi się przemóc to okazało się, że nie jestem zdolna okazywać chłopakowi tych uczuć przy mojej mamie. Gdy przytulał mnie na jej oczach to mnie dziwnie paraliżowało- czułam się zażenowana, jakby to było coś złego, co trzeba ukryć.Nie umiałam się również kłócić. Dobrze? Wcale nie.Nosiłam w sobie urazę, która niszczyła mnie od środka. Lepiej wydusić coś z siebie niż skrywać... To również wyniosłam z domu, gdzie zbyt szybko naznaczono mnie odpowiedzialnością, byłam taką małą dorosłą. Musiałam być silna.Nie wypadało mi się skarżyć, no przecież inni mają gorzej. Zostało mi to do dziś.
     Gdy zaszłam w ciążę kolejny raz złożyłam przyrzeczenie samej sobie, że będę matką czułą, kochającą i dającą to jasno do zrozumienia swojemu dziecku. Stop skrywanym uczuciom!
Koleje losu sprawiły, że po urodzeniu Nikosi zamieszkałam z moją mamą. Po narodzinach Córki oblała mnie fala niewyobrażalnej miłości rodzicielskiej. Ale uwierzycie, że nie tak wcale łatwo przyszło mi szepnąć dziecku do ucha "kocham"...? Potrzebowałam czasu. Gdy już stało się to naturalne to zauważyłam, że mówię to wtedy, gdy jesteśmy same. Ile ja musiałam barier w sobie pokonać, by dojść do momentu, w którym jestem obecnie. Przemogłam się. Mówię "kocham" rano i wieczorem, przy zabawie i śniadaniu, przy mamie, koleżance, cioci, babci... Gdy czuję to mówię- bez analizowania czy wypada. Chcę, by taką widziała mnie Nikola- głaskającą ją po włosach, czytającą bajki, piekącą kruche pachnące ciasta, tańczącą, rysującą, układającą puzzle, śmiejącą się w głos, leżącą na podłodze i mówiącą "kocham Cię. Może i zbyt często jej to powtarzam, ale okazało się, że to uzależnia. :) Poza tym za wszelką cenę chcę, by stało się to dla niej naturalne i by to pamiętała!!!
Nadal mam problemy z tymi słowami. M mówię to rzadko a mamie nie powiedziałam nigdy... Dla kogoś, kto tego nie przechodził wydaję się to błahe, ale dla mnie jest to karkołomna nauka... Zbieram plon z dzieciństwa...
    Dlatego pamiętajcie drogie Mamy i Rodzice, że to jacy jesteście będzie miało wpływ na wasze dzieci w życiu dorosłym... Siejcie dobre ziarno... Bądźcie przykładem miłości... Nie bądźcie idealni... Kochający bądźcie...

poniedziałek, 17 marca 2014

Aktualności i FOTKI dni ostatnich

Jest! Nareszcie jest ze mną! Sprawny, lśniący, zwinny... Laptop!
Czytałam Wasze notki, uśmiechałam się do zdjęć, ale nie komentowałam, bo szlak mnie jasny trafia na pisanie czegokolwiek na blogspocie za pomocą smartfona. Teraz nadrobię i czytanie i pisanie ze zdwojoną siłą.
Co działo się u nas w ciągu tych kilku dni?

1. Spacery, spacery i jeszcze raz spacery. Z każdym kolejnym dniem zrzucałyśmy kolejne niepotrzebne warstwy ubrań... Znajome dzieciaki pojawiły się na dworze. Nikosia była w siódmym niebie... Bawiła się w berka, przytulała, śmiała w głos. Zjeżdżała 39083 razy ze ślizgawki, huśtała, przytulała drzewa, zbierała kamyki, patyki a także... kapsle od piwa! Zrobiła swoje pierwsze samodzielne zakupy na bazarku! Podeszła do stoiska z jabłkami i wybrała jedno:) Chciała również zakosić ogromnego pora,selera i marchewki... Ta miłość do warzyw i owoców to chyba efekt naszego wspólnego "gotowania". Ach z tej miłości to nawet nie chce ich jeść- bo jak to tak- jeść takie piękne, kolorowe warzywa- one czują!!!! Byłyśmy też w supermarkecie i nawet obyło się bez scen (noo prawie). Niosła koszyk zakupowy, z którym wyglądała po prostu przekomicznie, zważając na jego wielkość i jej wzrost:)

2. Opętało mnie zakupowo i nawet o dziwo kupiłam rzeczy nowe (a przecież jestem lumpeksoholiczką) a przede wszystkim kupiłam je SOBIE. Tylko sobie. Buty- dwie pary. Torebka- raz. Spodnie- raz. Kurtka- raz. Wiosno witaj!

3. Zrobiłam gruntowne porządki w szafie i niebawem pojawi się post baaardzo podobny do TEGO. Muszę tylko porobić sensowne zdjęcia i będziemy rozdawać... Mam nadzieję, że będą chętni.

4. W dalszym ciągu wytrwale pracuje nas swoją fotografią dnia. Robię wieczorne ogarnianie kuchni i to mi naprawdę weszło w krew. Poświęcam Nikosi w ciągu każdego dnia czas, w którym nie istnieje dla nie nic ani nikt prócz niej- bawię się z nią na 100%. Po drodze było nawet kreatywnie, o czym wkrótce naskrobię:).
Skrupulatnie sporządzam listy. I tak są:

  • menu na lodówce !!! (wow jak to ułatwia życie)
  • ciągle powiększająca się lista zakupów. I nie ważne, że zakupy za dwa dni. Otwieram szafkę- brak płatków- zapisuję od razu! Później na bank zapomnę.
  • lista książek do przeczytania/ filmów do obejrzenia/ linków do sprawdzenia
  • zabawy dla mojego dziecka. czasem na świeżo brak pomysłu. Czytam blog, coś mnie zainspirowało? Od razu zapisuję. Później zapomnę- ja to wiem.
  • Pomysły na posty na blogu. Tak jak powyżej. Gdy nie zapiszę to nie zapamiętam- cała ja.        
                                                                                                                                                                    5. Nikosia jest ewidentnie po jakimś skoku rozwojowym (nie wiem czy w tym okresie jakiś powinna mieć-już nie czytam co powinna umieć w tym wieku itp.). Wnioskuję to po kilku ciężkich, marudnych dniach i po tym, że nagle wymawianie słów takich jak np. "kółka", "druga" czy "bajki" nie sprawia jej najmniejszego kłopotu. Drugą możliwą przyczyną złego nastroju może być...ząbkowanie!! Spodziewamy się jeszcze "piątek". Wieczorem na policzkach Nikosi malują się rumieńce a w nocy budzi się z płaczem kilka razy...                                                                                                                                                                                
6. W sobotę mój wielki dzień tj. obrona!!! Oj będę się bronić rękami i nogami... Szczerze? Poprawka w czerwcu i przyjmuję ją do świadomości i jest to mój plan B, który mnie uspokaja w razie ewentualnego niepowodzenia... A swoje szanse obstawiam 50:50. No zobaczymy... 

Teraz może kilka zdjęć ostatnich dni:



shopping w wersji Nikosi oznacza bieeegaaanieee


"jak robi konik?"


nie ma nikogo w domu




cichobiegi matki. 


no ja też muszę być-co byście nie zapomnieli jak wyglądam:)