piątek, 28 lutego 2014

Ja pierdziu! Co za dzień.
Nic nie poradzę, że dopóki nie zaleje mnie krew to strzela mnie chuj! :p







Nikosia już dawno nie wnerwiła mnie tak, jak dziś. Od samego rana marudzenie i ciągłe CHCENIECOŚODMATKI!!! Chodziła za mną niczym cień. Oddawała pokłony u mojej nogi, gdy próbowałam zjeść i gdy robiłam siku. Biła psa, wywlekała ubrania z szafek, roznosiła buty wszędzie i buczała. Boże za co? Chwila skakania na łóżku a teraz męcz się babo.
Wkońcu zarządziłam spacer. No co jak co ale na spacerze zawze jest sielankowo i miło.
Uhm.. BYŁO!
Bo ona akurat chce iść nie tam, gdzie ja. Bo po raz 30ty trzeba wejść po schodach, by za 31 razem się wyglebać i nabić guza. Bo jak krzyczę stop to ona biegnie jeszcze szybciej. Nosz %&*@@@@#%& jego mać. Do tego jeszcze miałam psa, który akurat musiał załatwiać swoje potrzeby pod samym komisariatem! Nikosia zrobiła taką scenę pod gimnazjum, żena bank odwołali im lekcje ze względu na niedogodne warunki...
Po godzinie mojej męki wracamy do domu. Sięgam do kieszeni po klucz i... NIE MA GO!!!
A ja z psem. Bez portfela, telefonu. Głodna i zła. Myślałam, że ocipieje.
Na szczęście okno miałam otwarte a mieszkam na parterze. Wrzuciłam więc psa przez okno hahah:D i zaczęłam poszukiwania. Po paru minutach znalazł się. Ufff....
W domu Córka ma dbała, by ciśnienie mnie nie opuszczała zanadto. Np. wylała pół talerza zupy buraczkowej na dywan.
Pięknie.
I, gdy byłam w takim nastroju dzwoni M.
- NO CO TAM ??!- odebrałam drukowanymi literami niemalże
- no cześć..(tu nastąpiła gadka szmatka tiutiutiu)...chciałem Ci coś powiedzieć.
- no co?
-tiutiutiu...
-NO GADAJ CO TAM CHCESZ?
-Chciałem Ci tylko powiedzieć, że bardzo Cię kocham.
-YYYYYYYYYY.........

:):)

Wczoraj. Bardzo skomplikowany porządek:D

WCZORAJ







           Głównym celem dnia było dla mnie ogarnięcie wszechogarniającego bałaganu, panującego w moim mikro mieszkaniu. Nie mogłam już patrzeć na paletę barw i różnorakość konsystencji na moim dywanie. Ponad wszystko nie cierpię, gdy idąc gołą stopą czuję okruszki, sierść i inne dziadostwo... A poza tym wieczorem miała wpaść moja mamusia- ksywka operacyjna SANEPID.Dlatego ostrro ruszyłam do pracy! Nie było łatwo, bo akurat Nikosia:
-chciała odkurzać SAMA
-chciała, by jej czytać
-chciała pić/jeść
Troszkę więc mi zeszło... Następnie wzięłam się za kurze (choć to była niezła tablica do pisania dla N.)
No i nagle tel od kumpeli. Co robię i czy może wpaść z dziećmi na kawkę. Pewnie! Wpadaj!
Dzieci w pokoju się bawiły, a my piłyśmy czarną w kuchni. Po godzince pojechali.
Wchodzę do pokoju... Patrzę na dywan... Czekoladowe kulki WSZĘDZIE! Herbatniki WSZĘDZIE! W.D.E.P.T.A.N.E w dywan............

....%&^%%^$%%%@@@@&****
No cóż.. Albo znajomi albo porządek. :)

Wieczorem, gdy przytulałam Nikosie nagle uraczyła mnie takim oto zdaniem(równoważnikiem właściwie) : MOJA MAMUŚ.  O rany... Wiem, że takie pitu pitu nie w modzie, ale tak się wzruszyłam. Ostatnio chyba poczułam się tak, gdy powiedziała "mama". Teraz ciągle jest "mamuś", "tatuś", "babuś".
Nauczyła się też mówić 'patrz':) Szczególnie, gdy rzuca się z oparcia łóżka na stos pościeli a ja dostaje zawału. Noo i jeszcze na swoje stopy "fu fu":D Nie, żeby tak śmierdziały hehe tylko tak ją zawsze rozśmieszam, wącham i mówię fu fuuu:D Podłapała. Nie wspomnę już nawet o tym, że gdy paraduje bez pampersa to kładzie z nogami w górze i cmoka, by ją całować:D:D Boże...:D

Chodzę nabuzowana jak bomba.Bez kija nie podchodź. Szczególnie sanepid działa mi na moje neurony...
Na szczęście się zrehabilitowała i przyniosła mi pączki (no tak tłusty czwartek ) i PIEROGI robione przez babcię. O rany! Mamusiu wybaczam Ci Twoje przewinienia.

środa, 26 lutego 2014

Moje refleksje

     Matki idealne nie istnieją- tego jestem pewna... Poza reklamami i kolorowymi czasopismami rzecz jasna. Każda z nas popełnia mniejsze bądź większe błędy dotyczące wychowywania dziecka. Kurcze! To chyba najtrudniejsze zadanie z jakim przyszło i przyjdzie mi się zmierzyć kiedykolwiek- wyprowadzić moją Córkę "na ludzi". Gdzieś obiło mi się o uszy stwierdzenie, że dzieci wychowujemy nie dla siebie lecz dla społeczeństwa. W sumie coś w tym jest...Jeden człowiek wbrew pozorom wiele może zdziałać. Mam nadzieję, że Nikosia jako kobieta będzie szerzyć wokół siebie dobrą, pozytywną energię. Nie chce by była idealna, wszechwiedząca i najpiękniejsza. Chcę, by potrafiła przyznać się do błędu i powiedzieć przepraszam. By była czuła i troskliwa, ale też umiejąca zadbać o swoje szczęście. Niech będzie dobra, ale też trochę egoistyczna. Niech będzie uczciwa, ale sprytna. Niech będzie ufna, ale nie łatwo wierna. Dobra, ale nie naiwna...
I jak to zrobić? Jak ukształtować w niej te cechy, z którymi będzie jej w życiu lżej? Jak wpoić miłość i pasję do życia?
   Naszło mnie na takie refleksje, bo zastanawiam się czy jestem dla niej dobrym wzorcem. Nawet, gdy kiedyś(pewnie jako nastolatka)będzie chciała być zupełnie różna ode mnie, to mój wzorzec kobiety, matki będzie w niej zakorzeniony, nawet nieświadomie. Czasem patrzę na siebie jej oczyma. Zadaję sobie pytania: kogo widzi? Jaką osobę? Jaki daję jej przykład każdego dnia?
 Jestem ot, zwykła. Brak mi cierpliwości, kreatywności. Często mi się nie chce i mam ochotę uciec w siną dal. Czasem ponoszą mnie nerwy. Staram się jednak ze wszystkich sił, by zapisał się w niej obraz mnie- uśmiechniętej, ciekawej świata, radzącej sobie z problemami, umiejącej przyznać się do błędu. I choć widzi czasem moje złe emocje to wiem, że to też jest potrzebne. Człowiek to nie skała. Płacze i śmieje się, krzyczy i mówi szeptem. Niech wie, że łzy to nie wstyd i, że czasem lepiej się pokłócić niż nosić w sobie gniew. Bo złą energię musimy z siebie wyrzucić. Zła energia zatruwa organizm, robimy się gnuśni.
     Macierzyństwo to ciężka orka... Przychodzi mi na myśl drzewo. Sadzimy, dbamy, podlewamy... Z nadzieją, że wyda ono zdrowe owoce...
   

niedziela, 23 lutego 2014

Niedziela

Piękna, wiosenna pogoda. Słoneczko muska twarze, ptaszki pieszczą uszy...
Pobudki przesunęły nam się na 8. To i dobrze. Jest czas na szykowańsko, zabawę i ogarnięcie mieszkanka przed spacerem- bo spacer w taką pogodę to mus!


Poza poszukiwaniem wiosny czas upływa nam na zabawie, mnie na sprzątanie, nauce i zakupach. Pora odświerzyć szafę, odłożyć za małe i dokupić to, co brakuje. W sumie 90% już jest. Jeszcze tylko buty, czapka...
Matka szaleje dalej po ciucholandach. Ewidentnie mam obsesję. Czy mam to leczyć?
Odwiedziłam też fryzjerkę i pofarbowałam odrosty. Moja nadworna pani fryzjer zaproponowała mi eksperyment. Teraz na rynek weszły kredki do koloryzacji włosów. Zazwyczaj zmywają się przy pierwszym myciu. Pokolorowałyśmy więc kilka cienkich pasm na fioletowo... Całkiem ciekawie to wygląda i może by tak machnąć farbą?:D

widać coś??
Widzę, że wblogosferze przewija się temat Ukrainy. Co ja na ten temat sądzę?
Podziwiam ich. Podziwiam zwykłych ludzi za wolę walki, za odwagę i upór. Za miłość do ojczyzny. Za miłość do wolności. Za niezgadzanie się ze złem. Za niepozwolenie miażdżenia zwykłego człowieka.
Szczerze myślę, że u nas też kilku konowałów powinno zrzucić się ze stołka władzy. Ale to jakich mamy polityków to też nasza zasługa. Zasługa naszego lenistwa i zasługa nieinteresowania się polityką i losami kraju. Chcemy, by było lepiej a chowamy głowy w ppiasek i mamy w dupie. "Mnie polityka nie interesuje". Mnie też kiedyś nie interesowała. Zrozumiałam jednak, że im o to właśnie chodzi. Ludzie się nie interesują. Najczęściej wybieramy polityków na oko bądź takich, którym dobrze z ryja patrzy. Ludzie muszą się ocknąć i zawalczyć o swoje. I to nie musi być walka, gdzie leje sie krew. Walczmy o godność. Nie składajmy naszego losu w ręce polityków, bo oni najczęsciej dbają o swoje portfele. To my musimy nie zgadzać się na biedę! Kurwa z której strony by nie patrzeć w naszej ukochanej Polsce, za którą walczył mój i Twój Dziadek, dzieje się źle. Bardzo źle.:(
Przykro mi, gdy ktoś kwituje- ten kraj jest pojebany. Kraj???? Polska jest piękna! Tylko ludzie muszą troszkę więcej dać z siebie....

Ponarzekałam a teraz lecę kontynuować robienie obiadu... Nikosia łapie drzemkę...

środa, 19 lutego 2014

18 MIESIĘCY!

Wyciągam szampana i wznoszę toast! Nikosi stuknęła dziś 18stka:) 1.5 roku...
Banalne i wytarte słowa, ale naprawdę kto mi powie- kiedy to zleciało??? Dopiero co była małym, czarnowłosym zawiniątkiem a tu już biega mi po domu gadatliwa kobietka:D
Zmiany w jej rozwoju zachodzą teraz mniej spektakularnie, są to najczęściej nowe słowa, bardziej wyszukane zabawy i coraz częściej nie wymagające ingerencji mamy (co nie ukrywam bardzo mnie cieszy). Wśród nowych wyrazów są: lala, hajta(spacer), pić, pij, tak, dziadzia,sisi, luulu,(by nalać jej wody do butelki). W ostatnich dniach mam odczucie jakby cofnęła się troszkę w mowie, skraca wyrazy albo mruczy, gdy czegoś chce. Pewnie myśli, że ja i tak wszystko rozumiem. Phi... no niestety nie wszystko rozumiem i próbuje ją dopingować do mówienia na wszelkie możliwe sposoby, czasem drastycznie, np nie reaguje na owo mruczenie.
Nauka samodzielnego jedzenia postępuje. Widelcem już całkiem zręcznie operuje.. Łyżka stanowi problem, bo zbyt szybko kieruję do ust i zupa się wylewa. Tu mój błąd, bo często ją wyręczam. Brak mi cierpliwości.
Większość naszych spacerów odbywa się bez udziału wózka. Nikosia słucha mnie, idzie za rękę, nie ucieka i już naprawdę długie dystanse potrafi pokonać.
W dalszym ciągu ładnie pomaga w pracach domowych i mimo swojego młodocianego wieku hi hi ma już swoje obowiązki takie jak sprzątanie zabawek, wyrzucanie brudnej pieluszki.
Zaczęła się interesować klockami, na długo zajmuje ją sorter... Często bawi się lalkami, układa je snu i robi paluszkiem "ciii", karmi, sadza na nocnik i mówi "sisi".
Jej nauka na nocnik poszła w las hehe.. Komunikuje za każdym razem, gdy chce kupkę ale za chiny ludowe nie da się wtedy posadzić... Ehh wogóle z kupką jest 7 światów, ale to akurat zachowam dla siebie.
Co by tu jeszcze... hmm hmm...
Nikosia dzięki Bogu wielbi teraz zupy! Codzień mamy dwa rodzaje i warzyw je, że hoho... Prym wiedzie zupa buraczkowa. Owoce to głównie jabłko i banan. Nie lubi intensywnych smaków, ogórka kiszonego wypluwa a pomarańczy nawet nie tknie. Wszelkimi soczkami pluje za to wody wypija naprawdę sporo w ciągu dnia.
Włosy jej urosły długie a ona nie chce się czesać, opaski zdziera:( Nawet grzywki nie mam jak jej obciąć, bo na widok nożyczek ucieka...
W nocy śpi pięknie od około 22 do 9. W dzień śpi lub nie, różnie to bywa, ale głównie tak.
Cóż mogę dodać? Jest bystra, piękna, zdrowa...:)
Kocham Cię Córeczko!


wtorek, 18 lutego 2014

Co u nas?

Ojjj... Dawno mnie tu nie było.




Brak weny a głownie brak czasu i sił- wieczorami padam na pysk! Któregoś razu zaczęłam pisać post i utknęłam na pierwszym zdaniu... i tak patrzyłam się, patrzyłam..i o mało nie zasnęłam głową w klawiaturze...
U mnie nastąpiła zmiana, o której niedawno wspominałam- mianowicie od 1.5 tyg moja mama się przeniosła tymczasowa do swojej mamy, a my urzędujemy same (no i jeszcze pies:))...
Na moją psychikę działa to wprost zbawiennie, Nikosia też jest spokojniejsza... Ostatnio po 2 dniach zdałam sobie sprawę, że ona nie płacze, nie ma fochów, zasypia szybciej itp. Super! Cenię spokój i harmonię. Oczywiście są też pewne minusy, minusiki, bo i sprzątania więcej i obiady przez cały tydzień na mojej głowie i z psem trzeba wychodzić i ogólnie wszędzie muszę zabierać Nikosie. Ale... w sumie jeśli muszę jechać gdzieś dalej to mama zostaje mi z córą, więc jest dobrze.
Z M mam teraz istną huśtawkę nastrojów. Jednego dnia mam go w dupie, nie odzywam się i mogę rzucić ot tak! Przychodzi dzień kolejny a we mnie budzą się wspomnienia, nadzieje i odnajduję siłę, by walczyć dalej... Tak przeplatają mi się nastroje, ale w sumie nie mam czasu za bardzo się nad tym zastanawiać. Robię swoje. Gotuję obiadki, chodzę na spacery, organizuje zabawy, piorę, prasuje i tak w kółko. Rutyna to przewodnie hasło w moim życiu, ale nie postrzegam tego jako coś złego. Ja troszkę jak dziecko- czuję się wtedy bezpieczniej.
Nie wiem jak u Was, ale u nas dziś piękna, wiosenna pogoda!!!!! Spacerowałyśmy na nóżkach chyba ze 2 godziny. Każdy ptak, pies, kot, kura, kamyk,  patyk- to wszystko wymaga uwagi i mojego tłumaczenia co i jak:) Kocham te chwile... Gdy nie muszę się spieszyć, gdy jestem tu i teraz na 100%.
...
Tak siedzę i przeglądam kolekcję wiosennedla dzieci z nexta czy też endo... Ehh... Mogę sobie co najwyżej pomarzyć, bo ceny jak dla mnie kosmiczne. Pozostają mi łowy z ciucholandu:) Cóż... i w używanych ubraniach moje dziecko może być szczęśliwe!:)

środa, 12 lutego 2014

MATKA- IDIOTKA

Nie macie czasem wrażenia, że społeczeństwo traktuje matkę jako nierozumną istotę, no infantylną kretynkę po prostu?? Ja mam. Odczuwam to otwierając czasopisma dla kobiet (przestałam więc to robić), włączając tv w godzinach dopołudniowych... Odczuwam to też w relacjach ze znajomymi, którzy nie traktują mnie już jako osobną postać: ja- Monika, tylko ja i moje dziecko to jedno. Każda rozmowa zaczyna się uprzejmym "jak tam Mała". A ja? E tam... A co może być u mnie? Prasowanie, pranie, obiadki, kupy. Przecież ja już się przestałam interesować literaturą, polityką, kinem... Mam misję- macierzyństwo i muszę dać 100 % siebie.
No wkurwia mnie, bo widzę jak politycy traktują nas- matki i wogóle rodzinę jak byt z innej planety zepchnięty na margines. Matka to słodka idiotka, taka pizdeczka, która ma oczy zarośnięte kupą. Lub mlekiem ewentualnie.
Zauważyłyście, że nawet blogi parentingowe traktowane są z przymrużeniem oka? Są? ok, ale nic one nie wnoszą. I faktem jest, że często i gęsto piszę tylko o moim dziecku i pozwalam sobie na to, by nie gnębić wszystkich wokół naszymi mniejszymi bądź większymi problemami. To takie moje małe terytorium. Na szczęście ja wiem i widzę, że matki mają też swoje zainteresowania, pasje, czytając was widzę nie tylko nieustającą batalię o smoczki, mleko z piersi, mm, żłobki... Czasem mnie to osłabia jak ciągle sprzeczamy się o wyżej wymienione rzeczy... A może faktycznie jesteśmy takie głupiutkie za jakie nas mają?


czemu taki temat?
zainspirował mnie TEN tekst.

A co Wy o tym myślicie??

piątek, 7 lutego 2014

Leniwe dni i pracowite noce :D

Dni płyną niemalże leniwie... Późne pobudki, ciepła kawa, chwila na internet, spacery, obiady, zabawa, kolacja... Po ostatnich złościach i bombie zegarowej odczuwam spokój. Moje opanowanie ma oczywiście zbawienny wpływ na Małą... Gdy ja jestem uśmiechnięta, ona także. Po raz kolejny potwierdza się reguła, że szczęśliwa mama = szczęśliwe dziecko. Tak jest, dokładnie tak.
Na dworze czuć delikatną, subtelną wiosnę... Dziś jest troszkę gorzej, ale wczoraj świeciło piękne słońce, śpiewały ptaki a na niebie nie było ani jednej podejrzanej chmury. Spacerujemy więc co dzień po śniadaniu i wracamy dopiero na obiad. Troszkę saneczkowania, ale zdecydowanie więcej spacerowania... Nikosia dość sceptycznie podchodzi do białego puchu(ostatnio zauważyła coś w śniegu, schyliła się...i wylądowała twarzą w zimnym puchu), ale dopóki omija zaspy jest ok:)
Dziś na dworze była masa dzieciaków. Jej, jak moje dziecko się cieszyło! Byłam w szoku, bo nie było żadnej nieśmiałości, biegała, piszczała, zaczepiała... Dawno jej nie widziałam takiej rozradowanej!!!
Problem był jak znajomi poszli do domu, był płacz i zawodzenie... Dopiero obietnica zupy pomidorowej po powrocie do domu ją nieco uspokoiła.:)
Mój spokój jest też spowodowany zmianą, która wkrótce nastąpi w moim życiu. Niby nic wielkiego, ale..  Moja mama planuje na jakiś czas przenieść się do swojej mamy. Wiecie, co to oznacza? Może i lekkie osamotnienie i więcej na mojej głowie, ale przede wszystkim oznacza to święty spokój i zero kłótni!! Mam nadzieję, że czas rozłąki nauczy czegoś zarówno ją jak i mnie.
To tyle w dzień... a w nocy pracuję... Nieee... nie zajęłam się nagle dwuznaczną pracą:) Po prostu się uczę, pisze projekty.... Eh mózg mi się pali od tego wszystkiego... Ale czuję satysfakcję jeśli kładę się spać zmęczona i wiem, że coś konkretnego udało mi się zrobić...

A tak na koniec moich bazgrołów napiszę : pamiętajcie warto pomagać, bo każde dobro powraca prędzej czy później. :) Dziękuje Ci Kochana H :*



yyyy... :D

tak zwana słit focia z rąsi haha

nocno-łóżkowe wygibasy

poniedziałek, 3 lutego 2014

Do kogo jestem podobna?>>>

  Do kogo Nikosia jest podobna????


do mamy....?







czy do taty...? 
(wybaczcie kiepskie zdjęcie, ale tylko takie mam:/)










Taka miksturka z dwojga ludzi:D  TO CUD:)


WEEKEND W PIGUŁCE

Wreszcie poniedziałek.
Męczą mnie weekendy, kiedy czas spędzony z moją mamą zwiększa się dwu a nawet trzykrotnie. Nikosia dostaje małpiego rozumku, harmonogram dnia leży a ja dostaje szału, potem babcia dostaje szału i wszystkie marzymy o poniedziałku, by od siebie odetchnąć.
Sobota była całkiem sympatyczna. Wstałam w dobrym humorze i pognałam zdawać ostatnie egzaminy. Zdałam na dobry, więc +10 do samopoczucia. W nagrodę wybrałam się do... no gdzie, gdzie? No do lumpeksu:):) Czyli tam, gdzie troski znikają (wraz z pieniędzmi)! Koszyczek zakupowy szybko się wypełnił. T-shirty dla mnie (mam obsesje na ich punkcie), lala, Miki, książeczka, bluzeczki, płaszczyk- to dla Nikosi... Po jakże owocnych zakupach wstąpiłam na pizze... O Boże jem jak opętana ostatnio a waga (napewno zepsuta) wskazuje już 5 dodatkowych kg!!! Trzeba się wziąć za siebie. Reszta sobotniego dnia upłynęła w miłej atmosferze. My z mamą się nie kłóciłyśmy, co pozytywnie oddziaływało na Małą. Nawet z M rozmowa była jakaś taka...sympatyczna.
Niedziela to zupełne przeciwieństwo dnia poprzedniego. Od rana tykała we mnie bomba zegarowa (PMS?), która tylko czekała, by wybuchnąć siejąc przy tym zniszczenie. Dawno nie byłam taka zła. szok. Nawet się popłakałam z tego wszystkiego i stwierdziłam, że życie jest do dupy, że jestem beznadziejną córką i niezbyt dobrą matką a M zniszczył mi życie, bo może byłabym teraz w innym mieście, mieszkała sama, miała dobrego chłopaka, pracę... MYŚLAŁAM, ŻE ZWARIUJĘ!!!! Zamknęłam się w łazience, by ochłonąć. Usłyszałam skrobanie do drzwi i łagodne "mama, mama". Policzyłam do 10, wzięłam głęboki oddech. Wyszłam i oto duże, zielone oczy spojrzały na mnie z taką miłością... Jaka ja głupia!!! M nie zniszczył mi życia. Może nie mam pracy, dobrego chłopaka i cisnę się w maleńkim, kiepsko umeblowanym mieszkaniu, mieszkając w niezbyt uroczej mieścinie.... Ale mam JĄ!!! Jest zdrowa, śliczna, mądra!!!! Kocha mnie a ja ją. To moje największe szczęście i wiem, że to wszystko co się wydarzyło nie było bez przyczyny. Bo ona musiała się urodzić. Jest ciężko, ale jeszcze los się do mnie uśmiechnie, tymczasem muszę doceniać to, co mam.



A oto łowy z lumpku:



Mała jest zakochana w śwince, wyciąga z szafki i całuje:)

Męski, ale to nic. Pajacyk w idealnym stanie.

pięknie ilustrowana książeczka. Po angielsku, więc za 1zł:D