środa, 19 marca 2014

Gdy nie umiesz mówić "kocham"...

     







             Każdy z nas został wychowany wedle jakiegoś schematu... Jedni byli ciągle rozpieszczani a inni traktowani od małego na zimno, trochę jak mali-dorośli. Ja należę do tej drugiej grupy- niestety.
 Nie mówiono mi "kocham Cię", bo te słowa były tabu. Oznaczały słabość i były zarezerwowane wyłącznie dla filmów romantycznych. Nie przytulano, nie czytano bajek do snu. Ot, rodzić ma zapewnić dziecku dach nad głową, pożywienie, ubiór. Uczucia? No przecież to są oznaki miłości rodzicielskiej. Inne dzieci tego nie mają. Mam doceniać trzy posiłki dziennie- w tym jeden ciepły! Mam szanować mamę i tatę za nową parę jeansów. Mam dziękować za łóżko, biurko. Mam wielkie szczęście, że moi rodzice tak o mnie dbają. Szczerze to długo się nad tym stanem rzeczy nie zastanawiałam. Przyjęłam tą atmosferę w domu jako coś oczywistego, naturalnego... To, że mój tata jest alkoholikiem i mieszkał ze mną aż do uzyskania przeze mnie pełnoletności wcale nie ułatwiało. Bolało to zimno, ten chłód, ale...czy ja jedna tak mam? Dopiero z czasem zaczęłam się buntować (na różne dziwne i niebezpieczne sposoby). Postanowiłam sobie, że ja nie będę oschła, że będę ciepła, serdeczna dla swoich bliskich. Uhmm...
      Pierwszy poważny związek zweryfikował moje postanowienia. Okazało się, że mam problem z wyrażaniem uczuć. Duży problem. Gdy miałam powiedzieć komuś, że go kocham gula rosła w gardle a na twarz wypływał rumieniec. Wstydziłam się tego powiedzieć. Czułam to, ale nie umiałam tego powiedzieć- dwóch słów, kilka liter, które za cholerę nie chciały wyjść z moich ust. Kiedy jakoś udało mi się przemóc to okazało się, że nie jestem zdolna okazywać chłopakowi tych uczuć przy mojej mamie. Gdy przytulał mnie na jej oczach to mnie dziwnie paraliżowało- czułam się zażenowana, jakby to było coś złego, co trzeba ukryć.Nie umiałam się również kłócić. Dobrze? Wcale nie.Nosiłam w sobie urazę, która niszczyła mnie od środka. Lepiej wydusić coś z siebie niż skrywać... To również wyniosłam z domu, gdzie zbyt szybko naznaczono mnie odpowiedzialnością, byłam taką małą dorosłą. Musiałam być silna.Nie wypadało mi się skarżyć, no przecież inni mają gorzej. Zostało mi to do dziś.
     Gdy zaszłam w ciążę kolejny raz złożyłam przyrzeczenie samej sobie, że będę matką czułą, kochającą i dającą to jasno do zrozumienia swojemu dziecku. Stop skrywanym uczuciom!
Koleje losu sprawiły, że po urodzeniu Nikosi zamieszkałam z moją mamą. Po narodzinach Córki oblała mnie fala niewyobrażalnej miłości rodzicielskiej. Ale uwierzycie, że nie tak wcale łatwo przyszło mi szepnąć dziecku do ucha "kocham"...? Potrzebowałam czasu. Gdy już stało się to naturalne to zauważyłam, że mówię to wtedy, gdy jesteśmy same. Ile ja musiałam barier w sobie pokonać, by dojść do momentu, w którym jestem obecnie. Przemogłam się. Mówię "kocham" rano i wieczorem, przy zabawie i śniadaniu, przy mamie, koleżance, cioci, babci... Gdy czuję to mówię- bez analizowania czy wypada. Chcę, by taką widziała mnie Nikola- głaskającą ją po włosach, czytającą bajki, piekącą kruche pachnące ciasta, tańczącą, rysującą, układającą puzzle, śmiejącą się w głos, leżącą na podłodze i mówiącą "kocham Cię. Może i zbyt często jej to powtarzam, ale okazało się, że to uzależnia. :) Poza tym za wszelką cenę chcę, by stało się to dla niej naturalne i by to pamiętała!!!
Nadal mam problemy z tymi słowami. M mówię to rzadko a mamie nie powiedziałam nigdy... Dla kogoś, kto tego nie przechodził wydaję się to błahe, ale dla mnie jest to karkołomna nauka... Zbieram plon z dzieciństwa...
    Dlatego pamiętajcie drogie Mamy i Rodzice, że to jacy jesteście będzie miało wpływ na wasze dzieci w życiu dorosłym... Siejcie dobre ziarno... Bądźcie przykładem miłości... Nie bądźcie idealni... Kochający bądźcie...

12 komentarzy:

  1. Znam to z autopsji. Mocno trzeba sie postarać, żeby "kocham" padło z ust, jeśli sami tego nie słyszeliśmy.
    Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest łatwo, ale warto. Nie musimy powielać wzorców z domu. Możemy być lepsi:)

      Usuń
  2. fantastyczny artykuł i piękne zdjęcie... :)
    Trzymajcie się dziewczyny, bo życie jest piękne !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mam szczególny sentyment do tej fotografii:)
      A życie jest piękne- to fakt!!! Tylko trzeba sobie nie utrudniać i to piękno dostrzec...:)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Życzę owocnej nauki. Będą efekty ;-)

    Ja mówię aż za często. Ale nie umiem się powstrzymać. Kilkadziesiąt razy dziennie. Przy każdej okazji. Głośno i na uszko. I mój mąż też. Nasz Syn nie przeżył jeszcze dnia, w którym nie usłyszałby przynajmniej kilkanaście razy, że go kochamy. Ale sobie też mówimy codziennie. Po 9 latach jeszcze nam to słowo nie spowszedniało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Efekty już są widoczne i mam nadzieję, że będą widoczne w moich relacjach z Nikosią w przyszłości:)
      I tak ma być- uczucie to nie wstyd. Jedni mówią "kocham" częściej inni rzadziej, grunt, by nie tłumić tego w sobie:)
      Pierworodny to Szczęściarz:)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. ja też mówię "kocham" bardzo często, i wierzę, że warto mówić dzieciom, że się je kocha, że są cudowne, piękne i wspaniałe. Ktoś mi kiedyś zwrócił uwagę, że przez to dziecko będzie rozpuszczone, ale nie widzę takiej zależności. Konsekwencję mam żelazną, jakby co, jak czegoś nie wolno, to nie wolno - a "kocham" mówię i tak 1000 razy na dzień. Powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też denerwuje stwierdzenie, że można dziecku okazywać za dużo miłości.. Rodzic opiekuńczy, kochający może być równocześnie konsekwentny i stanowczy... Jedno drugiego nie wyklucza. Szkoda, że nie wszyscy to wiedzą. A problemy biorą się raczej z braku miłości a nie z nadmiaru.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Wyrosłam z taką samą barierą, pomógł mi ją przełamać mąż. Dzieciom mówię często, że je kocham i jest dla mnie piękne, że starszy też mówi mi to często i jest to naturalne dla niego. Dla mnie to był wstyd i upokorzenie... Pewnie dlatego, że mama sama nie dostała tego zapewnienia od rodziców i doskonale to powtórzyła, choć starała się to okazać w inny sposób. Najczęściej jednak zamiennikiem było "ja to się tak poświęcam..", które wywoływało nieuleczone we mnie do dziś poczucie winy. Słowa są bardzo ważne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trzeba uważać na to, co się mówi... Mnie też do tej pory dźwięczą w uszach zdania, które usłyszałam kilka lat wstecz. Nienawidzę słowa "poświęcenie", kojarzy mi się z czymś negatywnym.
      Cieszę się, że są osoby, które umieją zarazić miłością. Miałaś szczęście, że spotkałaś swojego męża:)
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. niektórzy mimo że to czują nie potrafią tego powiedzieć i nam się wydaje że np partner tego do nas nie czuje a on okazuje to na co dzień w inny sposób nie używając tych magicznych dwóch słów " kocham cię " .. ja pewnie poczekam aż maluszek się urodzi i zacznie mówić to może wtedy to usłyszę .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Ja też jestem tą osobą, która głównie gestami okazuje uczucia... ale co by nie mówić i nawet jak się wie, to dobrze jest to usłyszeć.:)
      Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuje za odwiedziny.
Zapraszam ponownie:)