poniedziałek, 3 lutego 2014

WEEKEND W PIGUŁCE

Wreszcie poniedziałek.
Męczą mnie weekendy, kiedy czas spędzony z moją mamą zwiększa się dwu a nawet trzykrotnie. Nikosia dostaje małpiego rozumku, harmonogram dnia leży a ja dostaje szału, potem babcia dostaje szału i wszystkie marzymy o poniedziałku, by od siebie odetchnąć.
Sobota była całkiem sympatyczna. Wstałam w dobrym humorze i pognałam zdawać ostatnie egzaminy. Zdałam na dobry, więc +10 do samopoczucia. W nagrodę wybrałam się do... no gdzie, gdzie? No do lumpeksu:):) Czyli tam, gdzie troski znikają (wraz z pieniędzmi)! Koszyczek zakupowy szybko się wypełnił. T-shirty dla mnie (mam obsesje na ich punkcie), lala, Miki, książeczka, bluzeczki, płaszczyk- to dla Nikosi... Po jakże owocnych zakupach wstąpiłam na pizze... O Boże jem jak opętana ostatnio a waga (napewno zepsuta) wskazuje już 5 dodatkowych kg!!! Trzeba się wziąć za siebie. Reszta sobotniego dnia upłynęła w miłej atmosferze. My z mamą się nie kłóciłyśmy, co pozytywnie oddziaływało na Małą. Nawet z M rozmowa była jakaś taka...sympatyczna.
Niedziela to zupełne przeciwieństwo dnia poprzedniego. Od rana tykała we mnie bomba zegarowa (PMS?), która tylko czekała, by wybuchnąć siejąc przy tym zniszczenie. Dawno nie byłam taka zła. szok. Nawet się popłakałam z tego wszystkiego i stwierdziłam, że życie jest do dupy, że jestem beznadziejną córką i niezbyt dobrą matką a M zniszczył mi życie, bo może byłabym teraz w innym mieście, mieszkała sama, miała dobrego chłopaka, pracę... MYŚLAŁAM, ŻE ZWARIUJĘ!!!! Zamknęłam się w łazience, by ochłonąć. Usłyszałam skrobanie do drzwi i łagodne "mama, mama". Policzyłam do 10, wzięłam głęboki oddech. Wyszłam i oto duże, zielone oczy spojrzały na mnie z taką miłością... Jaka ja głupia!!! M nie zniszczył mi życia. Może nie mam pracy, dobrego chłopaka i cisnę się w maleńkim, kiepsko umeblowanym mieszkaniu, mieszkając w niezbyt uroczej mieścinie.... Ale mam JĄ!!! Jest zdrowa, śliczna, mądra!!!! Kocha mnie a ja ją. To moje największe szczęście i wiem, że to wszystko co się wydarzyło nie było bez przyczyny. Bo ona musiała się urodzić. Jest ciężko, ale jeszcze los się do mnie uśmiechnie, tymczasem muszę doceniać to, co mam.



A oto łowy z lumpku:



Mała jest zakochana w śwince, wyciąga z szafki i całuje:)

Męski, ale to nic. Pajacyk w idealnym stanie.

pięknie ilustrowana książeczka. Po angielsku, więc za 1zł:D




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje za odwiedziny.
Zapraszam ponownie:)