środa, 26 lutego 2014

Moje refleksje

     Matki idealne nie istnieją- tego jestem pewna... Poza reklamami i kolorowymi czasopismami rzecz jasna. Każda z nas popełnia mniejsze bądź większe błędy dotyczące wychowywania dziecka. Kurcze! To chyba najtrudniejsze zadanie z jakim przyszło i przyjdzie mi się zmierzyć kiedykolwiek- wyprowadzić moją Córkę "na ludzi". Gdzieś obiło mi się o uszy stwierdzenie, że dzieci wychowujemy nie dla siebie lecz dla społeczeństwa. W sumie coś w tym jest...Jeden człowiek wbrew pozorom wiele może zdziałać. Mam nadzieję, że Nikosia jako kobieta będzie szerzyć wokół siebie dobrą, pozytywną energię. Nie chce by była idealna, wszechwiedząca i najpiękniejsza. Chcę, by potrafiła przyznać się do błędu i powiedzieć przepraszam. By była czuła i troskliwa, ale też umiejąca zadbać o swoje szczęście. Niech będzie dobra, ale też trochę egoistyczna. Niech będzie uczciwa, ale sprytna. Niech będzie ufna, ale nie łatwo wierna. Dobra, ale nie naiwna...
I jak to zrobić? Jak ukształtować w niej te cechy, z którymi będzie jej w życiu lżej? Jak wpoić miłość i pasję do życia?
   Naszło mnie na takie refleksje, bo zastanawiam się czy jestem dla niej dobrym wzorcem. Nawet, gdy kiedyś(pewnie jako nastolatka)będzie chciała być zupełnie różna ode mnie, to mój wzorzec kobiety, matki będzie w niej zakorzeniony, nawet nieświadomie. Czasem patrzę na siebie jej oczyma. Zadaję sobie pytania: kogo widzi? Jaką osobę? Jaki daję jej przykład każdego dnia?
 Jestem ot, zwykła. Brak mi cierpliwości, kreatywności. Często mi się nie chce i mam ochotę uciec w siną dal. Czasem ponoszą mnie nerwy. Staram się jednak ze wszystkich sił, by zapisał się w niej obraz mnie- uśmiechniętej, ciekawej świata, radzącej sobie z problemami, umiejącej przyznać się do błędu. I choć widzi czasem moje złe emocje to wiem, że to też jest potrzebne. Człowiek to nie skała. Płacze i śmieje się, krzyczy i mówi szeptem. Niech wie, że łzy to nie wstyd i, że czasem lepiej się pokłócić niż nosić w sobie gniew. Bo złą energię musimy z siebie wyrzucić. Zła energia zatruwa organizm, robimy się gnuśni.
     Macierzyństwo to ciężka orka... Przychodzi mi na myśl drzewo. Sadzimy, dbamy, podlewamy... Z nadzieją, że wyda ono zdrowe owoce...
   

2 komentarze:

  1. Nie masz czasem wrażenie, że to się wyklucza? Że z jednej strony chcemy, by nasze dzieci były ciepłe dobre i uczynne, choć podświadomie czujemy, że to frajerstwo i że trzeba też nauczyć dziecko być wrednym, by umiało się bronić.
    Właściwie zależy mi na jednym, by moja córka była odporna na presję otoczenia, żeby nikt nie mówił jej jaka ma być, żeby umiała być sobą mimo tego, co gada społeczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to wszystko nie jest proste...
      Chyba po prostu trzeba robić swoje, starać się i mieć nadzieję, że to Małe wyrośnie na przyzwoitą babkę mimo wszystko!

      Usuń

Dziękuje za odwiedziny.
Zapraszam ponownie:)