poniedziałek, 13 stycznia 2014

Choróbsko


Wdarło się niepostrzeżenie i zaatakowało... Najpierw moją matkę a teraz Nikosie:(
Ogólnie Mała jest radosna, bawi się i dopisuje jej apetyt ale... no właśnie jest jedno małe ALE. Ma kaszel, który w dzień praktycznie się nie ujawnia, za to w nocy atakuje ze zdwojoną siłą! Nie śpie ani ja,ani ona...:( Część nocy jest spokojna, ale jak się zacznie tak męczy przez około 3 godziny. Paskudny, mokry kaszel.
Dziś wybrałyśmy się do lekarza. O dziwo Nikosia nie bała się tak strasznie pana doktora jak przypuszczałam. Tylko przy badaniu zakwiliła a potem wczepiła się we mnie z całych sił i skryła się w zakamarkach mojej szyi. Dostała antybiotyk, jakiś syropek, witaminki. I jest problem. NIE CHCE ZA CHINY LUDOWE BRAĆ LEKARSTW! Spodziewałam się, że nie będzie większego problemu a tu jest i to duży. Na widok łyżeczki ucieka, wyrywa się a gdy jakimś cudem niepostrzeżenie uda mi się wlać jej do pyszczka to robi miny i pluje:( Chciałam ją przechytrzyć i dać jej podczas jedzenia jej ulubionego serka- nic z tego! Nie chce! Dolałam jej dziś kropelki do mleka, ale nie wiem czy mogę kilka lekarstw wlać do tego samego mleka jednorazowo???? To chyba jedyny sposób...
Jak to u Was jest Drogie Mamusie z podawaniem lekarstw??? Dajcie jakąś radę, bo ręce mi opadają...
Nie wiem czy to przez tą chorobę czy nie, ale dziś po raz pierwszy odkąd Mała się urodziła zdarzył jej się dzień bez jakiejkolwiek drzemki... Usypiałam, czytałam, lulałam, śpiewałam i nic. Myślałam, że w takim razie padnie wcześniej. Zasnęła o 22! I gdy tylko zasnęła znów kaszel:( Ehh.. Do tego wszystkiego jeszcze ja się czuje niewyraźnie, ale bronię się rękami i nogami i jakoś funkcjonuje..
No i cóż będzie to marudny post, ale jakoś ostatnio ciągle coś jest nie tak, jakbym chciała. Matka znów pokazuje swoje. Brak sił... Ciągłe czepianie, docinanie, wtrącanie się w wychowanie bądź co bądź mojego dziecka... Parę dni temu były moje urodziny. Nawet życzeń mi nie złożyła. Zachowuje się tak, jakby mnie nienawidziła. W sumie odkąd pamiętam nie była zbyt wylewna jeśli chodzi o uczucia. Nigdy mnie nie przytuliła, nigdy nie czytała, nie bawiła się i nigdy nie powiedziała, że kocha. Wiem, miała ciężko... Mój tatuś nie spisywał się ani w roli męża ani ojca. Ale czy to powód by być oschłym? Bo ja wszystko robię źle! WSZYSTKO! ...:( Jest mi tak cholernie źle, z każdym dniem czuję, że już więcej nie zniosę poniżania... Ale co mam zrobić? Wyprowadzić się, gdzie? Jedyną alternatywą jest pokój. Blisko jest hotel, ale taki inny. Tam pokoje wynajmują matki z dziećmi. Tylko kuchnia wspólna, łazienki osobne, na korytarzu... Jest tam taki harmider, te dzieciaki biegają, bawią się. Obawiam się, że  spadłabym z deszczu pod rynnę...
A szanowny Pan Tata Nikoli... Z pozoru przejmujący, troskliwy, najchętniej opierdzieliłby moją matkę. Już kiedyś tak zrobił i pomogło. Na miesiąc. Tylko, że teraz powiedziała, że jeszcze raz się poskarżę to wtedy mi dopiero pokaże. Powinnam być jej wdzięczna, że mogę tu mieszkać. Jestem.
M w kolejnych rozmowach chwali się z coraz to nowszych zdobyczy. Miecz samurajski, dzidy, noże, toporki, namioty, hamaki. Tak wiem- ma takie zainteresowania. Tak owszem, pomaga mi. Moje dziecko nie chodzi głodne, ma się w co ubrać, ma nawet zabawki. Nie powiem jednak, żeby mi się strasznie przelewało. A on tymczasem dziś poszedł sobie do hiropraktyka czy chuj wie kogo. Była to 15 minutowa sesja za którą zapłacił połowę tego, co daje na Małą co miesiąc. Nastawił mu jakiś krąg... Poszedł chyba ot tak dla fanu! To takie amerykańskie.......... Ale czy ja się czepiam?? Nie śmiem nawet. Bo ja muszę być wyrozumiała, cierpliwa...I zawsze knebluję usta.
 Mam dość, mówię Wam, mam dość! I nie, wcale nie zbliża mi się okres.........


P.S Być może nie powinnam pisać tak wiele prywatnych spraw, ale muszę gdzieś dać upust emocjom... Może wtedy mi ulży.

2 komentarze:

  1. Mój T. też lekarstw nie znosi. Zwykle kończyło się dawaniem na siłę i płaczem jego i moim. Teraz wlewam mu w kieliszek, sobie w drugi coś podobnego w kolorze i pijemy razem. Ba nawet zdrówko stukamy :-) A jak jakiś lek jest gorzki to staram się rozpuścić w bardzo słodkim i gęstym syropie ale tak na raz do buzi. I szybko daję coś do zapicia. U nas działa a codziennie daję smykowi wit. B6 (strasznie gorzka jest i tu sprawdza się picie przed lekiem, lek i szybkie zapicie ew. kawałek czekolady za dzielność :-) ), wit C i żelazo w syropie (i tu wchodzi kieliszek do gry).
    Pisz to, co masz ochotę bo to Twoje miejsce a lepiej tu swoje żale przelać niż dusić w sobie.
    A próbowałaś zaskoczyć mamę i powiedzieć jej w momentach krytyki, że jest Ci zwyczajnie przykro gdy słyszysz takie rzeczy? Zaznaczyć, że cenisz jej zdanie ale wypowiedziane w innej formie i innymi słowami? Może to ją trochę otrzeźwi...
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za Wasze zdrówko! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja przy Zośce dawałam do mleka, co było totalną porażką, bo wyczuwała smak i po paru łykach odstawiała butlę - w tym momencie nie wiedziałam, ile leku wypiła... Szarpałam się z tym podawaniem leków...
    Teraz mam większą wprawę:) podaję strzykawką (nie rozlewa się) i bardzo stanowczo, bo jakby tylko chora wyczuła moje wahanie... Od razu też zaznaczam, że zaraz dostanie coś dobrego do popicia, i ogólnie: przykro mi ale musisz - i jakoś piją:)

    Co do mamy... tak to chyba jest, gdy się razem mieszka... rodzice nawet w najlepszej wierze, ale się po prostu wtrącają. Z drugiej strony - skoro się zgadzam na pomoc, to muszę się zgadzać też na to, że wtrącają swoje trzy grosze.
    Ja w rodzinie jestem znana z tego, że i tak zrobię jak chcę, ale czasem gdy nasze zdania się różnią, mama potrafi wyraźnie okazać niezadowolenie (i wpędzić mnie w wyrzuty sumienia...).
    Też jakoś nigdy wylewna nie była, a ja wręcz odczytywałam wiele z jej zachowań jako krytykę. Ok to nigdy nie było drastyczne, ale i tak jakoś przykro mi było. Nigdy nie mówiłyśmy i w sumie nie mówimy, że się kochamy, postanowiłam, że własnym dzieciom będę powtarzać od rana do wieczora:) co przychodzi mi łatwo, ale mamie? Jakoś mi przeszło przez gardło w czasie dzielenia opłatkiem, i mama się po tym popłakała... :)
    Oczywiście nie wiem, jak bardzo masz napiętą sytuację w domu i jakie są te siedzące w sercach zadry, ale spróbuj być bardziej wyrozumiała dla mamy, może ona nie chce źle, dla niej ciągle jesteś (jak to dla mamy) jej małą córeczką i ciężko jej zauważyć, że dorosłaś i sama chcesz decydować o własnym życiu?

    Co do chłopa:) cóż moja teściowa w chwilach nieporozumień zawsze twierdzi, że chłopy to bemózgowcy;))) a tak na serio związek na odległość, zwłaszcza na taką odległość! musi być szalenie trudny. Ja mam za sobą epizod włoski (miał być ślub...) więc troszkę wiem, z czym to się je, ale mając na codzień wiadomo, raz większą raz mniejszą "normalność", nie chciałabym wrócić do przeszłości.
    Że się wśibsko zapytam: macie jakieś wspólne plany na przyszłość?

    Ściskam Cię mocno, zdróweczka Wam życzę i pamiętaj: "wszystko przemija nawet najdłuższa żmija", za parę dni nocne kaszle będą tylko przykrym wspomnieniem:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za odwiedziny.
Zapraszam ponownie:)