środa, 13 listopada 2013

"kobiety kaddafiego" Annick Cojean

Przeczytałam w ostatnich dniach książkę, która mną wstrząsnęła. Są książki lekkie, miłe, przyjemne, które w mig się zapomina i są trudne, takie, które pokazują ból, krzywdę i cierpienie, odsłaniają nam prawdę, której nie chcielibyśmy znać. Siedzi we mnie ta książka a właściwie ta historia...
"KOBIETY KADDAFIEGO"
Gdy rozmawiałam z M na temat tej książki to oczywiście pokiwał głową, że to złe, że nieludzkie, ale gdy w kilka dni potem ja znów o tej dziewczynie to on wybałuszył na mnie oczy "to Ty jeszcze o tym myślisz?". Myślę. Bo gdy słyszy się o gwałcie na setkach, tysiącach kobiet to rusza-pewnie, ale gdy utożsamia się z jedną z nich to porusza do głębi. Jestem kobietą, mam córkę i dziękuję Bogu, że mnie się takie coś nie przytrafiło... Soraya... Dziewczyna, która nie zdążyła dorosnąć, której brudnymi łapskami zabrano dzieciństwo i wepchnięto w świat brutalnego seksu, kłamstwa, pieniędzy...
warto przeczytać, naprawdę POLECAM!!!!!!!


!THE VERSATILE BLOGGER AWARDS!

Zostałam zaproszona przez Annę do wzięcia udziału w tytułowej "ankiecie", zabawie- The Versatile Blogger Awards, za co bardzo jej dziękuję.
Do rzeczy, oto 7 faktów o mnie:

1. Jestem wcześniakiem, urodziłam się dwa miesiące przed terminem.
2. Do około 10 roku życia nie wypowiadałam "r".
3. Podczas mojego licealnego życia zostałam wyrzucona ze szkoły. ;)
4. Moją najlepszą przyjaciółką jest... moja 70letnia babcia (kiedyś poświęcę jej osobny post- babcia the        beściara)
5. Trenowałam kick-boxing. (podobno mam talent, ale kontuzja zakończyła moją karierę)
6. Jestem związana z mężczyzną niemal dwa razy starszym ode mnie. (jeszcze żyje heeh)
7. Chciałabym mieć trójkę a nawet czwórkę dzieci.

To takie maleńkie fakciki z mojego życia.
Oto blogi, które nominuję do zabawy:

1.Mama Diabełka
2.Misiowa mama
3.www.jagodowyzakatek.blogspot.com
4.Sopelkowo
5.www.proekt-mama-nie-idealna.blogspot.com
6.www.panna0ceanna.blogspot.com
7.www.zapiski-sc.blogspot.com



DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ

niedziela, 10 listopada 2013

brudne lustro zmusza do refleksji:)

Wczorajszego poranku zwlekłam się leniwie z łóżka i zaraz dostrzegłam sms. To koleżanka, której dawno nie widziałam zaproponowała, bym ją odwiedziła z Nikosią. Pomyślałam a w sumie dlaczego nie. Zjadłyśmy, ogarnęłyśmy się i już 3 godziny później jechałyśmy w odwiedziny.
To był dobry pomysł, bardzo:) Nikosia ostatnio w gościach jest super grzeczna i tym razem również udawała niebywale ułożoną dziewczynkę. Nawet- co w jej przypadku jest dziwne- lgnęła do Ani na kolana! Byłam w szoku jak dziewczyny świetnie się dogadywały. Byłyśmy na spacerze, pobliskim placu zabaw a potem na aromatycznej kawce... Wróciłyśmy pod wieczór i poczułam, że moje akumulatory zostały w pełni naładowane. Ubolewam nad tym, że na codzień tak mało mam towarzystwa innych ludzi. Wszyscy zabiegani,zapracowani albo mieszkający w innym mieście. A ja potrzebuję innych osób, ich rozmów, rad albo zwykłego milczenia... Gdy wróciłam do domu, dostałam od Ani sms "Dziękuje Moniś za miły dzień, zrozumiałam przy was co w życiu najważniejsze". Ale, że jak?? Ze, ja jej uświadomiłam co jest w życiu najważniejsze? jak to? Ja tylko opowiadałam jej o życiu codziennym, o Nikosi, która skradła jej serce i była taaka grzeczna... i gdy Ania mowiła, że chyba gdzieś wyskoczy wieczorem to ja jej, że mnie to już się chyba nie chce, że dla mnie to książka, kocyk, herbatka. I chyba byłam wiarygodna w tym swoim szczęściu, takim spokojnym i ziejącym rutyną... I gdy tak myślałam zmywając makijaż przed lustrem, dostrzegłam ślady ust Nikosi (dawałą dzidziusiowi buzi)... i naszła mnie refleksja. Bo mój dom a własciwie moje mieszkanie czym ono by było bez tego ciągle brudnego od całusów lustra, bez zabawek w każdym kącie, bez brudnych butelek, miseczek, bez plam na dywanie z zupy... czym?


zasnęłam...

Ania z Nikosią

czwartek, 7 listopada 2013

ŻYJ





Jesień zawsze mnie zamyśla...  Nad swoim życiem, nad tym, co było a co może być. Myślę, że w życiu przypadków jest nie wiele. Większość sytuacji to rezultat- rezultat albo ciężkiej pracy albo nicnierobienia, rezultat marzeń bądź podpierania łokci... Bo można narzekać, zazdrościć myśleć "tamten to jest bogaty, napewno miał układy", "nie warto się starać bo i tak nic mi się nie uda"... i leci to życie i dni mijają i już nigdy taki sam się nie powtórzy jak ten dzisiejszy. I mało osób zdaje sobie sprawę, że przeszłość i przyszłość to tylko złudzenie. Liczy się teraźniejszość- ta chwila, tylko ta chwila... i zaraz jej nie będzie i kolejna szansa uleci bezpowrotnie. I żyjemy tak jakbyśmy mieli żyć 10000 lat. Na wszystko jeszcze przyjdzie czas, jeszcze zdąże: zdążę przeprosić, powiedzieć "kocham", przeczytać książkę, pójść do kina, założyć rodzinę, przestać pić, zacząć ćwiczyć. Ale to jutro, nie dziś... Dziś to ja się życiu tylko poprzyglądam, bo czy ja mam na nie wpływ? A po co pójdę na studia jak i tak pracy nie znajdę? Po co na wybory pójdę, bo czy to coś zmieni mój jeden głos?? A to dziecko?? Teraz nie mogę urodzić, teraz jest nieodpowiednia chwila- skończę studia, znajdę pracę- jeszcze zdąże być matką. Dni mijają i szanse uciekają. Bo każda chwila to szansa, by coś zmienić. I to od nas zależy czy usiądziemy z boku, podeprzemy łokcie i poprzyglądamy się życiu czy weżniemy je w garść... Bo to Ty jesteś kreatorem Twojego życia, Ty jesteś jego panem!!
I nigdy nie przestawaj marzyć!!! I zawsze dąż do tego, by być lepszym!! Wycisnij z życia tyle ile możesz. Czytaj, oglądaj, doświadczaj, zwiedzaj, ćwicz, próbuj nowych potraw... Kolekcjonuj chwile. Wyobrażaj sobie co chcesz robić za rok, w jakim etapie swojego życia być i jaa to osiągnać. Ciesz się ze swych drobnych osiągnięć. Ucz na błędach!! Poznawaj ludzi!!! Doceniaj to co masz, ale nie spoczywaj na laurach. Szanuj innych i siebie samego!!! Szanuj swoje życie.
ŻYJ!!!!!!!!!!!!!

poniedziałek, 4 listopada 2013

szklanka do połowy PEŁNA


                           

O jakaż ja nieszczęśliwa jestem... jaka zmęczona!! One świat poznają, na imprezy chodzą, podboje miłosne mają... A ja? a ja kolejne pranie nastawiam,wieszam,prasuje, nastawiam, wieszam... One do kina chodzą a ja kolejną bajkę na disney junior oglądam... One ładne fryzury, makijaże a ja... ja włosy na krótko, bo czasu brak, bo tak łatwiej... a paznokcie to już dawno lakieru nie widziały. One nowe sukienki a ja co najwyżej nowy dres, bo ona i tak mi go uświnia w zupie.A sąsiadka to ma czas, by usiąść i wypalić papierosa, kawkę aromatyczną wypić... A ja? ja biegam i ta kawa stygnie i potem taką zimną trzeba pić... a papierosów to ja nawet kupić sobie nie mogę, bo żal, bo szkoda... bo za taką cenę to ja jej nową książkę kupię. A oni?? a oni zawsze razem... on ją całuje, głaszcze po włosach a ona tak patrzy na niego i mają siebie a ja... a ja sama- jak kołek... a on? on to ma fajną mamę... a ja??? a ja taką wrednowatą zołzę... a jej dziadek żyje... a mój już nie... A ON?? A ONA??? A ONI???!!!!!!! A ONA??????? Bo ona ma, a ja nie........................
D.O.Ś.Ć!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
jestem szczęśliwa. jestem. szczęściem dla mnie jest zimna kawa, bo wolałam bawić się z nią w berka i tulić, tulić, tulić... i szczęściem są jej duuże zielone oczy patrzące na mnie z miłością... i gorące, pulchniutkie rączki obejmujące moją szyję... i szczęściem jest buchające parą żelazko i zapach świerzego prania... i szczęściem jest sterczenie przy garach, by potem ona wsuwała aż miło... i zapach jej włosów i jej nieporadne jeszcze całusy...i szczęściem porozrzucane zabawki wieczorem...
i on... to szczęście, że go mam. gdy zły jest, bo nie odzywam sie dwie godziny i gdy zazdrosny jest i gdy obiecuje, pociesza... szczęściem jest, gdy siedzimy do 4 i choć zostało mi 2 godziny snu to siedzę i rozmawiam. i szczęściem jest ta cisza w słuchawce, gdy żadne nie chce się rozłączyć...
i ona jest szczęściem. mama. bo jest zdrowa, żyje. bo gdy nikt nie chce pomóc ona pomoże. bo mnie urodziła, wychowała, bo jest.
i on jest szczęściem. dziadziuś. bo wciąż żywy w moim sercu, bo potrafił sto razy w ciągu dnia mówić :kocham Cię wnusiu". bo kupował mi cukierki, nawet gdy dawno już przestałam być dzieckiem....
jestem szczęśliwa. JESTEM

A Twoja szklanka??

sobota, 2 listopada 2013

Oczami dziecka... z pamiętnika Nikosi

Czemu mama nie rozumie, że jest mi gorąco. Kopie kołdrę a ona znów mnie przykrywa. MAMO gorąco mi w nóżki- nie nakrywaj mnie. Czasem budzę się w nocy i chcę się już bawić, ale mama śpi. Chcę ją obudzić i wchodzę na nią, szturcham- MAMOO wstań, ja już się wyspałam, chcę się bawić. Ale mama nie wstaje, nakrywa mi nóżki, wtula nos w moje włosy i... jest gorąco, ale tak miło, błogo, sennie. Zasypiam znów- zabawki poczekają.
Otwieram oczy a jej nie ma. MAMOO gdzie jesteś??? MAMOO!!! O idzie... wstała już, ale ciągle biega w piżamie. Uśmiecha się do mnie, wtula... O nie!!!Mamo już nie będziemy spały. Biegnę do zabawek. O wózek, lala, samochody, książeczki. Jakże ja się za wami stęskniłam, czym tu się bawić, czym. Minutkę samochodem, chwilkę książeczką i parę sekund lalą. Jak dobrze się bawić. O... mleczko, mleczko!!! MAMOO- jestem taka głodna, skąd wiedziałaś?? Mmmm jest pyszne a niemiłe uczucie w brzuszku ucieka.
Mama mówi, że idziemy na dwór!!! Hurrra- na dwór!!! Niosę mamie buciki. MAMOO załóż mi je szybko i idziemy. Lubię swoje buciki, mają takie długie sznurówki. Ostatnio odkryłam fajną zabawę i mamie też się chyba podoba. Ja odwiązuje a ona biegnie i je zawiązuje. Potrafimy tak wiele razy:) Lubię zbierać listki i kamyczki. oglądać samochody, kury i inne ptaszki. Chodzimy z mamą do sklepu. Lubię, gdy mama kupuje mi bułkę, jest taka smaczna. Fajne są nasze spacery, tylko czasem za szybko się kończą... Smutno mi wtedy i płaczę. MAMOO nie idźmy jeszcze do domu... Ale mama nie słucha, często muszę robić coś, czego nie chcę. Dlaczego nie mogę robić tego, co chcę??!!! Zła jestem z tego powodu. Zła na mamę. Chcę ją ugryźć, zbić, MAMOOO dlaczego mi nie pozwalasz- to nie sprawiedliwe!!!! Ale ona się nie gniewa... MAMOO przepraszam, nie chciałam Cie ugryźć, przytul mnie...
Lubię mamę, jest tylko moja. Nie lubię, gdy z kimś rozmawia. Dlaczego ktoś zaczepia moją mamę??? Ona jest moja. I wtedy płaczę. MAMA jest moja! Czasem Mama włącza komputer i rozmawia z jakimś panem. Ten pan jest śmieszny. Macha do mnie, pokazuje różne przedmioty, rozmawia ze mną. Całkiem go lubię. Ten pan ma chyba na imię tata, bo tak się przedstawił.
Oh... jestem zmęczona... MAMO!!! jestem zmęczona, utul mnie, daj smoczka i przytul tak jak tylko Ty potrafisz... Co? Tak, tak wiem, kochasz mnie. Oj mamo nie pamiętasz mówiłaś mi to dzisiaj milion razy... Ja ciebie tez kocham mamo.

piątek, 1 listopada 2013

Rodzeństwo przyrodnie..

Jak to jest, że w ciągu dnia, wśród sterty obowiazków  mam sto pomysłów na temat kolejnego postu... Karmię Nikosię i nagle jest!! WENA!! Wena, której nie mogę spożytkować w danej chwili... A teraz, gdy już zanęła, siedzę i stukam do was literki, ale przyznam się bez bicia- idę na żywioł:) Oczywiście nie wyłamię się jak napiszę, że dzisiejszy dzień natnął mnie refleksją i myślami jestem z tymi, których już nie ma... Parę minut temu byłam na spacerze z psem i nie wiem czemu, ale gdy jestem smutna to właśnie na spacerze z pupilem coś we mnie pęka i z oczu cisną się łzy... Pewnie dlatego, że noc, że jestem sama, że nikt tego nie zobaczy... A przecież to nie wstyd płakać... A jednak chowam w sobie te uczucia... Ale za to wróciłam oczyszczona... 
Co u nas? Nikosi ząbki dały wytchnienie i wrócił stary porządek dnia bez zbytnich ekscesów. Ładnie sobie współpracujemy. Mogę bez stresu ugotować obiad, bo Mała  akceptuje, że jest czas,gdy musi sama sobie zorganizować zabawę... Ostatnio z namiętnością ogląda książki, książeczki, albumy i gazety... Nie ważna treść ni rysunki ważne są... strony.... Byle je wertować, przewracać w tą i spowrotem... Kto wie.. Może wyssała z mlekiem miłość do książek;)
Ja z kolei w weekend byłam w szkole... Zaliczono mi praktyki a teraz z zapartym tchem czekam na decyzję w sprawie stypendium (niestety nie naukowym)... Nie do wiary, że jeszcze tylko 4 miesiące i już koniec... To był fajny czas. Choć nie było to typowo studenckie życie zakrapiane alkoholem. Poza tym ostatnio mnie nosi. Nie usiedzę w domu, dlatego troszkę sobie pojeździłyśmy z Małą. Troszkę u znajomych, troszkę u rodziny... W międzyczasie skończyłam 3 tom pana Greya i wczytuję się w kolejną powieść, ale to już nie to... Ehh... 
Piszę i piszę i siedzi we mnie temat, który chciałabym podjąć... RODZEŃSTWO PRZYRODNIE.
Nie, to nie o moje rodzeństwo chodzi, bo takiegoż nie posiadam. O rodzeństwo Nikosi mi chodzi. Przyznam się, że gdy M o nich nie mówi to czasem zapominam, że oni istnieją. Łatwo mi to przychodzi, bo mieszkają na drugim końcu świata... Ale fakt faktem siedzi to we mnie. Martwię się czy zaakceptują Małą czy ja polubią, pokochają... I może to szczeniackie, ale jestem o nich irracjonalnie zazdrosna. Czasem wstyd mi przed samą sobą, ale tak- jestem zazdrosna o dzieci M. Chciałabym, by Nikosia była całym jego światem, by nie musiała się dzielić tata z nikim (chyba, że z moim dzieckiem). Jestem zazdrosna jak diabli i rozgoryczona, że one mają go praktycznie na codzień podczas, gdy moja córka widziała go raz w życiu na żywo. Jestem wściekła, gdy rozmawiając ze mną godzinę to całą godzinę opowiada mi o problemach syna nie pytając co u Małej... Tak,wiem, że ją kocha i że nie robi tego celowo... A le i tak mi źle. Ale zaraz tłumaczę sobie, że kocham go. Kocham go z całym tym bagażem, z jego problemami,  z problemami jego dzieci. Tłumaczę sobie, ale gdzieś siedzi obawa, że... Może dlatego tak myśle, bo już tyle czasu go nie widziałam...
Łatwiej byłoby być z kimś bez przeszłości... Łatwiej... Ale nie potrafię. I siedzę tu jak zakonnica pustelnica i czekam i czekam... i czas przelatuje przez palce i pocieszam swoje serce i czekam.... i czasem rzygam tym czekaniem i chce go mieć już, teraz... A jego nie ma. Jest tam i pisze i mówi, że kocha i, że będzie dobrze, że już wkrótce razem........... Trzymam się tego!!!