sobota, 31 sierpnia 2013

Piknik rodzinny

Obudził mnie dziś... smrodek;) Po szybkiej analizie zrozumiałam- kupa. Mała spała w najlepsze, była dopiero 7. Postanowiłam mimo to ją obudzić, bo ostatnio miałyśmy nie mały problem z odparzeniem po takiej nocnej "bombie". Po zmianie pampersa zrobiłam Małej mleko, wypiła a potem... zasnęła! Długo wahałam się czy już wstać czy też wsunąć się jeszcze pod cieplutką kołderkę obok mojej księżniczki. Chyba nie muszę mówić którą opcję wybrałam?:)
I tak spałyśmy do 10!!! Wstałam w popłochu. Matko!! Ta godzina a tu tyle do zrobienia... Zaraz zaraz... Jest sobota, obiad z wczoraj, porządnie sprzątane dwa dni temu- wyluzuj kobieto! a jak tak to luz:) Nikosia zjadła drugie śniadanie a ja już z mniejszymi wyrzutami sumienia spokojnie wypiłam kawę...
W mojej mieścinie odbywał się dziś "piknik rodzinny". W sumie jakoś nie bardzo miałam ochotę tam iść, bo to spory kawałek drogi, ale koleżanka mnie namówiła. Oczywiście o umówionej godzinie nie dało rady, bo Nikosia drzemała jednak około 16 wyruszyłyśmy... Ja z moją córką i Kasia ze swoją córką (w wieku mojej) i czteroletnim synkiem. Droga była dłuuuga...Jak nie moja wiła się jak węgorz i próbowała oswobodzić z pasów(za wcześnie pochwaliłam jej stosunek do wózka) to znów Dominisia szalała. Jak dziewczyny były spokojne to znów mały Arek chciał pić... Na szczęście trasa jest bardzo przyjemna... Las dokoła, rzeka... takie wiejskie klimaty :)
Gdy dotarłyśmy okazało się, że ów piknik to: mecz kilku drużyn juniorów, dmuchana zjeżdzalnia, wata cukrowa, popcorn, kiełbaski- za free. Szkoda tylko, że gdy dotarłyśmy załapałyśmy się tylko na watę, bo wszystko inne pozjadały mośki:) Nikosia boi się waty cukrowej!!! Wogóle niestety była raczej nieznośna i ogólnie panujący tam chaos i hałas nie służył jej- mnie zresztą również.
Do domu wróciłysmy już na samą kąpiel... kolacja, czytanie książeczek(ostatnio na topie są wiersze polskich poetów jka Tuwim, Brzechwa, Chotomska). Gdy tylko próbowałam już skończyć Mała wciskała mi książke i "gakak gakak" co w wolnym tłumaczeniu oznacza "czytaj czytaj":)
Oh coraz więcej to moje dzieciowate rozumie. Dziś, gdy tak tylko powiedziałam, że zaraz idziemy na dwór i żeby buciki założyła to przyniosła mi swojego buta:) A gdy namawiam "pogłaszcz pieska" to głaszcze:) Takich sytuacj, gdy widzę, że ona mnie rozumie jest z każdym dniem coraz więcej!
A ja zawzięcie wertuje dziś blogi kulinarne w poszukiwaniu inspiracj. Ostatnio idę na łatwiznę i non stop gotuję jedno i to samo!
DOŚĆ!!!!
Pozapisywałam mnóstwo ciekawych przepisów i od poniedziałku zaczynam eksperymenty:) Mam nadzieję, że ani siebie ani domowników nie potruję:)

piątek, 30 sierpnia 2013

piąteczek

Tak mi ostatnio coraz fajniej z mym dzieckiem. Wiem, wiem jak to brzmi. Chodzi o to, że Nikosia coraz bardziej komunikatywna. Mam wrażenie, żę rozumie wszystko, co do niej mówię:) I na spacery milej iść, bo przełknęła jakoś wózek- najgorzej z wsiadaniem, dalej jakoś idzie:) I pobawić się fajniej, bo jasno daje mi dozrozumienia co chce robić!! Najbardziej dumna jestem z tego, że... od dwóch dni przynosi mi książki SAMA i chce by jej czytać... Miód na moje serce. Na początki myślałąm, że to przypadek, ale nieee... Czynność ta powtarzała się a już szczególnie wieczorem, gdy pora na sen. Kocham książki i bardzo chciałabym, by i ona podzielała to uczucie. Może mi się uda i nie ójdzie w ślady tatusia, który od książki woli film:)
Co więcej słownik Nikosi efektownie się powiększa hehe... Uwaga!!! Potrafi nazwać, pokazać i dostrzec z bardzo duuuużej odległości kota:) Dziś na spacerze gdy niosłam ją na rękach, nagle wrzasnęła mi do ucha KOT... Patrzę i faktycznie na oddalonej dobrych parę metrów działce błąkał się kocurek...
Ponadto umie nazwać kółko;) No. To już coś. Wszystkie pozostałe rzeczy w dalszym ciągu są gakakami.
Wczoraj wpadła do mnie kumpela z zaległym prezentem dla Nikosi... Pisków było co nie miara, bo prezentem owym była ogromna myszka miki...! Myszka miki to ulubiona i w sumie jedyna postać bajkowa Nikosi. Teraz ciągle ją tuli i wszędzie ją ze sobą targa a raczej probuje bo mysz większa od niej...
Nikosia też posiadła umiejętność, na którą czekałam z wielkim zniecierpliwieniem- nauczyła się schodzić z łóżka... Do tej pory drżałam o nią, bo wchodziła na łóżko ochoczo, ale już z zejściem był nie mały problem.
Chyba tyle w temacie mej córki.
W temacie moich studiów ogarnia mnie czarna rozpacz. Został mi miesiąc na ogrnięcie praktyk a mnie dni przeciekają przez palce i ciągle odkładam to na jutro., na jutro... Zostało mi tylko pół roku i choć jestem prawie pewna, żę z tych studiów raczej nic pożytecznego prócz papierka nie uzyskam to jednak szkoda... Szkoda czasu, pieniędzy... To tylko jeszcze jeden semestr.Muszę to ogarnać. MUSZĘ.
W moim sercu zapanował dziwny spokój. Bardzo to dziwne, bo ostatnio byłam pełna wątpliwości, złości, nawet goryczy w stosunku do M.
Teraz już wiem, czego chce. Wiem, że warto przemęczyć się jeszcze trochę. I nie ważne, niech trwa to nawet rok i więcej. Nie chcę być z nikim innym. Mam przed oczami cel i nie zgubię go!!! To tak mało i tak dużo... Wiedzieć, czego się chce... Gdy człowiek wie to od razu nabiera sił... Tylko muszę myśleć o tyym celu. Wizualizować go... On się zrealizuje. Wiem to.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Moja gamoniowatość sięga zenitu!!
Ostatnio usunęłam post a przed chwilą fotki w poprzednich postach.
Przepraszam Kochani.
Wasza Gapa.

Gakak i inne sprawy

Od rana mam dobry humor… la la la :)
Powód? Jeden to bardzo przyziemny- dostałam w końcu pieniążki, na które bardzo długo czekałam i które na jakiś czas pozwolą mi nie martwić się „za co”.
Kolejny powodem jest to, że Nikosia ku mojemu zaskoczeniu i wielkiej radości wsiadła dziś do wózka bez protestów i była w nim grzeczna- chętnie jechała!!!
Całą drogę mówiłam sobie „pewnie zaraz zacznie płakać, zaraz się zacznie”. Nic podobnego, płaczu nie było!!! HURRRA!!!:)
Nasz bunt wózkowy trwał jakiś miesiąc, przez ten czas naprawdę miałam problem by zrobić zakupy, jechać z nią gdzieś dalej czy iść na spacer z psem…
Nie walczyłam z jej buntem. Nie wsadzałam na siłę jak to niektórzy mi radzili. Jeśli nie chciała jechać- nie jechała. Nic na siłę. Nie chciałam, by wózek kojarzył jej się z czymś nie miłym, z przymusem. Mam nadzieję, że to nie jest tylko jednorazowy wybryk i dalej chętnie będzie jeździć. Oby!!
Korzystając z powyższego wybrałyśmy się na dawno zapomniany plac zabaw. Był dla nas ostatnio za daleko na wyprawę na nóżkach…
Cały plac zabaw dla nas!!! Było w miarę wcześnie i dzieciaki dopiero się zbierały…
Kolejnym zaskoczenie dziś było dla mnie to, że zupełnie przypadkiem zobaczyłam, że Nikosia jest w posiadaniu wszystkich piątek!!!! Wyrodna matka ze mnie, nie zauważyłam nowych ząbków!!! Teraz dopiero kojarzę fakty i widzę, że marudzenie w ostatnich dniach nie było bez powodu… Tak więc mamy już 12 ząbków!!! Jak na roczniaka to nieźle.
Wszystkie „ciocie dobra rada” straszą, że skoro tak szybko jej ząbki idą to NA PEWNO  w moment jej się popsują. Oczywiście, może i ma słabsze ząbki, ale jeśli odpowiednio o nie zadbamy to nie sądzę, by tak w moment jej się zepsuły. Nic nie dzieje się bez powodu.
A teraz już zostawiam was moi drodzy ze zdjęciami. Nie grzeszą jakością, bo to tylko robione telefonem. 












Matka się wyleguje...;)





Jeszcze mi się coś przpomniało...
Nikosia od dwóch dni, gdy czegoś chce to mówi uwaga "gakak". Wiem jak to brzmi:)
I tak, gdy chce pić to "gakak gakak", gdy chce jeść lub, by jej poczytać... Gdy chce jakiś przedmiot... Nie ułatwia matce życia, oj nie. Czasem wiem o co jej chodzi a czasem ona krzyczy to swoje słowko a ja nie mam pojęcia czego to moje utalentowane języcznie dziecko chce...

wtorek, 27 sierpnia 2013


Zimno dziś, jesiennie. Temperatura może nie jest strasznie niska, ale wieje bardzo nie przyjemny wiatr.
Pora na bluzy, swetry, apaszki i czapki. I tu się stwarza problem, bo Nikosia nie cierpi mieć cokolwiek na głowie, we włosach. Dziś na porannym spacerze walczyłyśmy. Ona o wolność i wiatr we włosach a ja o zakryte uszy. :/
Tak się zastanawiam nad pewną kwestią... Ostatnio coś wybrzydza owoce. Nie chce jeśc ani owoców normalnych ani tych w słoiczkach. Martwię się o jej odporność. W tamtym roku o tej porze karmiłam ją piersią, więc jakoś nie bałąm się. I fakt przez rok swojego życia Mała miała tylko trzydniówkę, poza tym zdrowa jak rydz. Ale co teraz? Jak ustrzec się choróbska, jak dbać o zdrowie na zapas?? Hartowanie- wiem, wiem. Ale chciałam spytać czy dajecie swoim malcom jakieś suplementy, witaminki itp? Nikosia ma rok więc nie mam jakiegoś doświadczenia i po prostu nie wiem...
Dzwoniła rano pani z przychodni. 4 września mamy szczepienie:( Jak ja tego nie lubię. Ostatnie było dobrych parę miesięcy temu, więc mało kumała... Boję się teraz, że w gabinecie będzie krzyk... Jakoś musimy dać radę. Gorzej chyba ja to przeżyję niż ona.
Wczoraj się strasznie wkurzyłam. Miało być pięknie: zakupy, czas dla siebie. I nici z tego. Miałam odebrać przelew od M i nie doszedł... Dziś muszę znów jechać. I jakoś nie cieszy mne=ie to wcale. Mała marudna i nie lubię jej zostawiać, gdy ma taki zły humorek. Dziwne to... Czasem mam ochotę uciec gdzieś, pobyć tylko sama a gdy to już się stanie to ja i tak myślami jestem przy Nikosi. Babie nie dogodzisz.
Tacie Nikosi- będę o nim pisać "M" spadło parę dobrych robót, więc mam nadzieję, że za jakiś miesiąc do nas wkońcu przyleci. Tak za nim tęsknię, że nie da się tego opisać żadnymi słowami. Może to głupie, ale on jeszcze nie przyleciał a ja już tęsknię jak będzie odlatywał. Nikosia jest taka do niego podobna. Kopia.nOczy te same, włosy, nosek... Patrząc na nią widze jego. Czasem zrobi identyczną minę, aż jestem w szoku jak z wiekiem coraz więcej widzę ile ich łączy w yglądzie i zachowaniu...
Aha!!!
Muszę się pochwalić, że w mojej córce nastąpił przełom. Stała się bardziej ludzka:) Nauczyła się robić "tuli tuli" i przytula lalki, misie a także Arka- swojego najlepszego kumpla;) Ba!! Nawet do mnie się przytula, choć oczywiście mnie najbardziej lubi tarpać za włosy a także wkładać mi palce a to w nos a to w oko... ;)
A i jescze jedno, z czego jestem dumna. Ona wkońcu chce, bym jej czytała do snu!! Do tej pory wyrywała mi książeczkę a teraz kładzie się obok a ja jej czytam. Gdy bajka się kończy a jej nie udało się jeszcze zasnąć to jest płacz... I tak wczoraj czytałyśmy bajkę wandy chotomskiej 10 razy:)!!!

Tuli tuli do babci:)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Koszmarna noc

Koszmarna noc za nami.
Zaczęło się od tego, że gdzieś zawieruszył się smoczek. Nigdzie go nie było- przepadł, no rozpłynął się. Pomyślałam- e tam, bez smoczka też da się usnąć. O jaka ja naiwna. Nikosia pokładała się, wierciła, wkładała piąstki do buzi, gryzła mnie. Spać jej się chciało strasznie, ale potrzebowała tego cholernego smoka. Jej zniecierpliwienie i senność rosła aż wkońcu wybuchła płaczem. Byłam taka wściekła na siebie, że zawsze coś zapodzieje i potem jest problem. Po jakiejs godzinie smoczek się znalazł. Leżał głupi za łóżeczkiem dobrze zakamuflowany. Ale płacz Nikosi wcalał nie zmalał od tego znaleziska...
Bolał ją brzuszek:(
Płakała i płakała... a ja płakałam razem z nią z bezsilności. Uspokajała się dopiero w pionie, gdy ją bujałam i szeptałam do ucha "ciiii". W takiej pozycji spędziłyśmy pół nocy.
Nie mam pojęcia co mogło jej zaszkodzić, ale mam już pewność, że nie dostanie już ani jednego ciastka ani jakiegokolwiek słodycza od obcych. W sumie nie mam pewności co się z tym jedzeniem wcześniej działo. Być możę, że to nie od tego, ale wolę już więcej nie narażać mojej Małej na takie łzy jak wczoraj;(
W sumie odkąd się urodziła to jeszcze nigdy takiej nocki nie miałyśmy. Jako noworodek a później niemowle nie miewała kolek a jeśli nie spała w nocy to tylko z chęci do zabawy.
Nie ma nic gorszego dla matki niż łzy jej dziecka! NIE MA!
Kochane mam pytanie. Co podajecie swoim maluchom w przypadku bólu brzucha. Jakieś herbatki? moja apteczka pod tym względem jest opustoszała, mam tylko delicol. Mam nadzieję, że ta sytuacja się nie powtórzy, ale lepiej mięc w razie "w".
Oczywiście moja kochana mama za całą tą nockę obwinia mnie, pewnie ma rację, ale czy ja wciąż muszę słuchać jaką złą jestem matka. Ostatnio przy j=każdym możliwym pretekście słyszę, że uczę dziecka "dziadostwa", bo nie śpi w łóżeczku, nie chce jeździć w wózku a już wogóle to powinnam jej nawrzucać zabawek do łóżeczka a ona powinna się tam bawić. A jeszcze doszedł nowy powód, bo Mała nie chce się kąpać. I zdaję sobie sprawę, że pewnie niechcący albo ja albo ona sama sobie nalała wody do oka, ucha, nie wiem, w każdym razie ma jakiś uraz skoro się boi, ale moja mama sądzi, że napewno ją oparzyła gorącą wodą!!!! To już przegięcie!
Mam dosyć. Może dla niej jestem wciąż gówniarzem, ale mam 23 lata, dużo nie dużo ale wystarczająco, by potrafić zająć się własnym dzieckiem. Szkoda, że nie wystarczająco, by mieszkać osobno. Jeszcze jakiś rok i wkońcu pójdziemy na swoje, a wtedy zatęskni. Ja wiem, że zatęskni.
Kurczę. za moim oknem trwają roboty drogowe. Nie ręczę jak obudzą mi Nikosię. Odsypia bidula nockę.
Jadę dziś po południu na samotne zakupy. Muszę koniecznie napisać listę, bo bez niej znów nakupuję mnóstwo zbędnych rzeczy...

niedziela, 25 sierpnia 2013

Niedziela.

Niedziela.
To jedyny dzień tygodnia,który odróżniam od pozostałych. Moja mama jest w domu a ja mam wolne od gotowania :)
Rano poszłyśmy z Małą kupić sobie obważanki pod kościół. Nie jestem zagorzałą katoliczka,do kościoła nie chodzę. Dlaczego? Irytyją mnie księża-to,że przy ołtarzu zgrywają świętoszków a po mszy grzeszą gorzej niż my-prości ludzi. Pewnie,że nie wszyscy tak robią i jestem niesprawiedliwa,ale jakoś tak mam i ciężko zmienić to myślenie.
A jednak kupujac te obważanki zobaczyłam panią-mamę z dziewczynką w wieku mojej córki. Były uśmiechnięte,odświętnie ubrane,szły na msze.
Pomyślałam,że właściwe dlaczego nie? Wezmę Mała i pójdziemy. Wkońcu dlaczego przez moje myślenie Nikosia ma nie chodzić do kościoła?
Mszę spędziłyśmy na powietrzu... Trawnik tak zafascynował Nikosię,że w miarę nie musiałam za nią biegać i nawet coś zrozumiałam z kazania hehe..
Łoj ale wnerwia mnie dzisiejsza pogoda-w cieniu zimno,w słońcu-gorąco. Zgłupieć można. Nie wiadomo jak ubrać dziecko.
Apetyt Małej mnie przeraża. Ona ciągle domaga się jedzenia. Trochę mnie to martwi,bo Nikosia ma przyrodnie rodzeństwo,sporo starsze i ze sporą nadwagą. Geny? A może przesadzam.
Kurde. Dostałam łupieżu. Ostatnio z czystej ciekawości umyłam włosy szamponem z Avonu i prosze. Jutro lecę do apteki po nizoral,bo podobno dobry na to cholerstwo.
To tyle..
U nas leniwie.. Mała śpi.. A ja z Wami :)

sobota, 24 sierpnia 2013

Mucha

Nie było mnie wczoraj na blogu- Skandal:D Obiecałam sobie pisać post codzień,ale ale mam coś na swoje usprawiedliwienie :)
Byłyśmy z Nikosią na grilu u mojej kumpeli.
fajna dziewczyna. ciekawa historia,bo poznałyśmy się w szpitalu na patologi ciąży i dwa razy leżałyśmy razem i dwukrotnie miałyśmy łóżka obok siebie :) Ona ma 2 synków. mamy masę wspólnych tematów...
Pogoda dopisała. Działka,mnóstwo zieleni. Dzieciaki hasały na kocu a mama relaksowała się zajadając kolejne kalorie :)
A dziś już zwykły,szary dzień.. Noo,nie taki szary :D
Poranek.. Mała oszalała i chciała wstać o 8 haha ale przekonałam ją,że jednak o 9 wstaje sie znacznie fajniej. Zasnęła. Poczułam,że i ja odlatuje i.. Nagle ONA! CHOLERNA MUCHA! Głupie muszysko zamiast posiedziec na kwiatku,oknie-gdziekolwiek to siadała raz na Malej raz na mnie. oczywiście było już po moim marzeniu spania do 9. Wrr:/
Po południu znudzona pobliskimi terenami zabrałam Małą na wycieczkę po naszym cudnym mieście. Za rączke. Trochę to szalone,bo groziło to noszeniem na rękach-ale uwaga myliłam się. Nikosia chętnie szła i była tak zafascynowana wszystkim wokoł.. oj chciałabym jej oczami oglądać świat. Dorosły człowiek ma głowę zaprzątnietą obowiazkami,nie zapłaconymi rachunkami. A dziecko? Czerpię garściami,chłonie zmysłami. Jest na spacerze z mamą i tylko to w tym momencie się liczy.
Zbierałyśmy listki,dmuchałyśmy dmuchawce,podglądałyśmy pszczołę podczas pracy,zrywałyśmy kwiatki... Mama niosła na barana,tańczyła nie patrząc na to,co powiedzą inni. Tak bardzo było mi dziś z nią dobrze. :)
Pod wieczór bawiła się z dzieciakami pod blokiem a mnie nerw złapał trochę. Co i rusz jakaś sąsiadka daje Nikosi jakieś słodycze. Na początku zbagatelizowałam i w sumie co tam to tylko 1 ciastko. Ale teraz już protestuje. Nie jestem zwolenniczką dawania dzieciom,w dodatku tak małym słodyczy. Jak taka dobra,uczynna to niech da owoc. I tak patrzą na mnie jak na dziwadło,że żałuje dziecku cukierka.
Albo,że Mała pije TYLKO wode. Niemal się litowali.
Nie cierpię jak ktoś probuje wmówić mi,że wie lepiej co będzie lepsze dla mojego dziecka.
Apropo mojego dziecka. Słyszałam dziś 235812 razy słowo "mama".:)Ojej... Fajne to. Ale.. Byłam na zakupach i zostawiłam ją z babcią. Nie chciała mnie puścić. A jak wychodziłam to mina w podkówkę i "maaaama". Omało nie pękło mi serce:(
Z pozostałych spraw- nie chce się kąpać,nie wiem jaka jest tego przyczyna. Apetyt ma taki,że jestem przerażona. Nie nadążam z robieniem jej posiłków:)
Chyba tyle u nas...
Lecę się wtulić w moją Nikosię:)

czwartek, 22 sierpnia 2013

W czasie deszczu dzieci się nudzą!!!!


Nie wiem jaku Was, ale u mnie pogoda od wczoraj nie dopisuje.
Temperatura mocno spadła i prawie bez przerwy pada. I o ile mnie osobiście to nie przeszkadza tak bardzo, bo to chwila oddechu po iście afrykańskich upałach, to dla NIkosi jest to udręka.
Spacery to dla niej nieodłączny element każdego dnia. A tu nagle trzeba cały dzień w domu... Ileż przy tym marudzenia... Wszystkie zabawki już zdążyły się znudzić, ksiażeczki zna na pamięć... Ehh... Nic nie jestem w stanie zrobić, bo chodzi za mną krok w krok... I tylko pokazuje paluszkiem w okno, że chce iść na dwór lub podbiega do drzwi i próbuje je otworzyć.
Szczerze to już ręce mi opadły i pomysły się kończyły czym by ją tu zająć...
Postawiłam więc na edukację!!!!
Wyjęłam wszystkie warzywa i owoce jakie tylko akurat mam na stanie. Dawałam jej po kolei każdy owoc/warzywo do rączki i głośno i wyraźnie wypowiadałam jego nazwę oraz krótko je opisywałam. I tak kilka razy. Potem wzięłąm kocyk i chowałam jakiś wybrany i zastanawiałyśmy się jakiego brakuje. Nie wiem czy coś z tego jej w głowie zostało, ale mam cichą nadzieję, że tak.
Następnie przyszła pora na kolory.
Chodziłyśmy po mieszkaniu i wymieniałyśmy w jakich kolorach są poszczególne meble itp. A potem szukałyśmy rzeczy np tylko czerwonych:)
Żeby mi ten mój dzieć za bardzo nie zmądrzał od tych matki nauk to postanowiłyśmy poganiać się na czworaka...Ile było przy tym uciechy :) Szkoda tylko, że po kwadransie mam całe pozdzierane kolana- a ona nie. Zaprawiona w boju widać::)
Były też tańce połamańce i śpiewanie.
Na koniec tych zabaw byłam tak padnięta, poza tym obiad domagał się ugotowania, że dałam jej kosz z ubraniami- niezawodny sposób na moje dziecko :)
Teraz śpi a ja regeneruję siły z kawką...
Och uwielbiam być mamą, ale w taki pochmurny, deszczowy dzień chciałabym się zakopać pod kocem z jaką dobrą książką i leżeć tak całe wieki:)
Ale nie dla matki kiełbasa:)

wtorek, 20 sierpnia 2013

Pozytywnie

Wreszcie.
Nikosia śpi. Sąsiedzi śpią. Pies też:) Mam święty spokój i błogą,ukochaną i niedocenianą kiedyś CISZĘ.
Dawno się w nią nie wsłuchiwałam.. A posiada wiele nie docenianych odgłosów. To Ci paradoks;)
Byłam jakąś godzinę temu na długim spacerze z psem. Może nie zbyt to rozsądne,ale lubie "łazić po nocy". Słuchać tych wszystkich świerszczy i wgapiać się w księżyc-a dziś pełnia:)
Dzień zleciał migiem. Pędzikiem:)
Mała miała dobry humor to jakoś nadrobiłam zaległości w obowiązkach domowych;) Wzięłam się za porządkowanie jej ubrań i niebywałe ile ich już za małych:( z jednej strony szkoda,a z drugiej pretekst do zakupów;) Za małe ubranka już powędrowały w świat:)
N. ma nową zabawę:) Nakrywa się czymś i udaje,że jej nie ma:) Śmieszne to,bo nakryje sie np serwetka tak tylko,że ma oczy zakryte i wielce schowana zamiera:)a ja chodzę i udaje,że ją szukam.po jakimś czasie "ujawnia się" i jest wielki pisk i ubaw:)Potrafi tak około 20 razy pod rząd hehe. Dziś też próbowała zanurkować w wiadrze (dobrze,że wody było ciut na dnie),schowała się w koszu na bieliznę;)
A! rośnie mi tancerka. No daję słowo tanczy gdzie się da i przy czym się da np przy odgłosie kosiarki czy pralki;) Do tej pory tanczyła sama bądź też ze mną na rękach ale wskoczyła na wyższy level-tanczymy w parze,trzymając się za ręce:) Mówię Wam-kino!
Jej język też ewoluuje haha oko to już nie "ko" tylko "koko":)
W domu mój strój to stanik+spodenki. Po tym jak się dziś troszkę spracowałam wyłożyłam się plackiem na dywanie. A N podeszła i nie uwierzycie co zrobiła? zaczęła ustami "pierdzieć" mi w brzuch:) O rany-dawno tak się nie uśmiałam.
Także u nas dziś pozytywnie. a Wy jak tam?

P.S widziałam dziś kryminalistkę. Jej tekst:
- O płakał mi dziś całą noc. Bolą go nogi,bo rosną mu kości.

KURTYNA
Bardzo lubię obserwować ludzi.
Nie wiem czemu,ale lubię. Lubię patrzeć na ich twarze,gesty,analizować ich zachowanie... Czasem,gdy widzę brudnego biedaka zastanawiam się jakie były jego koleje życia,że upadł tak nisko... Czasem,gdy widzę dzieciaki zastanawiam się jacy będą w życiu dorosłym... Gdy widzę staruszkę-wyobrażam sobie ją jako młodą dziewczynę.
Może to nienormalne,cóż... Kto w dzisiejszym świecie jest normalny?
I gdy tak patrzę to widzę różne nie zrozumiałe dla mnie rzeczy. widzę matkę,która pcha wózek z dzieckiem około roku,które nie śpi a ona słuchawki w uszach. Nie rozmawia z nim.
Czy wy rozmawiacie ze swoimi dziećmi? Nieważne ile ma lat,czy odpowie.
Ja rozmawiam ze swoją córką od zawsze,od momentu,gdy miała 7milimetrów. Myślę,że nie jestem wyjątkiem. To ona,z tymi słuchawkami jest wyjątkiem. A może zbyt łatwo oceniam,może miała zły dzień. W sumie lepiej do dziecka nie mówić,niż klnąć na nie.
Czasem pod koniec dnia nie mam już sił,by rozmawiać z ojcem N. :)
Odkąd tylko wstaniemy z Małą mówie,mówie,mówie. "A tam jest kot. Jak robi kotek? miauuu. A to jest piesek. A to drzewo. To jest szkoła,tu się uczą dzieci. Gdzie Arek? Gdzie Dominika. Zostaw. Nie ruszaj. Chodź do mamy. Poczytamy? Posłuchamy? Potańczymy?"
AAAAA!czasem mam dość:)
Ale rozmawiam z nią. wiem,że już tak wiele rozumie. Chcę zaszczepić w niej tą świadomość,że trzeba rozmawiać. nawet o głupotach,ale trzeba. Gdy zostawiam ją z moją mamą i wracam to zdaję jej relacje gdzie byłam,co widziałam:) Nikosi-nie mamie.
Z mamą nie umiemy dużo rozmawiać. Ona wiecznie,nie ma czasu. Nie słucha. Jest tylko jej racja. Ona woli włączyć tv i tak spędzać z kimś czas.
Kocham mamę. Boli mnie to,że muszę być zupełnie inną matką niż ona,by Nikosia była pewną siebie,szczęśliwą dziewczynką a później kobietą..
Rozmawiajcie...

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Padam. Padam bez sił na pyszczycho.
Urodziny były skromne,ale smaczne i upływały w radosnej atmosferze. Tylko ja wychodziłam ukratkiem do kuchni,łazienki,by otrzeć łezkę. Na zmianę-łezkę wzruszenia z łezką rozczarowania. Nie będę się tu rozczulać ani wylewać swoich smutków. Powiem tylko..brakło osób mi bardzo bliskich,ktorzy POWINNI być tu dziś z nami.
Cóż.. lajf is brutal end samtajms kopas w dupas. Jestem silna. Nauczyłam się doceniać to,co mam:) Mam dużo,w sam raz tyle,by wstać rano i się uśmiechać!!! Nikosia zasługuje by mieć mamę radosną:) Chcę ją nauczyć optymizmu! Dlatego szczerze się do niej i powtarzam "kocham Cie":)Damy rade Córeczko,mamy siebie:)
****
Parę miesięcy temu wprowadziła się do pobliskiego bloku dziewczyna. Dwoje dzieci,samotna. Od razu dostała ksywkę od moherowych babć kryminalistka hehe;)Parę tatuaży,niecodzienna fryzura. Jako,że nie cierpię na nadmiar towarzystwa odkąd mam dziecko,postanowiłam ją bliżej poznać. Pal licho jak wygląda-nie oceniam książki po okładce. Na początku było miło,chodziłyśmy z dzieciakami na spacery,miałam do kogo gębę otworzyć,naprawdę super.Po pewnym czasie pożyczyła kasę. Na mleko dla dziecka-dałam. Potem znów i znów. Naiwna i głupia jestem. Nie oddała,unika mnie. I tu nawet nie chodzi o te pieniądze.Mimo,że nie przelewa mi síę ostatnio,gdyby przyszła i pogadala jak trzeba to ja bym jej nie kazała oddawac. Ale tu chodzi o coś więcej. Jak juz pozyczyła kase to nagle wyszło z niej drugie oblicze. Jej 4 letni syn to w jej ustach "ciota,debil". o młodszym nawet nie wspomnę.;( Niektóre kobiety nie powinny mieć dzieci:( Tak mi szkoda tych dzieciaków...

niedziela, 18 sierpnia 2013

No i mamy wieczór. Właściwie noc... Skończyłam właśnie mega prasowanie i jak to zwykle przy prasowaniu naszły mnie pewne refleksje.. Nikosia jutro kończy rok!!! Nie będę się tu teraz rozwodzić jak bardzo się zmieniła i jak szybko leci czas (zrobię to jutro hehe). Myślę nad sobą. Jaka we mnie ogromna zmiana zaszła w ciągu tego czasu. Zmieniłam się-na lepsze. Patrząc na siebie przed narodzinami Małej widzę zbuntowana dziewczynę,która tupie nogą i chce,by było tak jak ona chce,ktora mysli,że wie co to prawdziwa miłość,ból i poswięcenie. Gówno wiedziałam. Prawdziwą miłość pokazała mi ona! To ona dyktuje warunki-moje potrzeby są na drugim planie i uwaga uwaga wcale mi to tak bardzo nie przeszkadza,bo ją kocham i gotowa jestem dla niej poświęcic wszystko! Potrafię świetnie zorganizowac i rozplanowac czas! Umiem nie spać i życ nawet 2 doby:)Umiem jeść na raty i brac prysznic w 3 minuty. Zmieniłam się również fizycznie. Jestem chudsza o całe 5 kg niz przed ciaza,nie mam cycków-mam za to rozstępy! Biceps jak u Pudziana ;) Ehh..metamorfoza na całego!
******
ostatnio,gdy wyszłam z Małą przed blok bardzo głośno krzyczała "AAAKK". Myślałam,ze to taki przypadek,ale to słowo powtarzało się paRe razy. W domu zagadywałam ją podczas obiadku i opowiadałam,że jak zje to pójdziemy do Arka (to taki chłopczyk,ktorego ubóstwia). Mała jak to usłyszała to tak się rozradowała i to swoje "AAAKK".
OH jaka ja tępa matka nie rozumiejąca własnego dziecka. Ona woła Arka:):)tylko nie potrafi "r" :D
Dziś na dworze z daleka go zobaczyła i nawoływała:D Urocze to:)
***
Zasypiamy.Tulę Małą,gładzę ją po włosach,po ramionach.. Ona tarpie moje ucho,wyrywa włosy i nagle tak delikatnie dotyka mojego oka i mówi "ko":):):) a potem drugie i "ko":):)
Nie ma co! Język mojego dziecka rozwija się w zastraszającym tempie:D
A tak poważnie rozczuliłam się ogromnie nad jej "ko":):):)

sobota, 17 sierpnia 2013

Matka brudas

Wszystko było dziś na opak. Pora drzemki,spacer,posiłki-wszystko o innych porach niz zwykle. Nikosia w nocy miała gorączke,dość wysoką. Nocka była zarwana.dopiero nad ranem lek zadziałał i zasnęła. I spała do 11!! Ja spałam do 10.30!!!!!Szok! Nie wiedziałam w co ręce włożyć,miałam tyle do zrobienia a tu już południe prawie. Ale dałam rade. Miałam dziś jakis zapał do pracy. Wszystko lśni i blyszczy i jestem z siebie dumna! Sprzątanie przy dziecko to niezła logistyka jest.
Moja mama jest pedantką. Zepsuła mi tym dziecinstwo a teraz,gdy muszę narazie z nią mieszkać psuje relacje między nami. Pamiętam,gdy byłam młodsza potrafiła mi rozpętać piekło bo coś tam było brudne,pokruszone itp. Słowo "sprzatać" góruje w jej słowniku. Patrzę na nią i wiem jaką matką nie będe-w sumie jaką nie jestem. Moja mama mówi,że jestem matka brudas. Nie,nie,nie dlatego,ze w domu jest syf.Ja lubie porządek i o niego dbam jednak gdy nie umyje naczyń to świat się nie zawali.nie umyłam dziś-zrobię to jutro. Ale nie w tym rzecz. Ona wręcz z przerażeniem patrzy jak wygląda Mała (i ja tez troszkę),gdy wracamy do domu. Wyobraźcie sobie.Mała ma mega piachu w butach-bo piaskownica,brudne ręce-bo musi obadac teren,brudna twarz-bo akurat dotkneła jej rękoma,brudna bluzke-bo jej funfela częstowała ją kanapką,brudne spodnie-bo zapomniała sie i kawałek poraczkowała. Nie ma co-dziecko wojny. Ja juz taka jestem-pozwalam Malej oglądać świat. A niech zbiera kamyczki,niech bawi się dowoli. dopoki nie robi sobie i innym krzywdy pozwalam jej na dużo. Kiedy jak nie teraz? Dla niej wyprawa na dwór to wielka przygoda-wyprawa w nieznane.Tu wszystko jest szalenie ciekawe. nie mam zamiaru jej ograniczać tak jak ja byłam ograniczana. Pamiętam,że najfajniej było u babci. Ona pozwalała taplać się w kałuży,biegać boso po trawie.ehh... to były czasy!
Chcę,by moje dziecko tak właśnie wspominało dziecinstwo! Oczywiście są rzeczy,ktore jej zabraniam.Ale nie brudzic.Aha!i jeszcze jednego nie cierpie. Dziecko chce pomoc swojej mamie dajmy na to odkurzyć. wiadoma sprawa,ze nie bedzie to zrobione jak nalezy,ale liczy się chęć pomocy! A co robi mama? Albo mówi "nie,ja to zrobię lepiej" albo poprawia po dziecku. A pózniej są jęki i narzekania jakie to dziecko leniwe i brudas. a pamiętasz głupia babo jak chciało Ci to leniwe dziecko pomóc?To je zniechęciłaŚ!!
Także pamiętajcie!
Bądźmy czyste ale nie do przesady!
To mówiłam ja-matka brudas!:)

piątek, 16 sierpnia 2013

zdjęcia w sieci

Zapał mojego dziecka w stosunku do samodzielnego chodzenia chyba wygasł. :( Ale nic na siłę, widocznie nie czuje się jeszcze gotowa.
Dzis na porannym spacerze koło bloku trochę zszokowała mnie reakcja pewnej pani. Nikosia zapiszczała, nie było to jakieś przenikliwe piszczenie, ot krótki, głośny pisk. Pani stanęła w oknie balkonowym, i z tekstem "piskla" ostentacyjnie zamknęła balkon. Niby nic. Ja z reguły nie przejmuje się takimi rzeczami, ale jakoś mnie to trochę zasmuciło...  Niektórzy ludzie nie rozumieją jak to jest mieć dzieci a inni zapomnieli jak to ich dzieci rozrabiały będąc małymi... Eh... Niech sobie stopery do uszu wsadzi wredna jędza:/
Nikosia wstała dziś o 9. Wogóle nie mogłam jej ułożyć do drzemki, wierciła sie, kręciła. Wyszłam teraz do kuchni zrobic sobie kawę. Wchodzę do okoju a ona śpi!!! Zasnęła na dywanie haha:)
Dziś gdy Mała wąchała kwiatki nagle koło jej nózki zrobiła się kałuża. Myślę - what the f*ck?
Pampers nam przeciekł! Nigdy wcześniej się to nie zdarzyło. Szok. Musiała mieć niezłe ciśnienie.
Wiecie, zastanawiałam się dziś na temat wstawiania zdjęć na bloga. Niby tak wymądrzałam się na temat upubliczniania fotek na FB a robię to samo na blogu. Hipokrytka ze mnie. Lubię czytać blogi na których pokazują się zdjęcia i sama chciałam, by mojego też się milej czytało, ale z drugiej strony do tego bloga dostęp mają wszyscy... Zobaczcie co przytrafiło się Misiowej Mamie z bloga, którego uwielbiam czytać od dawna TUTAJ
A co Wy o tym myślicie? Wstawiać zdjęcia czy nie?

czwartek, 15 sierpnia 2013

NA TO CZEKAŁAM!!!!!


Dzień pełen wrażeń za mną!!! Wrażeń pozytywnych!!!
Jak już wczoraj wspominałam w mojej mieścinie miał odbyć się dziś odpust!!! Oczywiście postanowiłam, że zabiorę tam Małą, żeby mogła pooglądać te kolorowe różności i oczywiście coś jej przy okazji sprawić... Pierwszy raz wybrałyśmy się rano. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że całą drogę musiałam ją nieść na rękach. Pogoda dziś dopisywała, więc tymbardziej było mi ciężko... Wróciłam zmachana jak wół. Nikosia waży już dobre 12 kg i naprawdę jest to nie lada wyczyn przenieść ją ten dajmy na to kilometr. Pocieszam się tym, że chociaż kondycja na nowo mi się wyrabia a niedługo położę na łopatki pudziana moimi bicepsami:)
Po południu znów wybrałyśmy się na odpust, tym razem poszło z nami parę osób. Zawsze to jakaś pomoc w noszeniu;)oraz dodatkowe prezenty dla Małej;)I wiecie jakież było moje zdziwienie, gdy moja babcia wsadziła Nikosię do wózka a ta po prostu jechała! Łobuz widać tylko ze mną tak pogrywa i udaję hejterkę wózka. Miał odbyć się również festyn, takie wiecie nic ciekawgo, typowo wiejska impreza, na której miał grać jakiś weselny zespół, ale zawsze to jakaś odmiana dla mnie:) Nikosia była zachwycona!!! To jej druga tego typu impreza i już wiem, że jest to typ imprezowiczki. Im głośniej grała muzyka tym głośniej piszczała z radości:) Tańczyła a wszyscy ludzie wokół wymieniali nad nią swoje ochy i achy:)
Ze straganu dostała taką kaczkę na kiju, wiecie taką, którą dziecko pcha a ona coś tam robi... Wzięła ją w dłoń, puściła się mnie i poszła!!!! SAMA!!! Pierwsze kroki mojego dziecka- oto stało się to na co mój kręgosłup czekał!!! I się zaczęło!!! Od tamtej pory idzie, robi bam, wstaje i idzie... Potrafi przejśc naprawdę spory odcinek, gorzej z tym, że nie potrafi się zatrzymać hehe... Ojjj!! Tak się cieszę z tych jej postępów, że aż łezka mi się kręci jak ona juz wiele potrafi, jak dużo uczy się każdego dnia. To niesamowite!
A jescze jedno chciałam opisać. Moja mama dziś powiedziała, że te histerie Małej to moja wina, bo ciągle jej wszystkiego zabraniam i bez przerwy biegam za nią i mówie "nie" lub "nie wolno". Oczywiście wygarnęłam jej, że nie ma racji i, że nie mogę przecież jej na wszystko pozwalać. Później długo zastanawiałam się nad jej słowami i doszłam do pewnego wniosku. Dziecko nie lubi słowa "nie". Postanowiłam więc w nieco inny sposób egzekwować zakazy. Mianowicie:
-zamiast " Nie podchodź tam" - "chodź pójdziemy tam"
-zamiast "nie płacz" - "uśmiechnij się"
- zamiast "nie ruszaj" - "wypuść to" itp
Rozumiecie o co mi chodzi? Ten sam zakaz można formułować na rózne sposoby. Nie zabraniam jej a po prostu namawiam, by zrobiła coś innego. Nie używam tych okropnych slow "nie wolno".
I powiem Wam, że odkąd wcieliłam to w życie nie przytrafiła nam się ani jedna histeria! Sukces.
Tym pozytywnym akcentem kończę mój wpis, bo oczy mi się kleją.
Miłej nocki, pa

a to ja i Nikosia:)


Nikosia molestuje moja mamę:)


środa, 14 sierpnia 2013

Dzień ma się ku końcowi,dzieciarnia śpi... Matka wykąpana,lekko odurzona lampką wina:)Czas na krótkie sprawozdanie z dziś.
Dzień o zgrozo rozpoczął się o 7! Obudziła mnie lodowata maleńka dłoń klepiąca mój policzek.W mieszkaniu było jakoś tak chłodno.Widać zmarzła i nic dziwnego,bo wiecznie łobuz skopie kołdre.A jak juz zasne to śpię jak zabita. Dopołudnia jakoś zleciało.. Spacer z psem,Nikosią. Bawiła sie ze swoją 5 dni młodszą sąsiadką:)i jej bratem,ktoremu zawsze kradnie samochody i jezdzi robiąc "bruumbruum". Wśród swoich zabawek ma kilkanaście lalek i tylko 1 auto! Molestuje je na okrągło. To jedyna zabawka,ktora zajmuje ją nawet na kwadrans!:)Jest juz lekko zajezdzone.Trza kupić nowe.Automaniaczka mi rośnie hi hi :)
Popołudniu postanowiłam,ze wybierzemy się do parku.Było bardzo milutko.. hmm no poza paroma incydentami. Histerie. Wózek blee więc pchała go.Nagle coś jej nie podpasowało i tak sie gibneła,ze zaryła w niego.rozcięta brew-troszke.Na placu zabaw rzucila mi się przy ślizgawce.Rozcięła warge.:/ Dziecko wojny normalnie.
A nie zapominajmy o histerii w sklepie. Weszłam do marketu z nią na rękach bo chciałam w sumie tylko 3 rzeczy kupić np ziemniaki.Postawiłam
ją a ta wywala je pokolei.Myśle a nikt nie patrzy niech sie dziecko bawi;)ale jak zaczeła przeginac to ją zabrałam i w ryk.
Kurcze,wiem,ze narzekam na nią ciągle i wygląda to tak jakbym miała malego diabełka.Jeszcze tydzień temu ten diabełek był slodkim aniołkiem. Cóż dorasta.. Ale dam rade. Mam siłę,mam moc!
U nas w mieście jutro odpust. :) Pójdziemy na watę cukrową:)
Zostawiam Wam parę migawek z dziś;)
P.S. Z powrotem Mała jechała w wózku!SUKCES.



Miłej nocki,pa





noooogi:)






jedzie w wózku, jedzie w wózku:)


Mały buszmen:)




wiatr we włosach








Szkoła jest do bani

Być może są wyjątki od tego, co tu zaraz napiszę.
Uważam, że system szkolnictwa jest do bani i mówię to z pełną świadomościa swoich słów.
W szkole wtłaczane jest nam mnóstwo, ale to mnóstwo nie potrzebnych nam rzeczy. Zaprzątamy sobie głowę czymś, co nigdy później w  życiu nam się nie przyda. Tracim cenny czas. Szkoła powinna uczyć młodego człowieka myślenia, kreatywności a nie kazać mu się uczyć na pamięć regułek! Powinna zaszczepić w człowieku miłość do życia, do poznawania nowych miejsc i rzeczy. Powinna rozwijać pasje!!! Kiedy młody człowiek ma poznawać świat kiedy  średnio 8 godzin spędza w murach szkoły a potem w domu kolejne godziny na odrabianiu prac domowych. Dlaczego by np nie uczyć się geografii lub historii jeżdżąc w ciekawe miejsca? Umysł trzeba  ćwiczyć, dodawać mu nowych bodźców.
Czasem mam odczucia, że nauczyciele traktują uczniów jak bezmyślnych matołów. Chcą, by myśleli tak jak oni. Nie rozumieją, że czas gna do przodu pewne rzeczy się zmieniają metody nauki również powinny być elastyczne. Do szkoły wchodzi podekscytowany, ciekawy świata młody człowiek a wychodzi z niej szara znudzona masa.
Te niezliczone ilości podręczników??? Po co? Ja wiem po co... By zarobić. Edukacja to niezły biznes. A teraz jeszcze chcą zabrać 6 latkom beztroskę... I być może się nie zgodzicie, ale dla mnie to jest tylko dla pieniędzy. Wcześniej skończą szkołę- szybciej będą zarabiać!!!
Powiem Wam coś... Chodziłam do dobrego liceum. W pierwszej klasie miałam 5 z polskiego. Pani profesor podobał się mój bun i dociekliwość. Zmuszała mnie do myślenia, motywowała. W drugiej klasie przyszła nowa pani. Już na pierwszej lekcji dostałam ochrzan od stóp do głow za to, że śmiałam się z nią nie zgodzić. Od tamtej pory zamilkłam. Nie udzielałam się na lekcji i a moje zainteresowanie literaturą malało z każdym dniem. Na koniec roku ledwo wyrobiłam na dopuszczający.




wtorek, 13 sierpnia 2013

Dziecko i pies.

Wkońcu chłodniejszy dzień,z temperaturą poniżej 30stopni-CO ZA ULGA!
Nikosia zarządziła pobudkę o 8.30. Wczoraj o północy już spałam jak suseł także wstałam rześka,pełna mocy. Dopołudnia spacerek. A wspominałam,ze mam psa (do niedawna także szczura). Jest to boska foxterierka z anielskąą cierpliwością i wieelką miłością do ludzi a w szczególności do dzieci. Wszystkie malce z okolicy,gdy tylko ją widzą biegną z daleko i wołają Soonia,Sonia! Jest naprawdę świetna.Ale do rzeczy. gdy Mała jeszcze tolerowała wózek spacery z psem były proste.Jedną ręką pcham wózek,w drugą rękę smycz i go! A teraz?? A teraz mam przesrane. Pies wyjśc na dwor musi-wiadoma sprawa.Mam na to 3 sposoby.
1. Czasem podrzucam Nikosię do sąsiadki na czas spaceru.Jest to osoba mi zaufana,ktora ma dobry kontakt z moim dzieckiem.
2. Wynajmuję sąsiada. Ma 12lat. Daję mu za to jakieś słodycze itp. W domu im się nie przelewa także dzieciak jest zachwycony.
3.Najczęściej wygląda to jednak tak,że jedną ręką niose Mała a w drugiej mam smycz. Ludzie patrzą na mnie z politowaniem.Nic dziwnego.Wyglądam jak rumunka.A jeszcze jak były te mega upały to w połowie takiego spaceru kapało ze mnie jak ze świnki.




To są takie moje problemy dnia codziennego.Nie wyobrazam sobie jednak oddac psa. Kocham ją. Jest członkiem Rodziny. Muszę jakoś sobie radzić.Tyle w temacie psa.
Około południa popadało,więc musiałam Małej organizować czaS w domu. Ostatnio hitem jest rozmawianie ze swoim zdjęciem w ramce:)Ubaw mam po pachy.:)
Reszta dnia upłynęła spokojnie,ładnie sobie współpracowałysmy. Zasnęła o 20 i słodko śpi. Uwielbiam patrzec jak śpi.Podchodzę co jakis czas i oglądam ją i modlę sie w duchu,by była szczęśliwa i zdrowa.
Ktoś jakiś czas temu zarzucił mi,że mam obsesję na punkcie Nikosi. Ten ktos nie ma dzieci,więc nie rozumie jaką wielką ma moc miłość matczyna.

Pokażę dziś wam co dobrego zrobiłam dziś na obiad :) Jest to przepis na bardzo smaczną i prostą w przygotowaniu zupę:)

Składniki:
mięso mielone
3 ogórki kiszone
jajko
duży topiony serek śmietankowy
3 cebule
3łyżki masła
pęczek koperku( ja dodałam drobno posiekaną pietruszkę i bazylię)
sól, pieprz (ewentualnie kostka rosołowa- co kto lubi)

Przygotowanie:
1. Mięso mielone wkładamy do miski, wbijamy jajko, doprawiamy przyprawami, dodajemy startą cebulę. Mieszamy. Formujemy niewielkie kulki. By lepiej się formowało dodaję trochę bułki tartej. (dziś nie miałam ale dodaję też namoczoną w mleku bułkę). Uformowane kulki gotujemy około 30 minut we wrzątku.
2. Cebulę obieramy i kroimy w kostkę. Ogórki ścieramy na tarce o dużych oczkach.
3. Na patelni rozgrzewamy masło. Szklimy cebulę z ogórkami. Dodajemy do zupy z pokrojonym w paski serkiem. Doprawiamy wedle uznania. Posypujemy zupę koperkiem tuż przed podaniem.
GOTOWE
W przepisie nie ma, ale dodałam też 2 ziemniaki pokrojone w kostkę. Wyszło mi tych kulek naprawdę sporo, więc trochę mięsa oddzieliłam i zrobiłam 2 kotlety mielone. Ugotowałam ryż i miałam gotowe drugie danie.
Macie problem przy krojeniu cebuli. Mam sposób, który naprawdę działa, przynajmniej na mnie. Wkładam do buzi, pod górną wargę skórkę z chleba. Brzmi zabawnie ale naprawde działa. Odtąd niestraszne mi krojenie cebuli:)







poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Jestem Kobietą!

Matka to też człowiek. Co więcej-matka to nadal jest kobieta. Kobieta,która być moze zagubiła się pod stertą pampersów,obiadków i małych ubranek.
Przez pierwsze miesiące mojego bycia mamą totalnie się zaniedbałam. Efektowny makijaż-zapomnij! Odstrzałowa fryzura-no way! Jakieś diety,ćwiczenie-e tam,kto by miał na to czas.
Powoli aczkolwiek sukcesywnie wychodzę z tego marazmu. Jestem kobietą.
I nie chodzi o to bym nagle stała sie sexbombą. Chodzi o ten czas dla siebie. Tylko dla siebie.
Mam pewien rytuał.
Aromatyczna kąpiel. Zapalam małe świeczuszki. Nalewam sobie lampkę dobrego,czerwonego wina. W tle cichuteńko gra mój ulubiony...
Staram się choć raz na tydzien tak zakończyć dzień.
To moja chwila.




Tradycyjnie pobudka o 9.Boże spraw,by ta sielanka trwała jak najdłużej.
Po śniadaniu ruszyłyśmy na spacer,oczywiście na nóżkach bo wózek w dalszym ciągu jest fe-nad czym ubolewam.
I tam się zaczęło.
Nikosia idzie wprost w jakieś podejrzane chwasty,więc kieruje ją w inną stronę. za chwilę znów tam idzie. Robię jak wyżej. A ona w ryk i wygina się jak struna w łuk tak,że gdybym jej w pore nie złapała to z pewnością uderzyłaby głową w beton.
jakoś opanowałyśmy tą histerie.
Bawi się rowerkiem naszej małej sąsiadeczki,ktora po chwili chce odebrać swoją własność.Nikosia co? Ryk i rzuca sie na ziemie:/
Jesteśmy w domu. Chce karmić ją zupka. Wyrywa mi łyżeczkę,bo chce sama. Nie daję jej,bo wiem ze skonczy sie to tak,że zawartość miseczki wyląduje na dywanie. Co robi? Histeria!mega HISTERIA! i takich sytuacji było dziś na pęczki. Wiem,że powinnam to ignorować(chyba) ale gdy widzę,ze płacze aż traci oddech to wymiękam. Nie miałam dziś juz siły. Traciłam swoj stoicki spokój. miałam ochotę wyjść z siebie i stanąć obok. Dzięki Bogu musiałam załatwić pewną sprawę i zostawiłam ją na godzinę pod opieką mojej mamy. Ochłonęłam. Nabrałam mocy.
Teraz tak słodko śpi,ma taką spokojną twarz. Kocham ją. Ale nie mam czasem do niej sił.
Mamusie! Doradzcie co robić? Jak reagować na te histerie?

DIALOG #2

Plac zabaw. Od dłuższego czasu przygląda mi się pewna kobieta. Wyraźnie chce zagadac. Wkoncu zbiera się na odwage.
Kobieta: Bardzo ładna dziewczynka.
Ja: Dziękuje.
Kobieta: Mówią,ze wszystkie dzieci są ładne,ale to nieprawda.Ale Twoja Mała jest ładna.Takie ma duze oczy.I te włosy, Urocza.
Ja:...(uśmiech)
Kobieta: Jest taka ładna... zupełnie do Ciebie nie podobna.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Nago na fejsie

Największy wynalazek naszych czasów! To tam najczęściej spotykamy naszych znajomych.Nie masz go?Nie zyjesz!
o czym mowa?Ano o Facebooku.
Ja równiez go posiadam.Słuzy mi do wyrazania opini,czasem wrzuce fotke,podejrze co tam u pani Y lub pana X... Ostatnio zmroziło i zniesmaczyło mnie pewne zjawisko.Otóż wstawianie zdjęc nagich dzieci np podczas kąpieli:/ Dla mnie jest to nie do pomyślenia. Dziecko to dziecko wiadomo,nikt (nikt normalny) nie patrzy na to ciałko pod kątem seksualnym ale jednak nagość to sfera intymna,nalezy jej sie szacunek.Tymbardziej,ze ten mały człowiek nawet nie ma wplywu na to,ze kazdy go ogląda w negliżu.
Kolejnym zjawiskiem,ktore rzuca mi się w oczy jest wstawianie zdjęć dziecka w liczbie milionowej. Dziecko je.Dziecko na nocniku.Dziecko na spacerze.Dziecko płacze.Śmieje sie.Biegnie.Siedzi.Stoi.Lezy. ja się pytam-Po jakiego kija tyle???
Nie myślcie sobie,że jestem tak zupełnie poza tym. ja sama we własnej osobie będąc jeszcze w szpitalu,2dni po porodzie wstawiłam Nikosi fotkę. dziś żałuje. To było zbyt intymne. Ale wtedy byłam niepoczytalna,no.:) Daję słowo,ze gdybym mogła wywiesiłabym zdjęcie Nikosi na takim wieeelkim bilboardzie ;) Takie cudne dziecko-chciałam by wszyscy je podziwiali i zazdrościli :)
i własnie dlatego rozumiem i toleruję,gdy jakis zakochany rodzic wrzuci od czasu do czasu fotkę. Kazdy lubi i az rośni,gdy chwali sie jego pociechę.To naturalne.
Ale proszę. we wszystkim trzeba zachowac umiar. Na Fejsie również :)

DIALOG #1

Plac zabaw. Huśtam się z Nikosią. Obok czteroletni Olaf,ktory twierdzi,ze Nikosia to jego narzeczona.
Olaf:A jakie cycki ma moja narzeczona?
Ja: ????!!!!! Olaf ale tak nie ładnie mówić,nie wolno tak.
Olaf: A no tak. Mówi się piersi.

(Kurtyna)
. Łup,łup! ŁUP! co jest?co się dzieje? Poczułam,ze coś a własciwie ktoś bije mnie po głowie.A no tak!to Nikosia mi oznajmia,ze pora na pobudkę. Daję słowo,ze dzien,w ktorym obudzi mnie np całusem zaznaczę w kalendarzu na czerwono! naciągnełam kołdrę mocno na głowe.Nie ma mnie. Ale nie daje za wygraną. Ma na mnie idealny sposób:ucieka na drugi koniec łózka a wtedy ja ratując ją od upadku wstaje w 2sekundy!
Co robicie zaraz po wstaniu? Ja wyjmuję Nikosi pudło z zabawkami a sama kieruję sie do kuchni zrobic sobie kawy. Lubie kawe,bardzo. Około 10 idziemy na nasz pierwszy spacer.Bez wózka. na nózkach. Nikosia nie potrafi samodzielnie chodzić,ale świetnie daje radę trzymana za rączkę. i chodzimy.. tu podskubie trawę,tam pozbiera patyki,kamyczki. Ogląda z zapałem bumy! podrywą czteroletniego sąsiada. wypatruje pieskow.Wchodzi po schodach,ze schodow,po schodach,ze schodach-tak to zdecydowanie jej ulubione zajęcie w ostatnich dniach. gdy wybije południe a koło mojego bloku nie ma już skrawka cienia idziemy do domu. Tam usilnie probuje ją ululac,by móc w spokoju coś upichcic. Przeważnie jednak musze gotowac raz po raz biegając do pokoju.. Po poludniu idziemy na kolejny spacer.Tym razem bierzemy wózek... Idziemy do parku,na plac zabaw... Dzien jak codzien.. Wierzcie lub nie,ale ja nie odrózniam dni tygodnia,wszystko mi się zlewa w całość:) Czas tak szybko płynie gdy ma się w domu takiego małego człowieczka... jest rano,a zaraz wieczór., Dopiero się urodziła a juz za tydzien konczy rok! KIEDY TO ZLECIAŁO?

sobota, 10 sierpnia 2013

Jej cichy oddech i szum komputera...

Wieczór. Uwielbiam tą porę... Jest cicho,spokojnie... Słyszę jedynie jej cichy oddech i szum komputera... Popijam herbatę i układam w głowie plan na jutro,kolejny tydzien,miesiąc... zapisuje w głowie plan na zycie. Teraz jest cięzko... Ale wkoncu wszystko mija,nawet najdluzsza zmija. Bedzie dobrze. Jeszcze troche i bedzie dobrze. Powtarzam to jak mantre.
Nikosia dała mi dzis w kość. Kocham ją,ale czasem mam ochote podrzucic ją sąsiadom na wycieraczke.Dzien rozpoczęła o 5.30!!!toż to noc jeszcze! w ciągu całego dłuugiego dnia zaliczyła tylko jedną godzinną drzemke! Mleko było fuj,obiadek fuj. Spacer w wózku-nie ma mowy! Pchanie wózka-fajnie na dwie minutki. Spacerek za rączke-jak wyzej. Piaskownica-fuj. Huśtawka-fuj. i tak cały boży dzien. Matka juz nie wyrabiała ale liczyła do 10 i jakos dała rade. Nie wiem czemu ten mój dzieć taki dzis marudny. Moze kolejny ząbek w drodze a moze wstała lewą nóżka.. któz to wie. Oby jutro było lepiej!

Koparko-spycharka z funkcją budzika

Od około 2miesięcy śpię wraz z moją córką.Nie,żebym była jakąś zagorzałą fanką rodzicielstwa bliskości,po prostu moje dziecie olało po całości łózeczko(a także wózek i krzesełko do karmienia). Oczywiście ma to szereg plusów,bo nie musze biegać do niej w razie przebudzenia no i fajnie sie poprzytulac ALE ona chyba za bardzo wzięła sobie do serca,że z mamą jest najfajniej bo raz po raz zarzuca na mnie swoje kończyny,ciagle ciagnie mnie za włosy a juz wogole najfajniej to śpi się na mamie! A gdy rano postanowi już wstac to poprostu bije mnie po twarzy,probuje wydłubać oko lub pakuje mi ręke do twarzy! Jestem notorycznie kazdego ranka maltretowana przez tego małego potwora.

Matka to ma przesrane!

Spacer. Upał niemiłosierny,pot leci mi po plecach. Pcham żwawo wózek,co by dziecię mi się ładnie dotleniało i łapało rumieńce. Spotykam kolege.Akurat idzie w tym samym kierunku.Myślę sobie "fajnie,bedzie z kim pogadać." Rozmawiamy. On: Nie czujesz się czasem jak w klatce? Ja: ? On: No bo nie możesz wyjść gdzie i kiedy chcesz... Ja: Czasem tak,ale jestew mamą i teraz Mała jest najważniejsza. On:... a właściwie co takiego fajnego jest w macierzyństwie? Ja: ????!!!!! Ty tego nie zrozumiesz jakie to uczucie jak taki mały szkrab cie przytula,usmiecha się,po raz pierwszy mówi mama... To jest uczucie nie do opisania! W tym momencie Mała jako,że aktualnie przechodzi bunt wózkowy wije się w nim jak węgorz,piszczy i jest bliska ryku na pół miasta byleby tylką ją stamtąd wyjąć. Biorę ją na ręce. Chwyciła mnie mocno za włosy,rownocześnie gryząc w ramie. Jestem już bordowa z tego gorąca,złości i bólu od ugryzienia. Ja: Uwielbiam być jej mamą! Teraz już płacze a raczej wyje jak syrena. Ja: (Prawie krzycząc) BYCIE MATKĄ TO NAJPIĘKNIEJSZE,CO MOGŁO MI SIĘ PRZYTRAFIĆ!!! On: Matka to ma przesrane!

Wszyscy mają bloga...MAM I JA!

Blogowa sfera nie jest mi obca od dawna. Niegdys,zanim jeszcze zostałam mamą to podczytywało się te pikantne (a Fe!),kulinarne czy modowe blogi.Pozniej,gdy w moim brzuchu zamieszkała pewna istota maniakalnie wrecz chłonęłam blogi dzieciowe.Jako,ze w moim otoczeniu dzieci było jak na lekarstwo chciałam poczytać,co w trawie piszczy i co mnie czeka (oczywiscie zycie pokazało,że takie czytanie nijak ma się do rzeczywistosci.):) Będąc już mamą blogi nadal mi towarzyszyły. Kazdego wieczoru. Hmm miło było wiedzieć,że nie tylko ja się nie wysypiam z powodu ząbkowania tudzież innej przypadłości dziecka. Zawsze to człowiekowi lżej jak wie,ze inni mają gorzej;) Próbowałam zerwać z czytaniem,ale mimo,ze byłam tylko nieujawniającym się anonimem to naprawdę polubiłam te moje mamy z blogosfery... Ale dziś powiedziałam sobie dość!!! Ujawnij sie Kobito! i oto jestem.:) A no tak.. bo ja się jeszcze nie przedstawiłam.To ze stresu,zawsze miałam treme przed publicznością:) Mam na imie Monika,jestem mamą niespełna rocznej dziewczynki.Wychowuję ją sama. W międzyczasie walczę na ostatnim roku studiów i staram się na przekór wszystkim dawać radę. Myślę,ze całkiem nieźle mi to wychodzi. Mam nadzieję,ze ktoś zechce czytac te moje wypociny. A jak nie? Trudno! I tak pisać będe. Bo lubię.