poniedziałek, 30 grudnia 2013

"Fantastyczny" spacer

Nie wiem doprawdy czy noszę w sobie jakąś negatywno-niszczącą energię, ale ostatnio wszystko w moich rękach się psuję. Nie ma dnia bez stłuczonej szklanki bądź spalonej żarówki a nawet o zgrozo spalonego obrusa! Najpewniej te moje ręce są po prostu "graślawe":) No nic przy okazji najbliższych zakupów trzeba się rozejrzeć za nowym obrusem i kompletem szklanek, które i tak pewnie niedługo ulegną destrukcji.
Miał być piękny, uroczy, wiosenny (bo jak inaczej nazwać tę porę roku??)spacer a skończyło się na nerwach Nikosi i mojej bezsilności. Oh, no nie chcę znów produkować negatywnego postu, ale cóż życie jest jakie jest i takim je opisuje. A zaczęło się od krótkiej rozmowy z Kasią, którą N widywała co dzień w porze letniej. Teraz kilka słów w jej stronę spowodowały wicie, wyginanie i krzyk... Potem w sklepie jakaś młoda mama uśmiechnęła się do niej i to samo jak powyżej, lecz o większej sile. Z tego wszystkiego musiałam znacznie przyspieszyć moje zakupy i oczywiście mnóstwa rzeczy zapomniałam. Następnie udałyśmy się do banku, gdzie miałam nadzieję popłacić rachunki... oho... tak jak szybko weszłyśmy tak i wyszłyśmy. Myślałam, że w parku nabierze nieco ogłady...Nic podobnego. No bo jak to tak- ptak siedzi na drzewie i nie chce przyfrunąć tuż pod nogi księżniczki?? A pies? dlaczego on idzie, dlaczego????? a ta ślizgawka? mokra!!!!! I ten patyk- głupi patyk... Widząc, że z miłego chodzenia po trawce i tak nic nie będzie próbowałam ją zapakować do wózka ooo i wtedy to się dopiero zaczęło!!!! PŁACZ A RACZEJ WYYYCIE!! I tak szłyśmy do domu jak za dawnych czasów, jedną ręką wózek a w drugiej ona- cierpiąca i zanosząca się wielkimi jak groch łzami... Gdy jako tako ogarnęłam ten lament na horyzoncie pokazała się sąsiadka(bardzo miła), która pomogła mi i wzięła wózek no i ku mojemu przerażeniu odezwała się do Małej... dalszą część tej opowieści sobie daruję, gdyż brakuje mi synonimów na słowo "płacz"... W takich chwilach naprawdę brakuje mi sił i czuję się jak kompletnie nieumiejącowyrodna matka.
Przeraża mnie strach Nikosi przed obcymi a właściiwie natężenie tego strachu, bo często nawet zwykłe spojrzenie w jej kierunku to już jest igranie z ogniem. Nie izoluję jej od otoczenia, chodzimy w miejsca, gdzię są inni ludzie, nie dalej niż wczoraj odwiedziłyśmy moją koleżankę i było ok.
Oj wychowanie dziecka to ciężki kawałek chleba, a jeszcze trafił mi się wyjątkowo nerwowy egzemplarz( chyba po babci).
Jestem zła, bardzo zła!!!!

8 komentarzy:

  1. Nerwusek maly:) Pociesz sie,ze kiedys z tego wyrosnie,naprawde! Taki okres pewnie ma i tyle;) My to tez przerabialismy...z cala czworka. Agatce powili to przechodzi chociaz jak bylismy w pazdzierniku w Polsce to byly ciezkie chwile bo babie bardzo chcialy mala na rekach nosic a ona tylko do mamy i taty a na widok jednej babci nawet sie rozplakala tak,ze trudno ja bylo uspokoic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohh mimo, że nic mi to nie pomoże to czuję niesamowitą ulgę, że nie tylko ja to przerabiam:)
      pozdrawiam

      Usuń
  2. Oj bunt dwulatka jak nic. Bądź silna.Kiedyś to minie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona ma chyba bunt dwulatka odkąd skończyła rok;)
      pozdrawiam

      Usuń
  3. Mój Pietruszka kiedyś przedszkolankom tłumaczył "bo ja mam taki wybuchowy charakter" ;). A zdjęcie urocze oczywiscie :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj moja chyba też ma własnie taki wybuchowy charakter;)
      pozdrawiam

      Usuń
  4. Pocieszę Cię- ja byłam takim dzieckiem. Wyjącym z różnych powodów a tym bardziej gdy ktoś mnie zagadał/zaczepił. Mama opowiadała, że płaczowi nie było końca. I wyrosłam na dość towarzyskiego człowieka :-) Nie jestem aspołeczna więc spokojnie :-)
    Płacze bo chce panować nad światem a niestety nie da się nad wszystkim. Ja, jeśli mojemu T. nie pomagają tłumaczenia (że ptaszki jedzą, albo, że piesek idzie do domu) i brakuje mi sił i pomysłów jak odwrócić jego uwagę, wsadzam po prostu w wózek (pomimo protestów) i idę olewając takie zachowanie. Prędzej czy później znajdzie się coś wartego uwagi i zapomina o buncie. A jak ucieka z wózka to nie zostaje mi nic innego jak chwilę poczekać (a nóż widelec odwidzi mu się płacz i pójdzie ze mną) i obiecać szukanie piesków, ptaszków czy nawet placu zabaw. Zajęty wypatrywaniem zwykle szybko zapomina o płaczu.
    Matka odporna musi być, niestety, na humory dziecka. Najgorzej sobie z nimi radzę jak mam podły nastrój więc staram się być zawsze pozytywnie nastawiona ale nie zawsze mi to wychodzi...
    Nie martw się- nie jesteś jedyna z humorami swojej pociechy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja znów dla odmiany byłam bardzo spokojnym i ułożonym dzieckiem:) Przeszło mi tak około 15stego roku życia;) To może ona się wtedy uspokoi??:D
      ja też czasem pakuje do wózka i jestem niewzruszona na płacz...
      Matka musi być odporna,musi... Matka w ogóle dużo MUSI...
      Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuje za odwiedziny.
Zapraszam ponownie:)