wtorek, 3 września 2013

Zaczął się wrzesień i moje utrapienie: około7:40 sąsiedzi idą do szkoły. Jedni przychodzą po drugich, Ci drudzy grzebią się jak muchy w smole i gadają, gadają, gadają... Tak wiem, że to już nie jest tak wcześnie, że cisza nocna nie obowiązuje i powinnam już dawno być na nogach ale ja akurat o tej godzinie CHCĘ SPAĆ!!!! Yhhh... Przeważnie budzą mi Nikosię i moje marzenie o drzemce do 9 ulatuje jak bańka mydlana... Tak wiem, że 8 to i tak super... Był taki okres w życiu Nikosi, gdy wstawała punkt 6! Trwał miesiąc i żyłam:)
Wiatr dziś taki, że łeb urywa! Najchętniejnie ruszałabym się na krok z domu. Ale raz, że dziecko trzeba hartować a dwa już wolę trochę zmarznąć niż skazywać się na marudę, bo ona nie umie dlugo w domu, zabawki szybko się nudzą... Spacer godzinka a potem wpadła kumpela na kawkę. Córka ma na początku się jej bała, jednak z każdą minutą dystans się zmniejszał aby na końcu już było zupełnie ok. Na tyle ok, że sama ją zaczepiała, chciała sie bawić. Trafił mi się egzemplarz dośc nieufny i bardzo zdystansowany w stosunku do obcych.. Gdy idę z nią za rączkę a z naprzeciwka ktoś idzie to w jednej chwili chowa głowę w moich kolanach. Najlepiej się oswaja, gdy ktoś na nią nie reaguje, nie zaczepia od pierwszej sekundy, musi się tej osobie przyjrzeć, obadać. Szkoda, żę nie wszyscy to rozumieją i bez słowa wstępu zagadują, podszczypują itp:/ Jutro mamy szczepienie i właśnie najbardziej obawiam się jak zareaguje, gdy pan doktor zechce ją zbadać:( Będzie ciężko.
Mały Dokucznik za nic w świecie nie chciał zasnąć. Nasz rytuał zasypiania tak jak wspominałam wygląda następująco: kładę się obok, czytam a następnie milknę i bez słowa głaszczę ją powłochach np. Zazwyczaj usypia po paru minutach. ZAZWYCZAJ! Dziś łóżko ją paliło. Na przeciw jest regał z książkami, ciągla wskazywała na niego paluszkiem i "natać, natać"( nowe słówko, gdy czegoś chce). Więc raz po raz wstawałam i donosiłam książki. Po pewnym czasie zrozumiałam, że to taki kaprys a ona sama nie wie czego chce, ale napewno nie spać. Kołysanka tylko ją rozjuszyła. Fikała po tym łóżko w tą i spowrotem. Po jakiejś godzinie byłam już wykończona. Zgasiłam lampkę i zapanowała kompletna cisza. Mocno się w nią wtuliłam. Zasnęła. Ufff...
Na mnie czeka stos prasowania a ja tu siedzę i stukam. Blog to niezły zjadacz czasu... Ale czy ja ciągle muszę tylko skupiać się na tym, co trzeba? Troszkę czasu tylko dla mnie też się należy...

P.S. Pasta z bobu właśnie się skończyła. Może nie wygląda zbyt apetycznie, ale jest smaczna i co najważ niejsze zdrowa. A ja dziś bardzo mądrze postąpiłam. Umyłam włosy i po godzinie wyszłam na dwór. Owiało mnie niesamowicie. Żebym tylko się nie rozchorowała z tej mojej głupoty. Matka w chorobie to baaaardzo zły pomysł.


P.S 2 Mała nauczyła się nowych 'słów":
-natać (gdy czegoś chce )
- gok (guzik;))
- nie cie (nie chce)
- mak ( cholera wie co to, ale powtarza to parę razy dziennie)

poza tym: gakak , mama, tata, baba, bum bum no i oczywiście AAAAKKKK:)


3 komentarze:

  1. My też mieliśmy dziś szczepienie. Współczuję tych hałasów. Koło mnie budują bloki i też w kółko hałasują od rana. Są też dobre strony, im wcześniej wstaniesz, tym więcej będziesz mieć dnia na, powiedzmy, obijanie się. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to brzmi bardzo przekonywujaco:)
      Bo czasem przez moje długie spanie wszystko robie w biegu..

      Usuń
  2. U nas dla odmiany za trzęsienie szczekających psów. Niektóre babcie mają ich po 4! To się nazywa hałas, blokowisko a człowiek czuje się czasem jak w schronisku dla psów. I uśpij tu dziecko, wrr. Oni trzymają je na balkonach przez cały dzień :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za odwiedziny.
Zapraszam ponownie:)