środa, 11 września 2013

Witam się z Wami kochani po krótkiej nieobecności... Dopadło mnie paskudne choróbsko, które odebrało mi wszelkie moce. Ostatkiem sił doglądałam Nikosi, ale nawet nie miałam sił iśc z nią na spacer:( Teraz jest już znacznie lepiej, został mi tylko ból gardła... Oj śmiem twierdzić, że nie ma nic gorszego niż zajmowanie się dzieckiem w chorobie... Mała chciała się bawić a ja trup...
Martwię się, bo jak wróciłyśmy dziś ze spaceru to bardzo zmarkotniała i usnęła sama niemal na siedząco, co zdarza jej się tylko, gdy łapie ją gorączka:/ Boję się, że ją zaraziłam. Narazie nie ma gorączki, zobaczymy jak dalej... Pocieszam się, żę to może pogoda na nią tak wpływa, bo rozpadało się i jest baaardzo pochmurno i sennie... Oby to było to!!!
Z pozostałych spraw, optymistycznych to Nikosia wkońcu chodzi!!!! Kiedyś już tu się na blogu chwaliłam, ale okazuje się, że wtedy to było chwalenie na wyrost... A teraz chodzi świadomie, nawet jak klapnie na pupę to wstaje i idzie dalej i co najważniejsze sprawia jej to ogromną radość!! Matka puchnie z dumy! Jeszcze biegam za nią z bijącym sercem, bo te krok taki niepewny, ale z każdym dniem będzie lepiej i stabilniej. Narazie mamy trzeci dzień chodzenia. Po domu rzadziej chce dreptać, jednak woli na czworaka ale też zdarzy jej się iść na nóżkach...
Śmiać mi się z niej chce niesamowicie, bo strasznie przeżywa prognozy pogody w tv. Siada wtedy z paluszkiem wymierzonym w tv i krzyczy głośnow swoim języku. Inne programy ją nie ruszają, tylko ta pogda.... Zabawne to...
Tata Nikosi ostatnio doznał jakiegoś nawrócenia! Miłość aż z niego kipi! Ostatnio tak zachowywał się na początku naszej znajomości!! Nie wiem co mu się stało, ale podoba mi się to.I wkońcu wział się na nowo za siebie, zaczął ćwiczyć. oj tyle lat treningów a ostatnio odpuścił i odrazu po nim to widać. Tak- oczywiście kocham go takim jakim jest, ALE... lubię jak dobrze wygląda. :) Powiedział ostatnio, że już na wiosnę chciałby nas widzieć u siebie...Oj ale ja biorę poprawkę na to, co mówi, bo jakoś nie wydaje mi się to takie realne... No i czeka nas kredyt na dom... Połowa od razu spłacona a reszta będzie się za nami ciągnąć, ale TO NIE WAŻNE!!!:) Ważne, że wkońcu będę miała swoje wymarzone kąty, urządzone tak jak ja chce i podwórko i jakiś mini ogródek...mmmmmmmmm........:) Ale jeszcze trochę do tego czasu minie. W każdym razie warto czekać!

2 komentarze:

  1. I u nas panuje choroba... i ten deszcz. Depresja mnie łapie. 4 kąty, całkiem własne, to jest to. Dacie radę, no i ładnie będziecie mogli urządzić podwórko pod dziecko. :) Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wam rowniez zyczymy zdrowka a depresji mówimy stanowcze NIE!

      Usuń

Dziękuje za odwiedziny.
Zapraszam ponownie:)