sobota, 31 sierpnia 2013

Piknik rodzinny

Obudził mnie dziś... smrodek;) Po szybkiej analizie zrozumiałam- kupa. Mała spała w najlepsze, była dopiero 7. Postanowiłam mimo to ją obudzić, bo ostatnio miałyśmy nie mały problem z odparzeniem po takiej nocnej "bombie". Po zmianie pampersa zrobiłam Małej mleko, wypiła a potem... zasnęła! Długo wahałam się czy już wstać czy też wsunąć się jeszcze pod cieplutką kołderkę obok mojej księżniczki. Chyba nie muszę mówić którą opcję wybrałam?:)
I tak spałyśmy do 10!!! Wstałam w popłochu. Matko!! Ta godzina a tu tyle do zrobienia... Zaraz zaraz... Jest sobota, obiad z wczoraj, porządnie sprzątane dwa dni temu- wyluzuj kobieto! a jak tak to luz:) Nikosia zjadła drugie śniadanie a ja już z mniejszymi wyrzutami sumienia spokojnie wypiłam kawę...
W mojej mieścinie odbywał się dziś "piknik rodzinny". W sumie jakoś nie bardzo miałam ochotę tam iść, bo to spory kawałek drogi, ale koleżanka mnie namówiła. Oczywiście o umówionej godzinie nie dało rady, bo Nikosia drzemała jednak około 16 wyruszyłyśmy... Ja z moją córką i Kasia ze swoją córką (w wieku mojej) i czteroletnim synkiem. Droga była dłuuuga...Jak nie moja wiła się jak węgorz i próbowała oswobodzić z pasów(za wcześnie pochwaliłam jej stosunek do wózka) to znów Dominisia szalała. Jak dziewczyny były spokojne to znów mały Arek chciał pić... Na szczęście trasa jest bardzo przyjemna... Las dokoła, rzeka... takie wiejskie klimaty :)
Gdy dotarłyśmy okazało się, że ów piknik to: mecz kilku drużyn juniorów, dmuchana zjeżdzalnia, wata cukrowa, popcorn, kiełbaski- za free. Szkoda tylko, że gdy dotarłyśmy załapałyśmy się tylko na watę, bo wszystko inne pozjadały mośki:) Nikosia boi się waty cukrowej!!! Wogóle niestety była raczej nieznośna i ogólnie panujący tam chaos i hałas nie służył jej- mnie zresztą również.
Do domu wróciłysmy już na samą kąpiel... kolacja, czytanie książeczek(ostatnio na topie są wiersze polskich poetów jka Tuwim, Brzechwa, Chotomska). Gdy tylko próbowałam już skończyć Mała wciskała mi książke i "gakak gakak" co w wolnym tłumaczeniu oznacza "czytaj czytaj":)
Oh coraz więcej to moje dzieciowate rozumie. Dziś, gdy tak tylko powiedziałam, że zaraz idziemy na dwór i żeby buciki założyła to przyniosła mi swojego buta:) A gdy namawiam "pogłaszcz pieska" to głaszcze:) Takich sytuacj, gdy widzę, że ona mnie rozumie jest z każdym dniem coraz więcej!
A ja zawzięcie wertuje dziś blogi kulinarne w poszukiwaniu inspiracj. Ostatnio idę na łatwiznę i non stop gotuję jedno i to samo!
DOŚĆ!!!!
Pozapisywałam mnóstwo ciekawych przepisów i od poniedziałku zaczynam eksperymenty:) Mam nadzieję, że ani siebie ani domowników nie potruję:)

4 komentarze:

  1. wiesz, jak tak piszesz na swoim blogu, to przypominają mi się różne wspomnienia z moimi dziećmi, jak były małe...tzn. może nie przypominają-bo je tak utrwalałam przez lata, że czuję się tak jakby to wszystko było wczoraj, a minęło już 14-16 lat. teraz czekam na maleństwo, które ma się narodzić w listopadzie i cieszę się, że w dobie internetu łatwiej jest szybko zapisywać różne rzeczy za pomocą klawiatury, nie przepadam za pisaniem długopisem, więc nie dałabym chyba rady systematycznie pisać pamiętnika w wersji papierowej;)Pozdrawiam cię cieplutko:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja odkąd pamiętam,odkąd tylko nauczyłam się układać słowa w zdania-pisałam pamiętniki:) Najpierw w tajemnym zeszycie chowanym na dnie szafy a potem w wordzie na lapku. Teraz piszę bloga.. :) Podoba mi się w tym,że mozna wejść z kimś w dialog,wymienic się doświadczeniem itp:)
      Trzecia dzidzia:) Niech rosnie zdrowo a w listopadzie urodzi się sliczna,zdrowa i grzeczna:)
      Rowniez pozdrawiam cieplo

      Usuń
  2. Mój też nie przepada za watą :-)
    Pochwal się co tam gotujesz :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli tylko będzie zjadliwe to nie omieszkam o tym tu napisac :)
      Moja się waty bała.. musiałam ją zjeść tak,by nie widziała:) Nie było to proste,bo ta wata to taka duuuza była:D

      Usuń

Dziękuje za odwiedziny.
Zapraszam ponownie:)