piątek, 30 sierpnia 2013

piąteczek

Tak mi ostatnio coraz fajniej z mym dzieckiem. Wiem, wiem jak to brzmi. Chodzi o to, że Nikosia coraz bardziej komunikatywna. Mam wrażenie, żę rozumie wszystko, co do niej mówię:) I na spacery milej iść, bo przełknęła jakoś wózek- najgorzej z wsiadaniem, dalej jakoś idzie:) I pobawić się fajniej, bo jasno daje mi dozrozumienia co chce robić!! Najbardziej dumna jestem z tego, że... od dwóch dni przynosi mi książki SAMA i chce by jej czytać... Miód na moje serce. Na początki myślałąm, że to przypadek, ale nieee... Czynność ta powtarzała się a już szczególnie wieczorem, gdy pora na sen. Kocham książki i bardzo chciałabym, by i ona podzielała to uczucie. Może mi się uda i nie ójdzie w ślady tatusia, który od książki woli film:)
Co więcej słownik Nikosi efektownie się powiększa hehe... Uwaga!!! Potrafi nazwać, pokazać i dostrzec z bardzo duuuużej odległości kota:) Dziś na spacerze gdy niosłam ją na rękach, nagle wrzasnęła mi do ucha KOT... Patrzę i faktycznie na oddalonej dobrych parę metrów działce błąkał się kocurek...
Ponadto umie nazwać kółko;) No. To już coś. Wszystkie pozostałe rzeczy w dalszym ciągu są gakakami.
Wczoraj wpadła do mnie kumpela z zaległym prezentem dla Nikosi... Pisków było co nie miara, bo prezentem owym była ogromna myszka miki...! Myszka miki to ulubiona i w sumie jedyna postać bajkowa Nikosi. Teraz ciągle ją tuli i wszędzie ją ze sobą targa a raczej probuje bo mysz większa od niej...
Nikosia też posiadła umiejętność, na którą czekałam z wielkim zniecierpliwieniem- nauczyła się schodzić z łóżka... Do tej pory drżałam o nią, bo wchodziła na łóżko ochoczo, ale już z zejściem był nie mały problem.
Chyba tyle w temacie mej córki.
W temacie moich studiów ogarnia mnie czarna rozpacz. Został mi miesiąc na ogrnięcie praktyk a mnie dni przeciekają przez palce i ciągle odkładam to na jutro., na jutro... Zostało mi tylko pół roku i choć jestem prawie pewna, żę z tych studiów raczej nic pożytecznego prócz papierka nie uzyskam to jednak szkoda... Szkoda czasu, pieniędzy... To tylko jeszcze jeden semestr.Muszę to ogarnać. MUSZĘ.
W moim sercu zapanował dziwny spokój. Bardzo to dziwne, bo ostatnio byłam pełna wątpliwości, złości, nawet goryczy w stosunku do M.
Teraz już wiem, czego chce. Wiem, że warto przemęczyć się jeszcze trochę. I nie ważne, niech trwa to nawet rok i więcej. Nie chcę być z nikim innym. Mam przed oczami cel i nie zgubię go!!! To tak mało i tak dużo... Wiedzieć, czego się chce... Gdy człowiek wie to od razu nabiera sił... Tylko muszę myśleć o tyym celu. Wizualizować go... On się zrealizuje. Wiem to.

3 komentarze:

  1. u nas też czytanie jest na topie :) i również bardzo mnie cieszy, że Maluch sam sięga po książeczki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę gaduły. U nas nawet mama i baba poszły w odstawkę, odkąd Klu zaczęła chodzić. Tylko pokrzykuje samogłoskami albo brzęczy po swojemu. W końcu i tak robimy, co chce, to po co ma się wysilać ;) Z czytaniem masakra, nie da mi nadal nic przeczytać, wyrywa mi z rąk wszystko i "czyta" po swojemu.
    Trzymam kciuki za studia! Wszystkie moje dzieciate koleżanki obroniły się pierwsze z grupy, w terminie skończyły studia, tak je dzieci zmobilizowały :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś obiło mi się o uszy,że gdy dziecko uczy sie czegos nowego to wczesniejsze umiejetnosci chwilowo słabną:) moja gada,ale nie chodzi:/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za odwiedziny.
Zapraszam ponownie:)