poniedziałek, 30 grudnia 2013

Moje obawy...

Obudziłam się nagle- o nie! Znów ten sen... Wierzcie lub nie, ale od dłuższego czasu z uporem maniaka śnię o M. Śnię koszmary, w których: on przylatuje do Polski, ale nie ma KOMPLETNIE dla nas czasu; ja go siłą próbuję zaciągnać do łóżka, ale już go WOGÓLE nie pociągam; on nie przylatuje do Polski, gdyż COŚ się dzieje z samolotem. Niby brzmi niewinnie, ale budzę się zlana potem.
Zdałam sobie sprawę, że tak do końca nie umiem się cieszyć z jego przylotu. Kiedyś liczyłam, odliczałam, nie spałam, marzyłam itp. A teraz? Mam obawy, stresuję się...
Moja lista obaw jest długa:
1. Boję się, że on tu nie przyleci, że coś mu wypadnie w ostatniej chwili...
2. ... o jego bezpieczny lot
3. ... chwili gdy go zobaczę, że wypalę z czymś głupim
4... że już nie czujemy do siebie tego, co wcześniej, że się zmieniliśmy
5... że Nikosia go nie zaakceptuje
6... że zaakceptuje go za bardzo i będzie cierpiała jak odleci
7... że M będzie zazdrosny o Nikosie
8... że Nikosia będzie zazdrosna o mnie
9... że ja będę zazdrosna o Nikosie
10. ... że nasz seks to już nie będzie TO
11... że Nikosia nam nie pozwoli sprawdzić czy to jeszcze TO
12... gdy się okaże, że to jednak TO to spłodzimy kolejnego maluszka
13. ... że się nie wyśpie przez jego chrapanie...
14. że teraz się w sumie odzwyczaiłam i trzymam a potem po rozstaniu będzie TRAGEDIA


Lista jest o wiele dłuższa, ale nie będę przynudzać... Już chyba wiem, dlaczego ostatnio tłukę szklanki (i filiżanki)... Jestem myślami daleko, daleko... Nie wiem doprawdy w jakim stanie psychicznym dotrwam jego obecności... 

Tak poza tematem to Nikosia chyba postanowiła mi zrekompensować chwile grozy na spacerze,bo już do końca dnia była radosna i w miarę grzeczna.:)

"Fantastyczny" spacer

Nie wiem doprawdy czy noszę w sobie jakąś negatywno-niszczącą energię, ale ostatnio wszystko w moich rękach się psuję. Nie ma dnia bez stłuczonej szklanki bądź spalonej żarówki a nawet o zgrozo spalonego obrusa! Najpewniej te moje ręce są po prostu "graślawe":) No nic przy okazji najbliższych zakupów trzeba się rozejrzeć za nowym obrusem i kompletem szklanek, które i tak pewnie niedługo ulegną destrukcji.
Miał być piękny, uroczy, wiosenny (bo jak inaczej nazwać tę porę roku??)spacer a skończyło się na nerwach Nikosi i mojej bezsilności. Oh, no nie chcę znów produkować negatywnego postu, ale cóż życie jest jakie jest i takim je opisuje. A zaczęło się od krótkiej rozmowy z Kasią, którą N widywała co dzień w porze letniej. Teraz kilka słów w jej stronę spowodowały wicie, wyginanie i krzyk... Potem w sklepie jakaś młoda mama uśmiechnęła się do niej i to samo jak powyżej, lecz o większej sile. Z tego wszystkiego musiałam znacznie przyspieszyć moje zakupy i oczywiście mnóstwa rzeczy zapomniałam. Następnie udałyśmy się do banku, gdzie miałam nadzieję popłacić rachunki... oho... tak jak szybko weszłyśmy tak i wyszłyśmy. Myślałam, że w parku nabierze nieco ogłady...Nic podobnego. No bo jak to tak- ptak siedzi na drzewie i nie chce przyfrunąć tuż pod nogi księżniczki?? A pies? dlaczego on idzie, dlaczego????? a ta ślizgawka? mokra!!!!! I ten patyk- głupi patyk... Widząc, że z miłego chodzenia po trawce i tak nic nie będzie próbowałam ją zapakować do wózka ooo i wtedy to się dopiero zaczęło!!!! PŁACZ A RACZEJ WYYYCIE!! I tak szłyśmy do domu jak za dawnych czasów, jedną ręką wózek a w drugiej ona- cierpiąca i zanosząca się wielkimi jak groch łzami... Gdy jako tako ogarnęłam ten lament na horyzoncie pokazała się sąsiadka(bardzo miła), która pomogła mi i wzięła wózek no i ku mojemu przerażeniu odezwała się do Małej... dalszą część tej opowieści sobie daruję, gdyż brakuje mi synonimów na słowo "płacz"... W takich chwilach naprawdę brakuje mi sił i czuję się jak kompletnie nieumiejącowyrodna matka.
Przeraża mnie strach Nikosi przed obcymi a właściiwie natężenie tego strachu, bo często nawet zwykłe spojrzenie w jej kierunku to już jest igranie z ogniem. Nie izoluję jej od otoczenia, chodzimy w miejsca, gdzię są inni ludzie, nie dalej niż wczoraj odwiedziłyśmy moją koleżankę i było ok.
Oj wychowanie dziecka to ciężki kawałek chleba, a jeszcze trafił mi się wyjątkowo nerwowy egzemplarz( chyba po babci).
Jestem zła, bardzo zła!!!!

piątek, 27 grudnia 2013

I po świętach- dobry, błyskotliwy temat na post to podstawa;)




Kolejny raz wracam... Wracam do Was- jeśli jeszcze tam jesteście i macie do mnie cierpliwość...
U nas delikatnie się uspokoiło, ale było na tyle ostro, że waham lub wahałam się nad przeprowadzką. Problem w tym, że nie stać mnie na wynajem mieszkania a co najwyżej na pokój... Gdyby chodziło tylko o mnie to nie zastanawiałabym się ani chwili... Eh... ciężki temat. Narazie jest lepiej z mamą... Ciekawe na jak długo..
Z szanownym Panem M, to jest tatą Nikosi też był kryzys- kryzys w mojej głowie, z którym nie mogłam sobie poradzić. Ale po raz kolejny zatoczyłam koło i postanowiłam poczekać. Za trzy tygodnie przylatuje do PL i mam nadzieję, że wyjaśnimy sobie nasze wątpliwości...
Święta upłynęły szybko i w sumie niezauważenie... Nie było TEJ magii, choć ze wszystkich sił starałam się ją stworzyć. Wigilię spędziłam tylko z Nikosią...
Apropo... Rośnie Panienka, rośnie:) Ma już 16 miesięcy i...:
-nosi ubranka na 92cm i waży około 13,5 kg
-śpi całą noc 11-12h (chwilo trwaj)
-długo, często i namiętnie rozmawia w sobie tylko zrozumiałym języku, który baaardzo przypomina chiński:)
-mówi: mama, tata, baba, mniam-mniam, ejś(siedz np do pieska), aś(masz), piś(pij), łałał(pies), kopać(piłkę),dudu(dzidziuś), nie, papa, buaa(bułka)

-biega, tańczy (choreografia postępuje;)), kopie piłke, uprawia wspinaczkę stołowo-meblowo-krzesłową i jest naprawdę żywym, energicznym dzieckiem i wszędzie jej pełno. a już napewno ze mną MUSI robić WSZYSTKO... Mama się maluje- Nikosia też. Mama dzwoni- Nikosia też. Mama je- Nikosia też. Mama robi siku- Nikosia TEŻ:) Ojjj...
Nerwus z niej w dalszym ciągu, ale już nie ma histerii, co mnie bardzo cieszy (tfu tfu). Zrobiła się strasznie nieśmiała i wręcz boi się obcych, jest typem dziecka, które musi się z kimś oswoić nim da się nawet do siebie odezwać. Oj niezłe się działy historie, gdy jakiejś pani wpadło do głowy ją zagadywać, gdy byłyśmy na zakupach... Czasem nawet samo spojrzenie już powoduje, że się wstydzi.
w wielkim skrócie to tyle u nas...
zmykam myć ząbki i ułożyć się do snu obok mojej Rybki........

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Zyje

Jestem,żyje..
Nikosia zdrowa,dokucza i wielu nowych rzeczy sie nauczyła. Jest kochana.
Ja mam wielki balagan psychice,problemy mnie przytłoczyły...
wkrotce sie podniosę i tu wrócę.

środa, 13 listopada 2013

"kobiety kaddafiego" Annick Cojean

Przeczytałam w ostatnich dniach książkę, która mną wstrząsnęła. Są książki lekkie, miłe, przyjemne, które w mig się zapomina i są trudne, takie, które pokazują ból, krzywdę i cierpienie, odsłaniają nam prawdę, której nie chcielibyśmy znać. Siedzi we mnie ta książka a właściwie ta historia...
"KOBIETY KADDAFIEGO"
Gdy rozmawiałam z M na temat tej książki to oczywiście pokiwał głową, że to złe, że nieludzkie, ale gdy w kilka dni potem ja znów o tej dziewczynie to on wybałuszył na mnie oczy "to Ty jeszcze o tym myślisz?". Myślę. Bo gdy słyszy się o gwałcie na setkach, tysiącach kobiet to rusza-pewnie, ale gdy utożsamia się z jedną z nich to porusza do głębi. Jestem kobietą, mam córkę i dziękuję Bogu, że mnie się takie coś nie przytrafiło... Soraya... Dziewczyna, która nie zdążyła dorosnąć, której brudnymi łapskami zabrano dzieciństwo i wepchnięto w świat brutalnego seksu, kłamstwa, pieniędzy...
warto przeczytać, naprawdę POLECAM!!!!!!!


!THE VERSATILE BLOGGER AWARDS!

Zostałam zaproszona przez Annę do wzięcia udziału w tytułowej "ankiecie", zabawie- The Versatile Blogger Awards, za co bardzo jej dziękuję.
Do rzeczy, oto 7 faktów o mnie:

1. Jestem wcześniakiem, urodziłam się dwa miesiące przed terminem.
2. Do około 10 roku życia nie wypowiadałam "r".
3. Podczas mojego licealnego życia zostałam wyrzucona ze szkoły. ;)
4. Moją najlepszą przyjaciółką jest... moja 70letnia babcia (kiedyś poświęcę jej osobny post- babcia the        beściara)
5. Trenowałam kick-boxing. (podobno mam talent, ale kontuzja zakończyła moją karierę)
6. Jestem związana z mężczyzną niemal dwa razy starszym ode mnie. (jeszcze żyje heeh)
7. Chciałabym mieć trójkę a nawet czwórkę dzieci.

To takie maleńkie fakciki z mojego życia.
Oto blogi, które nominuję do zabawy:

1.Mama Diabełka
2.Misiowa mama
3.www.jagodowyzakatek.blogspot.com
4.Sopelkowo
5.www.proekt-mama-nie-idealna.blogspot.com
6.www.panna0ceanna.blogspot.com
7.www.zapiski-sc.blogspot.com



DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ

niedziela, 10 listopada 2013

brudne lustro zmusza do refleksji:)

Wczorajszego poranku zwlekłam się leniwie z łóżka i zaraz dostrzegłam sms. To koleżanka, której dawno nie widziałam zaproponowała, bym ją odwiedziła z Nikosią. Pomyślałam a w sumie dlaczego nie. Zjadłyśmy, ogarnęłyśmy się i już 3 godziny później jechałyśmy w odwiedziny.
To był dobry pomysł, bardzo:) Nikosia ostatnio w gościach jest super grzeczna i tym razem również udawała niebywale ułożoną dziewczynkę. Nawet- co w jej przypadku jest dziwne- lgnęła do Ani na kolana! Byłam w szoku jak dziewczyny świetnie się dogadywały. Byłyśmy na spacerze, pobliskim placu zabaw a potem na aromatycznej kawce... Wróciłyśmy pod wieczór i poczułam, że moje akumulatory zostały w pełni naładowane. Ubolewam nad tym, że na codzień tak mało mam towarzystwa innych ludzi. Wszyscy zabiegani,zapracowani albo mieszkający w innym mieście. A ja potrzebuję innych osób, ich rozmów, rad albo zwykłego milczenia... Gdy wróciłam do domu, dostałam od Ani sms "Dziękuje Moniś za miły dzień, zrozumiałam przy was co w życiu najważniejsze". Ale, że jak?? Ze, ja jej uświadomiłam co jest w życiu najważniejsze? jak to? Ja tylko opowiadałam jej o życiu codziennym, o Nikosi, która skradła jej serce i była taaka grzeczna... i gdy Ania mowiła, że chyba gdzieś wyskoczy wieczorem to ja jej, że mnie to już się chyba nie chce, że dla mnie to książka, kocyk, herbatka. I chyba byłam wiarygodna w tym swoim szczęściu, takim spokojnym i ziejącym rutyną... I gdy tak myślałam zmywając makijaż przed lustrem, dostrzegłam ślady ust Nikosi (dawałą dzidziusiowi buzi)... i naszła mnie refleksja. Bo mój dom a własciwie moje mieszkanie czym ono by było bez tego ciągle brudnego od całusów lustra, bez zabawek w każdym kącie, bez brudnych butelek, miseczek, bez plam na dywanie z zupy... czym?


zasnęłam...

Ania z Nikosią

czwartek, 7 listopada 2013

ŻYJ





Jesień zawsze mnie zamyśla...  Nad swoim życiem, nad tym, co było a co może być. Myślę, że w życiu przypadków jest nie wiele. Większość sytuacji to rezultat- rezultat albo ciężkiej pracy albo nicnierobienia, rezultat marzeń bądź podpierania łokci... Bo można narzekać, zazdrościć myśleć "tamten to jest bogaty, napewno miał układy", "nie warto się starać bo i tak nic mi się nie uda"... i leci to życie i dni mijają i już nigdy taki sam się nie powtórzy jak ten dzisiejszy. I mało osób zdaje sobie sprawę, że przeszłość i przyszłość to tylko złudzenie. Liczy się teraźniejszość- ta chwila, tylko ta chwila... i zaraz jej nie będzie i kolejna szansa uleci bezpowrotnie. I żyjemy tak jakbyśmy mieli żyć 10000 lat. Na wszystko jeszcze przyjdzie czas, jeszcze zdąże: zdążę przeprosić, powiedzieć "kocham", przeczytać książkę, pójść do kina, założyć rodzinę, przestać pić, zacząć ćwiczyć. Ale to jutro, nie dziś... Dziś to ja się życiu tylko poprzyglądam, bo czy ja mam na nie wpływ? A po co pójdę na studia jak i tak pracy nie znajdę? Po co na wybory pójdę, bo czy to coś zmieni mój jeden głos?? A to dziecko?? Teraz nie mogę urodzić, teraz jest nieodpowiednia chwila- skończę studia, znajdę pracę- jeszcze zdąże być matką. Dni mijają i szanse uciekają. Bo każda chwila to szansa, by coś zmienić. I to od nas zależy czy usiądziemy z boku, podeprzemy łokcie i poprzyglądamy się życiu czy weżniemy je w garść... Bo to Ty jesteś kreatorem Twojego życia, Ty jesteś jego panem!!
I nigdy nie przestawaj marzyć!!! I zawsze dąż do tego, by być lepszym!! Wycisnij z życia tyle ile możesz. Czytaj, oglądaj, doświadczaj, zwiedzaj, ćwicz, próbuj nowych potraw... Kolekcjonuj chwile. Wyobrażaj sobie co chcesz robić za rok, w jakim etapie swojego życia być i jaa to osiągnać. Ciesz się ze swych drobnych osiągnięć. Ucz na błędach!! Poznawaj ludzi!!! Doceniaj to co masz, ale nie spoczywaj na laurach. Szanuj innych i siebie samego!!! Szanuj swoje życie.
ŻYJ!!!!!!!!!!!!!

poniedziałek, 4 listopada 2013

szklanka do połowy PEŁNA


                           

O jakaż ja nieszczęśliwa jestem... jaka zmęczona!! One świat poznają, na imprezy chodzą, podboje miłosne mają... A ja? a ja kolejne pranie nastawiam,wieszam,prasuje, nastawiam, wieszam... One do kina chodzą a ja kolejną bajkę na disney junior oglądam... One ładne fryzury, makijaże a ja... ja włosy na krótko, bo czasu brak, bo tak łatwiej... a paznokcie to już dawno lakieru nie widziały. One nowe sukienki a ja co najwyżej nowy dres, bo ona i tak mi go uświnia w zupie.A sąsiadka to ma czas, by usiąść i wypalić papierosa, kawkę aromatyczną wypić... A ja? ja biegam i ta kawa stygnie i potem taką zimną trzeba pić... a papierosów to ja nawet kupić sobie nie mogę, bo żal, bo szkoda... bo za taką cenę to ja jej nową książkę kupię. A oni?? a oni zawsze razem... on ją całuje, głaszcze po włosach a ona tak patrzy na niego i mają siebie a ja... a ja sama- jak kołek... a on? on to ma fajną mamę... a ja??? a ja taką wrednowatą zołzę... a jej dziadek żyje... a mój już nie... A ON?? A ONA??? A ONI???!!!!!!! A ONA??????? Bo ona ma, a ja nie........................
D.O.Ś.Ć!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
jestem szczęśliwa. jestem. szczęściem dla mnie jest zimna kawa, bo wolałam bawić się z nią w berka i tulić, tulić, tulić... i szczęściem są jej duuże zielone oczy patrzące na mnie z miłością... i gorące, pulchniutkie rączki obejmujące moją szyję... i szczęściem jest buchające parą żelazko i zapach świerzego prania... i szczęściem jest sterczenie przy garach, by potem ona wsuwała aż miło... i zapach jej włosów i jej nieporadne jeszcze całusy...i szczęściem porozrzucane zabawki wieczorem...
i on... to szczęście, że go mam. gdy zły jest, bo nie odzywam sie dwie godziny i gdy zazdrosny jest i gdy obiecuje, pociesza... szczęściem jest, gdy siedzimy do 4 i choć zostało mi 2 godziny snu to siedzę i rozmawiam. i szczęściem jest ta cisza w słuchawce, gdy żadne nie chce się rozłączyć...
i ona jest szczęściem. mama. bo jest zdrowa, żyje. bo gdy nikt nie chce pomóc ona pomoże. bo mnie urodziła, wychowała, bo jest.
i on jest szczęściem. dziadziuś. bo wciąż żywy w moim sercu, bo potrafił sto razy w ciągu dnia mówić :kocham Cię wnusiu". bo kupował mi cukierki, nawet gdy dawno już przestałam być dzieckiem....
jestem szczęśliwa. JESTEM

A Twoja szklanka??

sobota, 2 listopada 2013

Oczami dziecka... z pamiętnika Nikosi

Czemu mama nie rozumie, że jest mi gorąco. Kopie kołdrę a ona znów mnie przykrywa. MAMO gorąco mi w nóżki- nie nakrywaj mnie. Czasem budzę się w nocy i chcę się już bawić, ale mama śpi. Chcę ją obudzić i wchodzę na nią, szturcham- MAMOO wstań, ja już się wyspałam, chcę się bawić. Ale mama nie wstaje, nakrywa mi nóżki, wtula nos w moje włosy i... jest gorąco, ale tak miło, błogo, sennie. Zasypiam znów- zabawki poczekają.
Otwieram oczy a jej nie ma. MAMOO gdzie jesteś??? MAMOO!!! O idzie... wstała już, ale ciągle biega w piżamie. Uśmiecha się do mnie, wtula... O nie!!!Mamo już nie będziemy spały. Biegnę do zabawek. O wózek, lala, samochody, książeczki. Jakże ja się za wami stęskniłam, czym tu się bawić, czym. Minutkę samochodem, chwilkę książeczką i parę sekund lalą. Jak dobrze się bawić. O... mleczko, mleczko!!! MAMOO- jestem taka głodna, skąd wiedziałaś?? Mmmm jest pyszne a niemiłe uczucie w brzuszku ucieka.
Mama mówi, że idziemy na dwór!!! Hurrra- na dwór!!! Niosę mamie buciki. MAMOO załóż mi je szybko i idziemy. Lubię swoje buciki, mają takie długie sznurówki. Ostatnio odkryłam fajną zabawę i mamie też się chyba podoba. Ja odwiązuje a ona biegnie i je zawiązuje. Potrafimy tak wiele razy:) Lubię zbierać listki i kamyczki. oglądać samochody, kury i inne ptaszki. Chodzimy z mamą do sklepu. Lubię, gdy mama kupuje mi bułkę, jest taka smaczna. Fajne są nasze spacery, tylko czasem za szybko się kończą... Smutno mi wtedy i płaczę. MAMOO nie idźmy jeszcze do domu... Ale mama nie słucha, często muszę robić coś, czego nie chcę. Dlaczego nie mogę robić tego, co chcę??!!! Zła jestem z tego powodu. Zła na mamę. Chcę ją ugryźć, zbić, MAMOOO dlaczego mi nie pozwalasz- to nie sprawiedliwe!!!! Ale ona się nie gniewa... MAMOO przepraszam, nie chciałam Cie ugryźć, przytul mnie...
Lubię mamę, jest tylko moja. Nie lubię, gdy z kimś rozmawia. Dlaczego ktoś zaczepia moją mamę??? Ona jest moja. I wtedy płaczę. MAMA jest moja! Czasem Mama włącza komputer i rozmawia z jakimś panem. Ten pan jest śmieszny. Macha do mnie, pokazuje różne przedmioty, rozmawia ze mną. Całkiem go lubię. Ten pan ma chyba na imię tata, bo tak się przedstawił.
Oh... jestem zmęczona... MAMO!!! jestem zmęczona, utul mnie, daj smoczka i przytul tak jak tylko Ty potrafisz... Co? Tak, tak wiem, kochasz mnie. Oj mamo nie pamiętasz mówiłaś mi to dzisiaj milion razy... Ja ciebie tez kocham mamo.

piątek, 1 listopada 2013

Rodzeństwo przyrodnie..

Jak to jest, że w ciągu dnia, wśród sterty obowiazków  mam sto pomysłów na temat kolejnego postu... Karmię Nikosię i nagle jest!! WENA!! Wena, której nie mogę spożytkować w danej chwili... A teraz, gdy już zanęła, siedzę i stukam do was literki, ale przyznam się bez bicia- idę na żywioł:) Oczywiście nie wyłamię się jak napiszę, że dzisiejszy dzień natnął mnie refleksją i myślami jestem z tymi, których już nie ma... Parę minut temu byłam na spacerze z psem i nie wiem czemu, ale gdy jestem smutna to właśnie na spacerze z pupilem coś we mnie pęka i z oczu cisną się łzy... Pewnie dlatego, że noc, że jestem sama, że nikt tego nie zobaczy... A przecież to nie wstyd płakać... A jednak chowam w sobie te uczucia... Ale za to wróciłam oczyszczona... 
Co u nas? Nikosi ząbki dały wytchnienie i wrócił stary porządek dnia bez zbytnich ekscesów. Ładnie sobie współpracujemy. Mogę bez stresu ugotować obiad, bo Mała  akceptuje, że jest czas,gdy musi sama sobie zorganizować zabawę... Ostatnio z namiętnością ogląda książki, książeczki, albumy i gazety... Nie ważna treść ni rysunki ważne są... strony.... Byle je wertować, przewracać w tą i spowrotem... Kto wie.. Może wyssała z mlekiem miłość do książek;)
Ja z kolei w weekend byłam w szkole... Zaliczono mi praktyki a teraz z zapartym tchem czekam na decyzję w sprawie stypendium (niestety nie naukowym)... Nie do wiary, że jeszcze tylko 4 miesiące i już koniec... To był fajny czas. Choć nie było to typowo studenckie życie zakrapiane alkoholem. Poza tym ostatnio mnie nosi. Nie usiedzę w domu, dlatego troszkę sobie pojeździłyśmy z Małą. Troszkę u znajomych, troszkę u rodziny... W międzyczasie skończyłam 3 tom pana Greya i wczytuję się w kolejną powieść, ale to już nie to... Ehh... 
Piszę i piszę i siedzi we mnie temat, który chciałabym podjąć... RODZEŃSTWO PRZYRODNIE.
Nie, to nie o moje rodzeństwo chodzi, bo takiegoż nie posiadam. O rodzeństwo Nikosi mi chodzi. Przyznam się, że gdy M o nich nie mówi to czasem zapominam, że oni istnieją. Łatwo mi to przychodzi, bo mieszkają na drugim końcu świata... Ale fakt faktem siedzi to we mnie. Martwię się czy zaakceptują Małą czy ja polubią, pokochają... I może to szczeniackie, ale jestem o nich irracjonalnie zazdrosna. Czasem wstyd mi przed samą sobą, ale tak- jestem zazdrosna o dzieci M. Chciałabym, by Nikosia była całym jego światem, by nie musiała się dzielić tata z nikim (chyba, że z moim dzieckiem). Jestem zazdrosna jak diabli i rozgoryczona, że one mają go praktycznie na codzień podczas, gdy moja córka widziała go raz w życiu na żywo. Jestem wściekła, gdy rozmawiając ze mną godzinę to całą godzinę opowiada mi o problemach syna nie pytając co u Małej... Tak,wiem, że ją kocha i że nie robi tego celowo... A le i tak mi źle. Ale zaraz tłumaczę sobie, że kocham go. Kocham go z całym tym bagażem, z jego problemami,  z problemami jego dzieci. Tłumaczę sobie, ale gdzieś siedzi obawa, że... Może dlatego tak myśle, bo już tyle czasu go nie widziałam...
Łatwiej byłoby być z kimś bez przeszłości... Łatwiej... Ale nie potrafię. I siedzę tu jak zakonnica pustelnica i czekam i czekam... i czas przelatuje przez palce i pocieszam swoje serce i czekam.... i czasem rzygam tym czekaniem i chce go mieć już, teraz... A jego nie ma. Jest tam i pisze i mówi, że kocha i, że będzie dobrze, że już wkrótce razem........... Trzymam się tego!!!

czwartek, 24 października 2013

ząbki ATAKUJĄ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Och...Ciężkie dni nastały. Nikosi idą ząbki... To niewiarygodne wprost a w jakim tempie one wychodzą... Ma ich już 17!!! Szczęście w nieszczęściu, że wychodzą one zawsze grupowo: po 2 a nawet 3 albo jak teraz 4. Mała jest płaczliwa, nieznośna. Każdy nawet najmniejszy szczegół powoduje histerię i to taką, że rzuca się na podłogę i wierzga nogami i krzyczy. Głośno. Siadam wtedy przy niej i czekam, czekam aż jej minie. Zazwyczaj po 2, 3 minutach wstaje i wtula się we mnie. Wczoraj z tego powodu miałam kolejną "wymianę zdań" z moją mamą. Gdy Mała wpadła w histerię wpadła do mojego pokoju z paniką i nerwami co ja temu dziecku robię, że tylko przy mnie się tak zachowuje, że jak jest z nią sama to tak nie robi a wogóle to czemu ja tak siedzę a nie wezmę ją na ręce... Po czym wzięła Nikosię na ręcę podczas płaczu i wiecie co Mała zrobiła? Zaczęła jej się wyrywać, krzycząc głośniej i ugryzła ją. Mało to było śmieszne, ale gdzieś wewnętrznie się uśmiechnęłam i poczułam satysfakcję. Wyszła z pokoju burcząc coś pod nosem.
Nie jest łatwo przetrzymać taki "atak" u dziecka. We mnie aż się gotuję jak widzę jej łzy i słyszę płacz. Pewnie, że mam ochotę mocno ją przytulić i uspokoić jak najszybciej, ale zauważyłam, że Mała ma mnie w garści. Za każdym razem, gdy coś nie idzie po jej myśli, gdy chce mojej uwagi to tak robi. Wymusza. Muszę być silna i pokazać jej, że nie tędy droga, że to nie pomoże. Nie wiem czy dobrze robię, ale widziałam efekty mojego działania... Przez 2 miesiące było dobrze a teraz przez te ząbki znów to się dzieje. No cóż, nie pozostaje nam nic innego jak dać radę. Gdy czasem brak mi sił albo jestem zdenerwowana to powtarzam sobie, że to w końcu ją boli a nie mnie. Ból uśmierzamy maścią "BOBODENT" i syropkiem przeciwbólowym, ale to już w ekstremalnych przypadkach. Przy poprzednich ząbkach miałyśmy czopki "VIBURCOL" i to było niezawodne, naprawdę polecam.
U nas dziś deszczowo, pochmurno, ale ciepło. Gdy deszcz trochę ustąpił i jedynie mżawka siączyła to założyłam Małej kalosze i w drogę:) Uwielbiam te nasze spacery....... Póki Jaśnie Pani śpi zaraz zrobię sobie kawę i zasiadam przy książce... Kończe 2 tom Greya, jeszcze tylko 50 stron. Idzie mi opornie, bo strasznie mdło i romantycznie się zrobiło a ja lubię pikanterię;) Oj... Ten Christian strasznie mi przypomina M... Ale cciiii... nie mogę za dużo zdradzić.......

Miłego popołudnia KOCHANE:***

wtorek, 22 października 2013

14

W sobotę moja Urodnica skończyła 14 miesięcy, trochę z poślizgiem jednak napiszę podsumowanie:)

WAGA: około 12 kg
WZROST: 85 CM
ILE MAM ZĄBKÓW: 16
CO UMIEM:
-chodzić do tyłu;)kręcić się wokół własnej osi i... biegać
-robić "cześć"
-dawać buziaki (w końcu!!!)
-przykładać telefon do ucha i robić "hallo"
-mówić: daj, dać, jeść, niam, mamo, babcia(!) i wiele słów przypominających chiński;)
-zjeżdżać sama ze ślizgawki
-wchodzić po schodach (!)

 To tylko miesiąc.. a dla tej małej istotki przyniósł duże zmiany, których nie do końca umiem tutaj opisać. Jest bardziej komunikatywna. Bardziej niegrzeczna, bo wszytko chce sama i musi być tak jak chce..
A ja kocham ją o ten jeden miesiąc bardziej!! Moja mała Nikosia.................

poniedziałek, 21 października 2013

Ostatnie dni nie należały do łatwych... Głównie psychicznie źle się czułam... Nie będę się tu bardzo rozwodzić dlaczego, ale powiem, że miałam już napisać post zatytułowany "Matka- mój wróg"... Niestety nasze relacje zazwyczaj są nie do zniesienia a fakt, że muszę z nią jeszcze jakiś czas mieszkać nie ułatwia. Smutne to, ale bywają takie dni, że nie moge znieść jej obecności... Teraz, dziś jest nawet

ok- aż do następnego razu, kiedy to padną niechciane słowa, które zbierają się i zbierają w pamięci, gdzieś na dnie serca, by w najmniej odpowiednim momencie o sobie przypomnieć. Dość! Atmosfera się oczyściła i ja też. Dosłownie. Miałam wczoraj atak migreny (nie wiem czy to już migrena, ale zwykły ból głowy to z pewnością nie był). Czułam, że zaraz pęknie mi głowa na milion małych kawałków a oczy wyskoczą z orbit. W końcu skończyłam nad sedesem rzygając jak kot (przepraszam za dosłowność)... I ulżyło:)
Dziś obudziło mnie piękne październikowe słooońce- cudownie:) Wybrałyśmy się z Nikosią na spacer, zakupy, do urzędu. Księżniczka tak się wyszalała, że sama- SAMA pchała się do wózka, by odpocząć. W drodze powrotnej zasnęła twardym snem, na tyle twardym,że gdy rozbierałam ją już w domu to nawet nie drgnęła... Za to popołudnie było dramatyczne. Powód? Zęby... Wszystkim trójkom zachciało się wyjść- tak, wszystkim na raz! Trzy już wyszły a jedna chyba dziś przebijała dziąsełko. Był płacz, rozdrażnienie, brak apetytu i ogółem WSZYSTKO NA NIE!!!!!!!!! Czuję się jak po maratonie... Oby jutro było lepiej. Z pozostałych spraw to mamy chyba problem z kupą, tzn Mała ma ja nie mam hi hi hi. Piszę "chyba" bo nie wiem czy dzień lub dwa bez niej to już problem?? No i gdy już "akcja" trwa to jest lament i bardzo się musi namęczyć. Piszę to nie dlatego, że strasznie lubię pisać o kupach, ale dlatego, że potrzebuję waszej rady- jak jej pomóc?? Sok jabłkowy itp nam nie pomaga za bardzo:(
A co u mnie?... Ja powróciłam do swojej pasji, jaką jest czytanie. Chłonę właśnie drugi tom "50 TWARZY GREYA". Naprawdę szczerze polecam, czyta się lekko, szybko i  z wypiekami na twarzy:) Romantyzm, perwersja, erotyzm- to wszystko przeplata się umiejętnie... Polecam.






wtorek, 15 października 2013

Taka duża dziewczynka a płacze...

Napewno każda z Was kojarzy ten tekst. Przeważnie używa się go, gdy owa "duża dziewczynka" rozpłacze się w miejscu publicznym bądź na imprezie rodzinnej... Ehh... Niedalej niż wczoraj pojechałam z Nikosią do mojej ciotki, zaliczyłyśmy też plac zabaw, na którym Mała nigdy nie była i baaardzo przypadł jej do gustu. Gdy trzeba było się stamtąd zabierać Nikosia donośne wyraziła swoje niezadowolenie. Jako,że takie sceny bunty zdarzają mi się około 50 razy na dobę;)z zimną krwią i obojętnością ładowałam ją do wózka. Wiedziałam, że wszelkie próby mojego pocieszania czy wogóle rozmawiania tylko pogorszą sprawę a za parę sekund jej minie.I wtedy moja siostra wyskoczyła "TAKA DUŻA DZIEWCZYNKA A PŁACZE- BĘDĄ SIĘ Z CIEBIE ŚMIAŁY DZIECI".
UUUU... Ugodziła mnie tymi słowami. Niby nic złego, a Mała pewnie nawet nie zwróciła na to uwagi, ale ja- ja zwróciłam. Bo ja doskonale pamiętam jak mnie tak wiele razy mówiono i pamiętam, że zakorzeniło się to we mnie przekonaniem, że łzy to wstyd, że zawsze trzeba być wesołym, pogodnym a złe emocje należy tłumić... Czy wiek jest wyznacznikiem kiedy można płakać a kiedy nie? Czy tylko noworodki mają prawo do płaczu??? Gdy moja dziecko płacze, reaguję w różny sposób, zależy jaki jest powód. Czasem wystarczy przytulenie, kiedy indziej odwrócenie uwagi albo tak jak w powyższym przypadku brak reakcji. Ale pamiętam, by jej nie zawstydzać, nie ośmieszać i nie drwić z jej problemu.
Kolejnym znanym i równie denerwującym mnie tekstem jest "Przyjdzie pan i cię zabierze". Na litość boską!!!Jaki pan, gdzie zabierze??Po co stresować dziecko, po co straszyć??? Na mojej czarnej liście znajduje się również "NIE DYSKUTUJ". Rodzic z jednej strony chce mieć inteligentne dziecko, które umie się komunikować, chcą być powiernikami dziecięcych spraw i problemów, ale gdy ten mały człowiek, nastolatek ma inne zdanie na jakiś temat mówią "nie dyskutuj!"... UWAGA! Informacja z ostatniej chwili dziecko to również jest człowiek, który ma SWOJE upodobania, SWÓJ charakter i nie jest wierną kopią swoich rodziców. Rozmawiajmy z dziećmi, pokażmy im, że ich problemy są dla nas ważne, nie obśmiewajmy, nie bagatelizujmy... Dajmy im prawo do wyboru... Wiadomo, że gdy na dworze zima to czapkę trzeba założyć nawet, gdy ono nie chce, ale dajmy mu wybrać, którą... Gdy dziecko w połowie posiłku odmawia dalszego jedzenia, nie zmuszajmy, nie pajacujmy- uszanujmy jego decyzję. Nie łatwo wychować dziecko... Każdy z nas popełnia błędy, ale ważne, by się starać być lepszym,mądrzejszym i świadomym rodzicem czego i Wam i sobie życzę:)


niedziela, 13 października 2013

O szczepieniu raz jeszcze!

Komentarze pod moim ostatnim postem zmobilizowały mnie do szerszego podejścia do tematu... Otóż najpierw powiem, że moje negatywne opinie nie wzięły się "z chmury", nie sądze, że szczepienia są złe BO TAK,BO TAK MI SIĘ WYDAJE. Docierają do mnie takie informacje z różnych źródeł, od róźnych osób i nie, nie są to osoby typu sąsiadka czy pani z warzywniaka (nie ujmując żadnej z nich)., ale są to osoby inteligentne, wykształcone, które znają temat od podszewki i naprawdę dysponują ogromną wiedzą OPARTĄ NA FAKTACH I DOWODACH. Ja nie uważam się za kogoś na tyle doinformowanego, by tu przedstawiać swoje argumenty, ale  podam poniżej linki do ciekawych filmów, wywiadów. Proszę nie zrażajcie się długością i tym, że może chwilami jest nudno. Proszę obejrzyjcie, obejrzyjcie a potem pomyślcie o tym tak szczerze... Być może nikt tego nie obejrzy, bo niestety taką wiedzę sprzeczną z naszymi przekonaniami się odrzuca. Wiem, bo ja też tak do końca odrzucam to... Obejrzyjcie proszę. Jeśli nie dla siebie, to dla swoich dzieci.

wYWIAD Z DOKTOREM JERZYM JAŚKOWSKIM
WYWIAD Z PROFESOR MAJEWSKĄ
DR NANCY BANKS
suzanne humphries

Oczywiście takich filmów i sygnałów jest mnóstwo! Zadaję sobie jedno pytanie, czemu lekarze nie rozmawiają o skutkach ubocznych, dlaczego nie rozmawiają o składzie szczepionek? Dlaczego w mediach najczęściej podawana jest tylko jedna strona medalu???

czwartek, 10 października 2013

Kuj kuj ałłła czyli dziecko pod igłą...

Wczoraj był oto ten straszny dzień, kiedy moje dziecko zostało zaszczepione:( Nie ufam szczepionkom, im więcej się dowiaduje na ten temat tym bardziej im nie ufam. Moim zdaniem to czysty biznes a szczepionki same w sobie wcale nie służą ochronie przed chorobami... Tak, tak pewnie nasuwa się wam pytanie, skoro mam taką opinię to dlaczego posłusznie oddaje dziecko pod igłę??? Hmm... Dobre pytanie. To tak jak z moją wiarą... Wierzę, ale nie chodzę do kościoła... A tu nie ufam a szczepię. Kolejny raz brak we mnie asertywności... A przede wszystkim brak wiedzy czy unikając szczepienia nie naraziłabym dziecka na krzywdę. Bo każdy szczepi. Bo ja byłam szczepiona i mam się dobrze. Głupie. A jednak...
Nikosia nie dała się zbadać. Na widok pielęgniarki a jeszcze bardziej na widok lekarza zaczęła się wić, wierzgać, wyginać... Badanie poszło baaaardzo szybko, było wręcz prowizoryczne. Samo ukłucie wywołało mega płacz, ale krótki. Intensywny, krótki który zaraz moje ramiona i ciepłe słowa ugasiły...
Kolejne szczepienie 20 listopada... Już mam stresa na myśl o tym dniu. Łzy mojego dziecka to cios prosto w moje serce...
W ogóle cały wczorajszy dzień był dziwny, Mała całkiem się rozregulowała. Obudziła się o 5 ot tak chętna do zabawy!!!! Byłam w szoku bo wstaje zawsze około 9. No nic zrobiłyśmy mleczko, tuli tuli i zasnęła i spała, spała, spała aż do 10:15!!! Już się ucieszyłam, że zaśpimy na to szczepienie. Po powrocie z ośrodka mimo zapewnień miłej pani pielęgniarki,że teraz będzie spać jak suseł na przekór tym słowom nie spała. I dopiero o 17:30 padła. Pomyślałam- ładne rzeczy, teraz pośpi ze 2 godzinki a potem zabawa do 1. Na szczęście drzemka trwała godzinkę a o 22:30 już Królewna spała na noc...
Dziś wszystko idzie swoim rytmem i właśnie Córka łapie drzemka a matka stuka gotując równocześnie obiad. Że też nie mam trzech rąk, a najlepiej czterech...
Pogoda u nas dziś CUDO!!! Słoneczko, taka złota jesień, która chyba każdy lubi a ja kocham i marzy mi się grzybobranie... Marzenie ściętej głowy.

wtorek, 8 października 2013

Lekcja asertywności i kultura przede wszystkim!

Przychodzą do mnie czasem takie dni, kiedy lenistwo wypełnia mnie od czubka głowy po najmniejszy palec u stopy...
DZIŚ JEST WŁAŚNIE TEN DZIEŃ!
Gdybym miała taką możliwość zapewne nie ruszyłabym tyłka na krok od komputera, popijając przy tym hektolitry kawy.. Ale wszak jestem mamą małego Urwisa i ten Urwis nie da mi tyle wytchnienia. Póki co śpi a ja mam chwilę dla siebie. Chwilo trwaj!:)
Wiecie, może jestem zbyt wymagająca od innych, może skomplikowana a zimny chów mojej matki sprawił, że jest tak a nie inaczej... Do rzeczy.
Parę dni wstecz szykowałam właśnie Nikosie na dwór, pozostała tylko kurtka i buty, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Otwieram. "KOLEŻANKA" ze swoim niespełna dwu letnim synkiem.
-Hej Monia, co tam? Mogę wejść?
-Wiesz właściwie wychodzę, ale wejdź...
Postawiła Małego na podłodze po czym mówi, że skoczy na chwilę do sąsiadki i zaraz wróci. I wyszła!!! Mały zaczął mi roznosić mieszanie. Dosłownie.
Za chwile jego mama wróciła i bez skrępowania pyta czy zrobię jej kawę. Jestem mało asertywna, no głupio było mi ją wygonić więc rozebrałam Nikosię z bluzy i zrobiłam jej tą kawę. Pomijając, że ten Mały wręcz dokuczał NIkosi- no ale to tylko dzieciak- to zaczęły się od strony koleżanki super rady. Wzięła Małą na kolana i z tekstem
- oj Nikolka jakie masz zimne ręce, napewno jesteś zmarznięta. Ubierz ją.
Zamurowało mnie, bo w domu było około 24 stopni, poza tym co to za tekst. Ale zamiast ją ochrzanić mówię grzecznie, że nie jest jej zimno i, że ja też mam zimne stopy i czasem ręce i nie oznacza to, że marznę. A koleżanka:
- Oj Nikosia daj Cię przytulę, bo ta mama nie wie co mówi.
Automatycznie wzrosła we mnie agresja i niekulturalnie zaczęłam ją najzwyczajniej w świecie popędzać. Nawiasem mówiąc jej syn miał na sobie gruby polar a pod spodem z pewnością bluza i koszulka!!!
Rany!!! Jej potrzebna kultura a mnie spora dawka asertywności, bo kiedyś zginę...
Poza tematem to przyszło mi wezwanie na policję około dwóch tygodni temu. Bez wyraźnego nakreślenia o co chodzi. Okazało się, że pokazywali mi moje podpisy ze szpitala na temat edukacji przedporodowej. Pytali czy położne faktycznie ze mną rozmawiali, czy daty się zgadzają z podpisami i wreszcie czy te podpisy są mojego autorstwa. Wczoraj znów mi przyszło wezwanie i szak mnie trafia, bo tym razem jest to na godzinę 8.30 a ja nie mam zielonego pojęcia z kim mam zostawić Małą i jak się tam zjawić... Yhhh....

poniedziałek, 7 października 2013

LIEBSTER AWARD

Zostałam nominowana do zabawy Liebster Award, za co niezmiernie dziękuje Annie:)Postaram się należycie odpowiedzieć na zadane mi pytania.
Oto zasady:  "Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

PYTANIA ANI.
1. Dokończ zdanie: gdybym nie była mamą/w ciąży/bezdzietna (w zależności od statusu wybrać) to teraz...
2. Daj przepis na najprostsze, ale odkrywcze danie.
3. Gdybyś mogła poddać się operacji plastyczne, co byś w sobie zmieniła?
4. Co irytuje cię najbardziej, gdy idziesz na spacer lub spacerujesz?
5. Czy masz jakieś dziwaczne przyzwyczajenie? Napisz jakie. 
6. Jaką najmniejszą rzecz trzeba zrobić, aby wyprowadzić Cię z równowagi?
7. Pierwsza miłość - zardzewiała czy wiecznie żywa?
8. Największa gafa, jaką udało Ci się popełnić. 

9. Dlaczego piszesz bloga?
10. Zima czy lato?
11. Najlepszy sposób na dobry humor przez cały dzień to...


MOJE ODPOWIEDZI:
1... gdybym nie była mamą to teraz prowadziłabym bloga o tematyce +18;)a nie o swoim dziecku
2. PLACKI OWSIANE
     -1 szklanka płatków owsianych
     - 2 szklanki mleka
    - 200 g serka wiejskiego
  - 2 jajka
  - 1 szklanka świerzych owoców

ugotuj płatki owsiane na mleku-pozostaw do ostygnięcia. Dodaj składniki i całość zblenduj. Smaż na kilku kroplach oliwy. Smacznego:)

3.Piersi
4. Marudność Nikosi i rady innych na temat np. ubioru mojego dziecka
5. Mam. Nie powiem jakie, bo jest zbyt dziwaczne hehe
6. Pouczanie mnie.
7. Zardzewiała
8.Wyłożyłam się na glebę wprost pod stopy mojej platonicznej miłości.;)
9.Bo lubię. Bo czasem nie mam z kim pogadać. Bo nie chciałam być dłużej anonimowa w blogosferze
10. Każdą porę roku lubię na swój sposób.
11. minimum 8 h snu i pożywne śniadanie;)


BLOGI, KTÓRE NOMINUJĘ:
http://zapiski-sc.blogspot.com
http://zochulek.blogspot.com

http://projekt-mama-nie-idealna.blogspot.com
http://ourcommonworld.blogspot.com
http://panna0ceanna.blogspot.com
http://niezwykle-zycie.blogspot.com
http://newlife-newlove-newme.blogspot.com
http://misiowamama.blogspot.com
http://magiadnia.blogspot.com
http://jagodowyzakatek.blogspot.com
http://dzidziusiowo.blogspot.com

MOJE PYTANIA:
1.Gdyby nie (imie Twojego dziecka), to jak teraz miał/miała by na imię?
2. Jakie zachowanie Twojego dziecka najbardziej Cię irytuje?
3. Czy nadal masz w sobie dziecko? Czym to się objawia?
4. Film, który mi polecisz?
5. Książka, którą mi polecisz?
6. Co ostatnio zrobiłaś TYLKO dla siebie?
7. Kawa czy herbata?
8. Muzyka na jesienne wieczory?
9. Bez czego nie możesz obejść się w kuchni?
10. Skowronek czy sowa?
11. Lubisz siebie?

WRÓCIŁAM!!!!

Witam się po bardzo dłuuuugiej nieobecności spowodowanej brakiem dostępu do sieci. Mam już wszystko, co mi potrzeba i wracam na stałe i już was nie zostawię więcej:)
Mam mnóstwo do nadrobienia, dlatego proszę o wyrozumiałość i cierpliwość, myślę, że 2- 3 dni i wszystko ogarnę. Ach, ciekawa jestem co u Was. Jak tam wasze pociechy, czy nauczyły się czegoś nowego... Nadrobię, nadrobię!
U nas hmmm dzieje się, Mała już nie chodzi a biega i ciągle wymyśla nowe psoty a ja ganiam za nią z wywalonym jęzorem... Nie boi się i biega również samodzielnie na dworze. Niestety ciągnie ją w stronę ulicy, dlatego nie wypuszczamy się w jej rejony. Wózeczek powrócił do łask i spokojnie robimy zakupy. Nikosia zrobiła się taka rozumna... Mam wrażenie,że rozumie każde moje słowo. Dwa dni temu całkiem spontanicznie kupiłam...nocnik! I tak powoli przyzwyczajam Księżniczkę do siadania na nim... Czasem udaje nam się nawet zrobić do niego siku;)i jeszcze coś:) Nie naciskam, nie zmuszam, nie sadzam na siłę... Mam nadzieje, że powoli, małymi kroczkami pożegnamy pampersy, może dopiero za parę miesięcy, ale będę próbować już teraz. W mieszkaniu mamy ciepełko, także można spokojnie paradować z gołym tyłeczkiem...
Jeżeli chodzi o mnie to muszę się pochwalić!
Po pierwsze udało mi się załatwić praktyki i już w najbliższy weekend mam pierwsze zajęcia, w lutym obrona ufff... Będzie ciężko, ale dam radę!!!
Po drugie zmieniłam całkiem swój image. Z każdą wizytą u fryzjera włosy robiły się krótsze aż wkońcu zcięłam je naprawdę krótko. Podobno jest ok. Ja się czuję o dziwo spoko, choć zawsze miałam długie pióra:)
Teraz lecę, bo Nikosia ma drzemkę a ja muszę troszkę ogarnąć mieszkanie, bo zginę tu niedługo w tym kurzu;)
Miłego popołudnia:*

czwartek, 19 września 2013

13!!!

Dziś upłynął 13 miesiąc życia mojej Córeczki. Szczerze, gdybym nie zerknęła w kalendarz to nawet bym nie zarejestrowała, że to właśnie dziś jest ten dzień. To jednak prawda, że po roku już się tak nie pilnuje i nie odlicza dni...
Czas na krótkie podsumowanie:
WAGA: 12KG
WZROST: ubranka na 80/86 cm
ILE MAM ZĄBKÓW: 12
CO UMIEM:
-chodzić:)
-robić "papa", grozić sobie paluszkiem "nunu", kiwać głową na tak i na nie
-nazywać poprawnie bliskie osoby
-grać w piłkę;)
-tańczyć (długo, często i namiętnie)
-robić kosi kosi
-wchodzić i schodzić z łóżka w tempie błyskawicy
-przynosić buciki, gdy chcę na dwór, miseczkę, gdy chcę jeść i butelkę, gdy chcę pić:)


To takie najważniejsze, bo oczywiście tego jest znacznie więcej, ale ciężko wszystko spamiętać i wymieniać.
Dziś całkiem spontanicznie postanowiłam, że wybierzemy się z Nikosią na zakupy. Celem podstawowym był prezent dla małej Wiktorki, gdyż w sobotę wybieramy się do niej na urodziny:) Drugim celem były kapcie dla Małej. Zarówno prezent jak i paputki szybko się znalazły. Kapcie czekały na nas w Pepco. Mięciutkie, ciepłe, antypoślizgowe i naprawdę śliczne. Chętnie pochwaliłabym się zdjęciem, ale nie zrobiłam, zapomniałam.
Dodatkowo oczywiście kupiłam Małej ksiązeczkę do ciągle powiększającej się kolekcji. Zbieramy klasykę polską tj. wiersze i wierszyki znanych polskich poetów. Mała uwielbia się wsłuchiwać w nowe słowa, rymy a i ja chętnie czytam, bo lubię to, co nasze- polskie.
Poza tym czas przecieka mi przez palce i nie potrafię się zorganizować tak, by zrobić wszystko to, co sobie zaplanuję. Pytanie co ja takiego robię żem taka zajęta? Cóż... Chyba nic nadzwyczajnego. Możę i ostatnio zaszywam się często w kuchni i to mi zjada czas. Bo czy rozsądnie jest tracić czas na robienie domowych klusków do zupy gdy gotowe tylko do zagotowania w 3 minuty leżą w szafce??? I czy rozsądnie ciągle cudować, robić placki z coraz to nowszych produktów (ostatnio królują z płatków owsianych i serk wiejskiego- PYCHA).
Ciągle czuję oddech na karku, że coś muszę zrobić... Rachunki, urzędy, zakupy, obiady, szkoła i załatwianie praktyk, sprzątanie, gotowanie... A jeszcze by się chciało poczytać książke z biblioteki (świeciłam oczami, bo ostatnio byłam tam w marcu!!!), chciało by się niespiesznie wypić kawę, herbatę... A tymczasem życie goni. Chłop goni, ciągle chce rozmawiać albo pisać- wszystko fajnie, ja się cieszę z tego wielkiego wybuchu uczuć w ostatnim czasie- ale ja też potrzebuję chwili dla siebie. Mówią, żę jesień to czas refleksji, że człowiek wtedy się zatrzymuje... No ale co ja się czepiam- wszak jeszcze lato:)
Apropo pór roku- czy u was też było dziś tak przerażająco zimno???? Ja zmarzłam okrutnie. Czasem mam ochotę nie wynurzać nosa z domu przez cały dzień, no ale czy mogę odmówić Nikosi zbierania kasztanów, listków, chodzenia po kałużach i szurania nózkami po stercie kolorowych liści? Nie!!!:)

niedziela, 15 września 2013

O miłości słów parę...

Związek powinien opierać się na miłości, szacunku i zaufaniu. Nie ma JA, nie ma TY, jesteśmy MY... ALE CZY NAPEWNO?
Jestem osobą, która bardzo ceni niezależność, wolność. Muszę mieć kawałek podłogi tylko dla siebie, jakąś przestrzeń, do której nikt nie ma dostępu. Nie lubię, gdy ktoś chce zagarnąć mnie całą dla siebie, duszę się w takim związku.
Teraz mnie i M dzielą kilometry, więc wolności mam aż nadto. Jednak wcześniej i z innymi facetami strasznie mnie denerwowało, że gdy tylko chciałam spędzić jakieś popołudnie, wieczór sama to zaraz były domysły, że z pewnością oszukuję. A ja taka jestem. Nie wyobrażam sobie spędzać kimś 24 h na dobę (chyba, że jest to moje dziecko_). Nie wyobrażam sobie rezygnować z pasji, znajomych na rzecz ukochanego. Mamy być ludźmi wolnymi. Możemy mieć innych znajomych. Koleżanki często patrzyły na mnie zbulwersowane, gdy "puszczałam" chłopaka na mecz czy piwo z kumplami. Nie powiem, że w środku nie raz się we mnie gotowało, bo już ja wiem jak takie wypady wyglądają. Ale czy ja mam prawo komuś czegoś zabronić? Czy nie osiągnę tym odwrotnego skutku?
Ciągle mam w pamięci, gdy mój były z manią detektywa przeszukiwał mój telefon. Komórka to moja prywatność! Nigdy, choć nie raz mnie kusiło nie zglądałam M do tel, nigdhy nie szperałam mu w mailach. Mam koleżankę, która kontroluje swojego mężczyznę na każdym kroku. Kontrolowała. Tego kogoś już niema. Znalazła coś, czego nie chciała. Może i lepiej dla niej. Ale wiem, że gdy pozna kogoś innego znów pobawi się w detektywa. Będzie szukać, węszyć. Do skutku. MOże i jestem naiwna, ale nie umiem inaczej funkcjonować.
*********
Pogoda robiła nas dziś w bambuko. Padało, po minucie przestawało by za chwilę znów padać. W nosie to miałam. Spacer się odbył- nawet dwa spacery. Deszczu się nie bałyśmy:)
Nikosia ładnie dziś na dworze chodziła, zbierała listki, gałązki i kasztany. Pobiegała trochę z piłką po boisku... Także niedziela upłynęła nam spokojnie...
No prawie spokojnie, bo mama ma znów do mnie jakieś ALE. Kiedyś może odważę się i to opiszę. Narazię tłumię to w sobie i wiem, że to nic dobrego...

sobota, 14 września 2013

Zakupowo:)



Gdyby istniała taka możliwość to chyba by myślała, że jestem w ciąży. Nie mam totalnie siły, zdarza mi się spać w porze drzemki Nikosi co wcześniej było absolutnie nie do pomyślenia.Ponadto jem dużo, dużo słodkiego!!! Ja nie wiem co to się ze mną dzieje...
Nikosia ma nalotu na chodzenie. Raz biega na dworze, ucieka przede mną a innym razem tak jak dziś chce wyłącznie za rączkę. W domu przeważa chodzenie choć czasem nadal raczkuje. Oj wiem, że potrzeba czasu, ale tak bym chciała by już się nie bała, by stabilnie, swobodnie dreptała. Trzeba czasu.
Ostatnio pogoda nas nie rozpieszczała a ja zdałam sobie sprawę, że Mała nie ma bucików takich jesiennych i typowo na deszczową pogodę. Wyruszyłyśmy więc wczoraj na zakupy. Zabrałam moja mamę jako pomoc. Na szczęście już w drugim sklepie znalazłam to, co chciałam. I takim sposobem Nikosia stała się posiadaczką trzewiczków i kaloszy, które skradły mi serce!:) Teraz kałuże i błoto nam nie straszne. Mała w obuwniczym czuła się jak w żywiole, biegała między półkami, piszczała a hitem okazało się duże lustro, które obśliniła doszczętnie dając dzidzi buzi:) Panie ekspedientki nazwały je śpiewaczką operową.



Nie byłybyśmy z mamą sobą, gdybyśy nie zaszły do ciuszków. Nie było nic ciekawego, ale Mała dorwała chyba najbrzydszą zabawkę i zanic w świecie nie chciała jej oddać. Jestśmy przy kasie, płacę za nią, zapłaciłam- daję jej a ona ją wyrzuca. Już jej nie chce:/ W kolejnym sklepie dostała... samochód i to jest trafiony prezent, bo od samego rana w domu słychać "bruuum bruuum":)
Robiłam wczoraj przegląd kurtek i czapek i chyba mamy wszystko i jesteśmy gotowe na jesienną słotę!
A wy jak tam? Gotowe, gotowi?:)

mały Tuptuś w parku

środa, 11 września 2013

Witam się z Wami kochani po krótkiej nieobecności... Dopadło mnie paskudne choróbsko, które odebrało mi wszelkie moce. Ostatkiem sił doglądałam Nikosi, ale nawet nie miałam sił iśc z nią na spacer:( Teraz jest już znacznie lepiej, został mi tylko ból gardła... Oj śmiem twierdzić, że nie ma nic gorszego niż zajmowanie się dzieckiem w chorobie... Mała chciała się bawić a ja trup...
Martwię się, bo jak wróciłyśmy dziś ze spaceru to bardzo zmarkotniała i usnęła sama niemal na siedząco, co zdarza jej się tylko, gdy łapie ją gorączka:/ Boję się, że ją zaraziłam. Narazie nie ma gorączki, zobaczymy jak dalej... Pocieszam się, żę to może pogoda na nią tak wpływa, bo rozpadało się i jest baaardzo pochmurno i sennie... Oby to było to!!!
Z pozostałych spraw, optymistycznych to Nikosia wkońcu chodzi!!!! Kiedyś już tu się na blogu chwaliłam, ale okazuje się, że wtedy to było chwalenie na wyrost... A teraz chodzi świadomie, nawet jak klapnie na pupę to wstaje i idzie dalej i co najważniejsze sprawia jej to ogromną radość!! Matka puchnie z dumy! Jeszcze biegam za nią z bijącym sercem, bo te krok taki niepewny, ale z każdym dniem będzie lepiej i stabilniej. Narazie mamy trzeci dzień chodzenia. Po domu rzadziej chce dreptać, jednak woli na czworaka ale też zdarzy jej się iść na nóżkach...
Śmiać mi się z niej chce niesamowicie, bo strasznie przeżywa prognozy pogody w tv. Siada wtedy z paluszkiem wymierzonym w tv i krzyczy głośnow swoim języku. Inne programy ją nie ruszają, tylko ta pogda.... Zabawne to...
Tata Nikosi ostatnio doznał jakiegoś nawrócenia! Miłość aż z niego kipi! Ostatnio tak zachowywał się na początku naszej znajomości!! Nie wiem co mu się stało, ale podoba mi się to.I wkońcu wział się na nowo za siebie, zaczął ćwiczyć. oj tyle lat treningów a ostatnio odpuścił i odrazu po nim to widać. Tak- oczywiście kocham go takim jakim jest, ALE... lubię jak dobrze wygląda. :) Powiedział ostatnio, że już na wiosnę chciałby nas widzieć u siebie...Oj ale ja biorę poprawkę na to, co mówi, bo jakoś nie wydaje mi się to takie realne... No i czeka nas kredyt na dom... Połowa od razu spłacona a reszta będzie się za nami ciągnąć, ale TO NIE WAŻNE!!!:) Ważne, że wkońcu będę miała swoje wymarzone kąty, urządzone tak jak ja chce i podwórko i jakiś mini ogródek...mmmmmmmmm........:) Ale jeszcze trochę do tego czasu minie. W każdym razie warto czekać!

piątek, 6 września 2013

Proszę mi wybaczyć, jeśli mój wpis będzie nieco chaotyczny, ale padam z nóg... Wstałam dziś o 6:30! A położyłam się około 2... Ha! i to z własnego wyboru. Pojechałam z Małą do mojej przyjaciółki. Dzieciaki poszły spać a my gadałyśmy, gadałyśmy i gadałyśmy... :) Fajnie. Ostatnio bardzo mi brakowało wygadania się, wyrzucenia z siebie wszystkich smutków. I wylałam i jest mi o niebo lepiej:)
Rano Paulina pojechała coś załatwić ważnego a ja na godzinę zostałam z trójką: Nikosią, Filipkiem (11mscy), Kacperkiem (2,5 rok). Z ostatnim kawalerem nie było żadnego problemu, natomiast najmłodsi dokuczali. Zauważyłam ostatnio, że Nikosia jest bardzo zazdrosna i zaborcza. Zarówno w stosunku do mnie jak i zabawek. Nie chce się niczym dzielić. Być może jest jeszcze za mała, ale jak obserwuje inne maluchy to u niej jest to bardziej widoczne niż u pozostałych. Syndrom jedynaczki???
Z pozostałych spraw muszę się pochwalić, że wygrałam w konkursie:) Sami zobaczcie TUTAJ. W blogosferze jestem "świerzakiem", to pierwsza zabawa z nagrodami w jakiej wzięłąm udział i proszę- od razu strzał:)
Na koniec pragnę podzielić się z wami przepisem, dość nietypowym i na pierwszy rzut oka dziwnym, nawet nie smacznym, ale to tylko pozory, bo jest PYCHA!!!

PASTA Z ŻÓŁTEGO GROCHU

-szklanka łuskanego, żółtego grochu
-4, 5 cebuli
- olej
-woda

Gotujemy groch (namoczmy go wcześniej, np w nocy). W międzyczasie kroimy cebulę w kostkę i dusimy. Gdy jest prawie gotowa podlewmy 3/4 szklanki wody i dusimy jeszcze parę minut. Gotowe składniki blendujemy doprawiając sporą ilością pieprzu i soli- co kto i ile lubi.
Pamiętajmy, by dokładnie odcedzić groch z wody, gdyż substancja może być zbyt płynna.
SMACZNEGO

 Uwierzcie mi, że ta pasta jest naprawdę pyszna, nawet Nikosia się zajada. Zaletą jest też to, że szybko się robi i jest tania. Naprawdę polecam.
Przepis zaczerpnełam STĄD 

wtorek, 3 września 2013

Zaczął się wrzesień i moje utrapienie: około7:40 sąsiedzi idą do szkoły. Jedni przychodzą po drugich, Ci drudzy grzebią się jak muchy w smole i gadają, gadają, gadają... Tak wiem, że to już nie jest tak wcześnie, że cisza nocna nie obowiązuje i powinnam już dawno być na nogach ale ja akurat o tej godzinie CHCĘ SPAĆ!!!! Yhhh... Przeważnie budzą mi Nikosię i moje marzenie o drzemce do 9 ulatuje jak bańka mydlana... Tak wiem, że 8 to i tak super... Był taki okres w życiu Nikosi, gdy wstawała punkt 6! Trwał miesiąc i żyłam:)
Wiatr dziś taki, że łeb urywa! Najchętniejnie ruszałabym się na krok z domu. Ale raz, że dziecko trzeba hartować a dwa już wolę trochę zmarznąć niż skazywać się na marudę, bo ona nie umie dlugo w domu, zabawki szybko się nudzą... Spacer godzinka a potem wpadła kumpela na kawkę. Córka ma na początku się jej bała, jednak z każdą minutą dystans się zmniejszał aby na końcu już było zupełnie ok. Na tyle ok, że sama ją zaczepiała, chciała sie bawić. Trafił mi się egzemplarz dośc nieufny i bardzo zdystansowany w stosunku do obcych.. Gdy idę z nią za rączkę a z naprzeciwka ktoś idzie to w jednej chwili chowa głowę w moich kolanach. Najlepiej się oswaja, gdy ktoś na nią nie reaguje, nie zaczepia od pierwszej sekundy, musi się tej osobie przyjrzeć, obadać. Szkoda, żę nie wszyscy to rozumieją i bez słowa wstępu zagadują, podszczypują itp:/ Jutro mamy szczepienie i właśnie najbardziej obawiam się jak zareaguje, gdy pan doktor zechce ją zbadać:( Będzie ciężko.
Mały Dokucznik za nic w świecie nie chciał zasnąć. Nasz rytuał zasypiania tak jak wspominałam wygląda następująco: kładę się obok, czytam a następnie milknę i bez słowa głaszczę ją powłochach np. Zazwyczaj usypia po paru minutach. ZAZWYCZAJ! Dziś łóżko ją paliło. Na przeciw jest regał z książkami, ciągla wskazywała na niego paluszkiem i "natać, natać"( nowe słówko, gdy czegoś chce). Więc raz po raz wstawałam i donosiłam książki. Po pewnym czasie zrozumiałam, że to taki kaprys a ona sama nie wie czego chce, ale napewno nie spać. Kołysanka tylko ją rozjuszyła. Fikała po tym łóżko w tą i spowrotem. Po jakiejś godzinie byłam już wykończona. Zgasiłam lampkę i zapanowała kompletna cisza. Mocno się w nią wtuliłam. Zasnęła. Ufff...
Na mnie czeka stos prasowania a ja tu siedzę i stukam. Blog to niezły zjadacz czasu... Ale czy ja ciągle muszę tylko skupiać się na tym, co trzeba? Troszkę czasu tylko dla mnie też się należy...

P.S. Pasta z bobu właśnie się skończyła. Może nie wygląda zbyt apetycznie, ale jest smaczna i co najważ niejsze zdrowa. A ja dziś bardzo mądrze postąpiłam. Umyłam włosy i po godzinie wyszłam na dwór. Owiało mnie niesamowicie. Żebym tylko się nie rozchorowała z tej mojej głupoty. Matka w chorobie to baaaardzo zły pomysł.


P.S 2 Mała nauczyła się nowych 'słów":
-natać (gdy czegoś chce )
- gok (guzik;))
- nie cie (nie chce)
- mak ( cholera wie co to, ale powtarza to parę razy dziennie)

poza tym: gakak , mama, tata, baba, bum bum no i oczywiście AAAAKKKK:)


Przepisy

Tak jak już ostatnio wspominałam postanowiłam nieco urozmaicić swoją kuchnię:)
Wczoraj zrealizowałam dwa przepisy, bardzo różne...

1.Ryż zapiekany z bananami

-ryż (około 150 g)
-2 szklanki mleka
-cukier wanilinowy(8g)
-cynamon
-2banany
-łyżka cukru
Do garnka z grubym dnem wlewamy mleko i dosypujemy cukier i cukier wanilinowy. Gdy mleko będzie gorące wsypujemy ryż i gotujemy na małym ogniu co chwilę mieszając. Powinien się gotować do całkowitego wchłonięcia mleka (około 25min).
Do wysmarowanej tłuszczem formy układamy warstwami ryż, banany, cynamon i zasypujemy na wierzch ryżem. Wstawiamy do piekarnika na 10 min w 180 stopniach. :)






2. Pasta z bobu

 -bób (1opakowanie mrożonki)
- ząbek czosnku
- 2 czubate łyżki kopru
- oliwa z oliwek
 Bób gotujemy w osolonej wodzie około 10 min. Obieramy ze skórki. Czosnek przeciskamy przez praskę. Wszystkie składniki blendujemy:)








niedziela, 1 września 2013

Odsunęłam rolety i moim oczom ukazały się ciemne chmury... Tuja tuż przed moim oknem wirowała pod wpływem wiatru. Zimno. Nie da się ukryć, że w kalendarzu zagościł wrzesień!
I co z tego???
Pamiętajcie, że najważniejsza jest pogoda ducha a nie ta za oknem. Człowiek pogodny, radosny będzie się uśmiechał i w deszcz i w niemiłosierny upał:) I jesień da się lubić.
Na miły początek dnia wsunęłam jajecznicę z dużą ilością groszku, fasoli, marchewki, pietruszki i innych cudów...Pierwszy raz jadłam taki mezalians, ale było pycha i mega sycąco.
Po śniadaniu na spacer... Kościół był nam dziś nie po drodze, cóż zbyt słaba ma wiara widać... Pogoda robiła psikusa... Słońce, witr, deszcz i tak naprzemiennie cały dzień, czego efektem była rewia mody mojego dziecka. A to ją ubierałam a to rozbierałam pilnując karczycha czy nie spocone ani nie chłodne. Boimy się ponad wszystko przegrzania.
Po obiedzie zostałyśmy zaproszone do Kasi. Dzieciaki miały się bawić a my miałyśmy pić kawkę... heheheh... Dzieci i owszem się bawiły z tym, że musiałam non stop być przy Nikosi, więc kawa pita na szybko a rozmowy przerywane piskami malców:) Na koniec Arek- 4 latka nakazał, że mamy zostać na noc i uwaga- on będzie spał z Nikosią a ja...z babcią. Nosz trafiło mi się, że hej.:):)
O i tak zleciał ten dzień... Kolejny tydzień przeciekł mi przez palce nie wiadomo jak i kiedy...
Czekam właśnie na telrfon od M i rozmyślam... O nim... O nas...
Doprawdy sama czasem nie wierzę w tą nasza historię... Dzieliło nas niemal wszystko... On w stanach- ja tu... On dużo, dużo starszy a ja podlotek niemalże... On na koncie małżeństwo a ja ledwie jeden związek poważny... Dzieliło wszystko... Mój rozum nawet nie dopuszczał do siebie ,myśli, że mogę z nim być...
I jestem.
Ja tu a on tam... Dzielą nas kilometry, wiek, doświadczenie... Łączy miłość, plany na przyszłość, Nikosia...
Czy damy radę? Gdy wszyscy wokół dopingują, by to się rozpadło, wyrokują najgorsze... Oceniają... Tak- ona napwno leci na kasę a on na młodą dupę.
Gówno wiedzą!!!
Być może się zawiodę, tego nie wiem. Ale walczę I DOPÓKI KOCHAM WALCZYĆ BĘDĘ.


P.S. Wczoraj wspominałam, że zawzięcie przeglądam blogi kulinarne. Jeden szczególnie przypadł mi do gustu i chciałabym go wam polecić, bo naprawdę warto tam zajrzeć!!!
http://tysiackalorii.blogspot.com
























sobota, 31 sierpnia 2013

Piknik rodzinny

Obudził mnie dziś... smrodek;) Po szybkiej analizie zrozumiałam- kupa. Mała spała w najlepsze, była dopiero 7. Postanowiłam mimo to ją obudzić, bo ostatnio miałyśmy nie mały problem z odparzeniem po takiej nocnej "bombie". Po zmianie pampersa zrobiłam Małej mleko, wypiła a potem... zasnęła! Długo wahałam się czy już wstać czy też wsunąć się jeszcze pod cieplutką kołderkę obok mojej księżniczki. Chyba nie muszę mówić którą opcję wybrałam?:)
I tak spałyśmy do 10!!! Wstałam w popłochu. Matko!! Ta godzina a tu tyle do zrobienia... Zaraz zaraz... Jest sobota, obiad z wczoraj, porządnie sprzątane dwa dni temu- wyluzuj kobieto! a jak tak to luz:) Nikosia zjadła drugie śniadanie a ja już z mniejszymi wyrzutami sumienia spokojnie wypiłam kawę...
W mojej mieścinie odbywał się dziś "piknik rodzinny". W sumie jakoś nie bardzo miałam ochotę tam iść, bo to spory kawałek drogi, ale koleżanka mnie namówiła. Oczywiście o umówionej godzinie nie dało rady, bo Nikosia drzemała jednak około 16 wyruszyłyśmy... Ja z moją córką i Kasia ze swoją córką (w wieku mojej) i czteroletnim synkiem. Droga była dłuuuga...Jak nie moja wiła się jak węgorz i próbowała oswobodzić z pasów(za wcześnie pochwaliłam jej stosunek do wózka) to znów Dominisia szalała. Jak dziewczyny były spokojne to znów mały Arek chciał pić... Na szczęście trasa jest bardzo przyjemna... Las dokoła, rzeka... takie wiejskie klimaty :)
Gdy dotarłyśmy okazało się, że ów piknik to: mecz kilku drużyn juniorów, dmuchana zjeżdzalnia, wata cukrowa, popcorn, kiełbaski- za free. Szkoda tylko, że gdy dotarłyśmy załapałyśmy się tylko na watę, bo wszystko inne pozjadały mośki:) Nikosia boi się waty cukrowej!!! Wogóle niestety była raczej nieznośna i ogólnie panujący tam chaos i hałas nie służył jej- mnie zresztą również.
Do domu wróciłysmy już na samą kąpiel... kolacja, czytanie książeczek(ostatnio na topie są wiersze polskich poetów jka Tuwim, Brzechwa, Chotomska). Gdy tylko próbowałam już skończyć Mała wciskała mi książke i "gakak gakak" co w wolnym tłumaczeniu oznacza "czytaj czytaj":)
Oh coraz więcej to moje dzieciowate rozumie. Dziś, gdy tak tylko powiedziałam, że zaraz idziemy na dwór i żeby buciki założyła to przyniosła mi swojego buta:) A gdy namawiam "pogłaszcz pieska" to głaszcze:) Takich sytuacj, gdy widzę, że ona mnie rozumie jest z każdym dniem coraz więcej!
A ja zawzięcie wertuje dziś blogi kulinarne w poszukiwaniu inspiracj. Ostatnio idę na łatwiznę i non stop gotuję jedno i to samo!
DOŚĆ!!!!
Pozapisywałam mnóstwo ciekawych przepisów i od poniedziałku zaczynam eksperymenty:) Mam nadzieję, że ani siebie ani domowników nie potruję:)

piątek, 30 sierpnia 2013

piąteczek

Tak mi ostatnio coraz fajniej z mym dzieckiem. Wiem, wiem jak to brzmi. Chodzi o to, że Nikosia coraz bardziej komunikatywna. Mam wrażenie, żę rozumie wszystko, co do niej mówię:) I na spacery milej iść, bo przełknęła jakoś wózek- najgorzej z wsiadaniem, dalej jakoś idzie:) I pobawić się fajniej, bo jasno daje mi dozrozumienia co chce robić!! Najbardziej dumna jestem z tego, że... od dwóch dni przynosi mi książki SAMA i chce by jej czytać... Miód na moje serce. Na początki myślałąm, że to przypadek, ale nieee... Czynność ta powtarzała się a już szczególnie wieczorem, gdy pora na sen. Kocham książki i bardzo chciałabym, by i ona podzielała to uczucie. Może mi się uda i nie ójdzie w ślady tatusia, który od książki woli film:)
Co więcej słownik Nikosi efektownie się powiększa hehe... Uwaga!!! Potrafi nazwać, pokazać i dostrzec z bardzo duuuużej odległości kota:) Dziś na spacerze gdy niosłam ją na rękach, nagle wrzasnęła mi do ucha KOT... Patrzę i faktycznie na oddalonej dobrych parę metrów działce błąkał się kocurek...
Ponadto umie nazwać kółko;) No. To już coś. Wszystkie pozostałe rzeczy w dalszym ciągu są gakakami.
Wczoraj wpadła do mnie kumpela z zaległym prezentem dla Nikosi... Pisków było co nie miara, bo prezentem owym była ogromna myszka miki...! Myszka miki to ulubiona i w sumie jedyna postać bajkowa Nikosi. Teraz ciągle ją tuli i wszędzie ją ze sobą targa a raczej probuje bo mysz większa od niej...
Nikosia też posiadła umiejętność, na którą czekałam z wielkim zniecierpliwieniem- nauczyła się schodzić z łóżka... Do tej pory drżałam o nią, bo wchodziła na łóżko ochoczo, ale już z zejściem był nie mały problem.
Chyba tyle w temacie mej córki.
W temacie moich studiów ogarnia mnie czarna rozpacz. Został mi miesiąc na ogrnięcie praktyk a mnie dni przeciekają przez palce i ciągle odkładam to na jutro., na jutro... Zostało mi tylko pół roku i choć jestem prawie pewna, żę z tych studiów raczej nic pożytecznego prócz papierka nie uzyskam to jednak szkoda... Szkoda czasu, pieniędzy... To tylko jeszcze jeden semestr.Muszę to ogarnać. MUSZĘ.
W moim sercu zapanował dziwny spokój. Bardzo to dziwne, bo ostatnio byłam pełna wątpliwości, złości, nawet goryczy w stosunku do M.
Teraz już wiem, czego chce. Wiem, że warto przemęczyć się jeszcze trochę. I nie ważne, niech trwa to nawet rok i więcej. Nie chcę być z nikim innym. Mam przed oczami cel i nie zgubię go!!! To tak mało i tak dużo... Wiedzieć, czego się chce... Gdy człowiek wie to od razu nabiera sił... Tylko muszę myśleć o tyym celu. Wizualizować go... On się zrealizuje. Wiem to.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Moja gamoniowatość sięga zenitu!!
Ostatnio usunęłam post a przed chwilą fotki w poprzednich postach.
Przepraszam Kochani.
Wasza Gapa.

Gakak i inne sprawy

Od rana mam dobry humor… la la la :)
Powód? Jeden to bardzo przyziemny- dostałam w końcu pieniążki, na które bardzo długo czekałam i które na jakiś czas pozwolą mi nie martwić się „za co”.
Kolejny powodem jest to, że Nikosia ku mojemu zaskoczeniu i wielkiej radości wsiadła dziś do wózka bez protestów i była w nim grzeczna- chętnie jechała!!!
Całą drogę mówiłam sobie „pewnie zaraz zacznie płakać, zaraz się zacznie”. Nic podobnego, płaczu nie było!!! HURRRA!!!:)
Nasz bunt wózkowy trwał jakiś miesiąc, przez ten czas naprawdę miałam problem by zrobić zakupy, jechać z nią gdzieś dalej czy iść na spacer z psem…
Nie walczyłam z jej buntem. Nie wsadzałam na siłę jak to niektórzy mi radzili. Jeśli nie chciała jechać- nie jechała. Nic na siłę. Nie chciałam, by wózek kojarzył jej się z czymś nie miłym, z przymusem. Mam nadzieję, że to nie jest tylko jednorazowy wybryk i dalej chętnie będzie jeździć. Oby!!
Korzystając z powyższego wybrałyśmy się na dawno zapomniany plac zabaw. Był dla nas ostatnio za daleko na wyprawę na nóżkach…
Cały plac zabaw dla nas!!! Było w miarę wcześnie i dzieciaki dopiero się zbierały…
Kolejnym zaskoczenie dziś było dla mnie to, że zupełnie przypadkiem zobaczyłam, że Nikosia jest w posiadaniu wszystkich piątek!!!! Wyrodna matka ze mnie, nie zauważyłam nowych ząbków!!! Teraz dopiero kojarzę fakty i widzę, że marudzenie w ostatnich dniach nie było bez powodu… Tak więc mamy już 12 ząbków!!! Jak na roczniaka to nieźle.
Wszystkie „ciocie dobra rada” straszą, że skoro tak szybko jej ząbki idą to NA PEWNO  w moment jej się popsują. Oczywiście, może i ma słabsze ząbki, ale jeśli odpowiednio o nie zadbamy to nie sądzę, by tak w moment jej się zepsuły. Nic nie dzieje się bez powodu.
A teraz już zostawiam was moi drodzy ze zdjęciami. Nie grzeszą jakością, bo to tylko robione telefonem. 












Matka się wyleguje...;)





Jeszcze mi się coś przpomniało...
Nikosia od dwóch dni, gdy czegoś chce to mówi uwaga "gakak". Wiem jak to brzmi:)
I tak, gdy chce pić to "gakak gakak", gdy chce jeść lub, by jej poczytać... Gdy chce jakiś przedmiot... Nie ułatwia matce życia, oj nie. Czasem wiem o co jej chodzi a czasem ona krzyczy to swoje słowko a ja nie mam pojęcia czego to moje utalentowane języcznie dziecko chce...

wtorek, 27 sierpnia 2013


Zimno dziś, jesiennie. Temperatura może nie jest strasznie niska, ale wieje bardzo nie przyjemny wiatr.
Pora na bluzy, swetry, apaszki i czapki. I tu się stwarza problem, bo Nikosia nie cierpi mieć cokolwiek na głowie, we włosach. Dziś na porannym spacerze walczyłyśmy. Ona o wolność i wiatr we włosach a ja o zakryte uszy. :/
Tak się zastanawiam nad pewną kwestią... Ostatnio coś wybrzydza owoce. Nie chce jeśc ani owoców normalnych ani tych w słoiczkach. Martwię się o jej odporność. W tamtym roku o tej porze karmiłam ją piersią, więc jakoś nie bałąm się. I fakt przez rok swojego życia Mała miała tylko trzydniówkę, poza tym zdrowa jak rydz. Ale co teraz? Jak ustrzec się choróbska, jak dbać o zdrowie na zapas?? Hartowanie- wiem, wiem. Ale chciałam spytać czy dajecie swoim malcom jakieś suplementy, witaminki itp? Nikosia ma rok więc nie mam jakiegoś doświadczenia i po prostu nie wiem...
Dzwoniła rano pani z przychodni. 4 września mamy szczepienie:( Jak ja tego nie lubię. Ostatnie było dobrych parę miesięcy temu, więc mało kumała... Boję się teraz, że w gabinecie będzie krzyk... Jakoś musimy dać radę. Gorzej chyba ja to przeżyję niż ona.
Wczoraj się strasznie wkurzyłam. Miało być pięknie: zakupy, czas dla siebie. I nici z tego. Miałam odebrać przelew od M i nie doszedł... Dziś muszę znów jechać. I jakoś nie cieszy mne=ie to wcale. Mała marudna i nie lubię jej zostawiać, gdy ma taki zły humorek. Dziwne to... Czasem mam ochotę uciec gdzieś, pobyć tylko sama a gdy to już się stanie to ja i tak myślami jestem przy Nikosi. Babie nie dogodzisz.
Tacie Nikosi- będę o nim pisać "M" spadło parę dobrych robót, więc mam nadzieję, że za jakiś miesiąc do nas wkońcu przyleci. Tak za nim tęsknię, że nie da się tego opisać żadnymi słowami. Może to głupie, ale on jeszcze nie przyleciał a ja już tęsknię jak będzie odlatywał. Nikosia jest taka do niego podobna. Kopia.nOczy te same, włosy, nosek... Patrząc na nią widze jego. Czasem zrobi identyczną minę, aż jestem w szoku jak z wiekiem coraz więcej widzę ile ich łączy w yglądzie i zachowaniu...
Aha!!!
Muszę się pochwalić, że w mojej córce nastąpił przełom. Stała się bardziej ludzka:) Nauczyła się robić "tuli tuli" i przytula lalki, misie a także Arka- swojego najlepszego kumpla;) Ba!! Nawet do mnie się przytula, choć oczywiście mnie najbardziej lubi tarpać za włosy a także wkładać mi palce a to w nos a to w oko... ;)
A i jescze jedno, z czego jestem dumna. Ona wkońcu chce, bym jej czytała do snu!! Do tej pory wyrywała mi książeczkę a teraz kładzie się obok a ja jej czytam. Gdy bajka się kończy a jej nie udało się jeszcze zasnąć to jest płacz... I tak wczoraj czytałyśmy bajkę wandy chotomskiej 10 razy:)!!!

Tuli tuli do babci:)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Koszmarna noc

Koszmarna noc za nami.
Zaczęło się od tego, że gdzieś zawieruszył się smoczek. Nigdzie go nie było- przepadł, no rozpłynął się. Pomyślałam- e tam, bez smoczka też da się usnąć. O jaka ja naiwna. Nikosia pokładała się, wierciła, wkładała piąstki do buzi, gryzła mnie. Spać jej się chciało strasznie, ale potrzebowała tego cholernego smoka. Jej zniecierpliwienie i senność rosła aż wkońcu wybuchła płaczem. Byłam taka wściekła na siebie, że zawsze coś zapodzieje i potem jest problem. Po jakiejs godzinie smoczek się znalazł. Leżał głupi za łóżeczkiem dobrze zakamuflowany. Ale płacz Nikosi wcalał nie zmalał od tego znaleziska...
Bolał ją brzuszek:(
Płakała i płakała... a ja płakałam razem z nią z bezsilności. Uspokajała się dopiero w pionie, gdy ją bujałam i szeptałam do ucha "ciiii". W takiej pozycji spędziłyśmy pół nocy.
Nie mam pojęcia co mogło jej zaszkodzić, ale mam już pewność, że nie dostanie już ani jednego ciastka ani jakiegokolwiek słodycza od obcych. W sumie nie mam pewności co się z tym jedzeniem wcześniej działo. Być możę, że to nie od tego, ale wolę już więcej nie narażać mojej Małej na takie łzy jak wczoraj;(
W sumie odkąd się urodziła to jeszcze nigdy takiej nocki nie miałyśmy. Jako noworodek a później niemowle nie miewała kolek a jeśli nie spała w nocy to tylko z chęci do zabawy.
Nie ma nic gorszego dla matki niż łzy jej dziecka! NIE MA!
Kochane mam pytanie. Co podajecie swoim maluchom w przypadku bólu brzucha. Jakieś herbatki? moja apteczka pod tym względem jest opustoszała, mam tylko delicol. Mam nadzieję, że ta sytuacja się nie powtórzy, ale lepiej mięc w razie "w".
Oczywiście moja kochana mama za całą tą nockę obwinia mnie, pewnie ma rację, ale czy ja wciąż muszę słuchać jaką złą jestem matka. Ostatnio przy j=każdym możliwym pretekście słyszę, że uczę dziecka "dziadostwa", bo nie śpi w łóżeczku, nie chce jeździć w wózku a już wogóle to powinnam jej nawrzucać zabawek do łóżeczka a ona powinna się tam bawić. A jeszcze doszedł nowy powód, bo Mała nie chce się kąpać. I zdaję sobie sprawę, że pewnie niechcący albo ja albo ona sama sobie nalała wody do oka, ucha, nie wiem, w każdym razie ma jakiś uraz skoro się boi, ale moja mama sądzi, że napewno ją oparzyła gorącą wodą!!!! To już przegięcie!
Mam dosyć. Może dla niej jestem wciąż gówniarzem, ale mam 23 lata, dużo nie dużo ale wystarczająco, by potrafić zająć się własnym dzieckiem. Szkoda, że nie wystarczająco, by mieszkać osobno. Jeszcze jakiś rok i wkońcu pójdziemy na swoje, a wtedy zatęskni. Ja wiem, że zatęskni.
Kurczę. za moim oknem trwają roboty drogowe. Nie ręczę jak obudzą mi Nikosię. Odsypia bidula nockę.
Jadę dziś po południu na samotne zakupy. Muszę koniecznie napisać listę, bo bez niej znów nakupuję mnóstwo zbędnych rzeczy...

niedziela, 25 sierpnia 2013

Niedziela.

Niedziela.
To jedyny dzień tygodnia,który odróżniam od pozostałych. Moja mama jest w domu a ja mam wolne od gotowania :)
Rano poszłyśmy z Małą kupić sobie obważanki pod kościół. Nie jestem zagorzałą katoliczka,do kościoła nie chodzę. Dlaczego? Irytyją mnie księża-to,że przy ołtarzu zgrywają świętoszków a po mszy grzeszą gorzej niż my-prości ludzi. Pewnie,że nie wszyscy tak robią i jestem niesprawiedliwa,ale jakoś tak mam i ciężko zmienić to myślenie.
A jednak kupujac te obważanki zobaczyłam panią-mamę z dziewczynką w wieku mojej córki. Były uśmiechnięte,odświętnie ubrane,szły na msze.
Pomyślałam,że właściwe dlaczego nie? Wezmę Mała i pójdziemy. Wkońcu dlaczego przez moje myślenie Nikosia ma nie chodzić do kościoła?
Mszę spędziłyśmy na powietrzu... Trawnik tak zafascynował Nikosię,że w miarę nie musiałam za nią biegać i nawet coś zrozumiałam z kazania hehe..
Łoj ale wnerwia mnie dzisiejsza pogoda-w cieniu zimno,w słońcu-gorąco. Zgłupieć można. Nie wiadomo jak ubrać dziecko.
Apetyt Małej mnie przeraża. Ona ciągle domaga się jedzenia. Trochę mnie to martwi,bo Nikosia ma przyrodnie rodzeństwo,sporo starsze i ze sporą nadwagą. Geny? A może przesadzam.
Kurde. Dostałam łupieżu. Ostatnio z czystej ciekawości umyłam włosy szamponem z Avonu i prosze. Jutro lecę do apteki po nizoral,bo podobno dobry na to cholerstwo.
To tyle..
U nas leniwie.. Mała śpi.. A ja z Wami :)